piątek, 13 września 2013

Zaczynamy rozmawiać o emocjach - PIĄTKOWE GADUŁECZKI



Dzisiaj – akurat w PIĄTKOWYCH GADUŁECZKACH – zaczynam cykl postów, które będą się pojawiały kiedyś tam i kiedyś tam…

Cykl dotyczy języka emocji.

A dlaczego?

Dlatego, że ja sama od wielu lat uczę się „językowego wyrażania emocji”. Jako kobieta pewnie mam nieco łatwiej, jako JA – ELA: osobowościowo chyba też nie mam trudno, bo lubię NAZYWAĆ, szukać określeń językowych, dla wszystkiego co myślę i czuję; jako Polka mam z tym duży problem!, bo nie nauczono mnie mówić o tym, co czuję w odpowiednim momencie; jako terapeuta/logopeda/ dzieci muszę się tym zajmować, moim obowiązkiem jest nauczyć dzieci i rodziców wyrażania językowego emocji; jako mama każdego dnia walczę ze swoimi, złymi nawykami z domu rodzinnego i z Polski i uczę się szanować uczucia moich dzieci…
I tak chcę połączyć te moje tożsamości i pisać Wam, jak to się toczy u nas, na różnych płaszczyznach życia. A, że o emocjach powinno się MÓWIĆ! Zaczynam dziś! Od „Gadułeczek”. Temat jest baaaardzo szeroki, ale postanowiłam, podawać małe kęsy, w małych opowiastkach.
Dzisiaj o moich brakach, i brakach, jakie obserwuję u moich rodaków i o potrzebie uczenia się…
Już od kilku lat temat ten jest mi bliski, bo… bo temat dialogu i rozmowy jest mi bliski. A w rozmowie wielką rolę odgrywają emocje. O emocjach i uczuciach, o tym, co się czuję należy, trzeba umieć mówić, aby rozumieć się. Trzeba umieć tez wczuć się w emocje swego rozmówcy, starać się zrozumieć, nazwać to, co on czuje.

My Polacy mamy z tym pewien problem, bo nie wynosimy (przeważnie) tej umiejętności z domu, bądź kulturowo nie wypada nam mówić o niektórych rzeczach: zbyt szczęśliwy – podejrzany…; wściekły Polak klnie ale nie mówi o swoich pierwotnych uczuciach, które wywołały złość. Nie jest w stanie ich zlokalizować. Usiłowałam z koleżanką dojść do tego, jakich określeń używamy – najczęściej jest to: „Jestem zła!” – ale dlaczego? To już nie zawsze określamy, nie dochodzimy do sedna.
Potem stwierdziłyśmy, że nie używamy innych słów, które nazywają nasze stany! A powinnyśmy. Staram się tego uczyć od paru lat. Staram się, bo wiem, że to się przyda moim dzieciom! Nazywam głośno moje „stany” i cieszę się, że potem słyszę od Maksymiliana: „Ale jestem zawiedziony!” (bo pani w przedszkolu nie zauważyła nowych butów). Gama przymiotników jest ważna, bo wyłuskuje niuanse. Nie tylko wesoły, smutny, zły, głupi. Więcej. Uczymy się więcej! Łatwiej będzie nauczyć nasze dzieci, zrozumieć! Dziecko staje się spokojniejsze, kiedy umie nazwać swoje uczucia i kiedy widzi, że my je też adekwatnie nazywamy!

Ważne jest to dla dzieci dwujęzycznych! Ważne jest aby w języku, którym mówi MATKA, umiało wyrazić swe emocje. Żeby czuło, że z mamą się rozumie… To wzmacnia więź.

Stąd post.

A teraz to, co marzy mi się, abym ja i moje dzieci (rodzone i "terapeutowane":-)) miały w swoim słowniku. : Lista określeń, które chciałbym, Wiecie: ja czasami wieszam na lodówce tę listę, żebym nie zapomniała, że można mówić więcej, niż „Jestem zła!”

WYPISUJĘ, abyście przypomnieli sobie, jak to można powiedzieć po polsku, to, co czujecie, jak nazwać to, co czuje dziecko (pomóc mu nazwać, odkryć):
- jestem/jesteś wesoła - jestem/jesteś szczęśliwa
- jestem/jesteś zadowolona
- jestem dumna
- cieszę się, czuję ulgę
Jestem zła/smutna/jest mi przykro, bo i tu źródłowe uczucie:
- jestem/jesteś niezadowolona
- jestem/jesteś zirytowana
- jestem/jesteś zmartwiona
- jestem/jesteś zniechęcona
- jestem/jesteś rozdrażniona
- jestem/jesteś rozgniewana
- jestem/jesteś sfrustrowana
- jestem/jesteś przestraszona!
- jestem przerażona
- jestem/jesteś speszona
- jestem zaskoczona
- jestem/jesteś zawstydzona, speszona, skrępowana
- jestem/jesteś przygnębiona
- jestem/jesteś niepewna
- jestem/jesteś rozczarowana
- jestem/jesteś zniecierpliwiona
- jestem/jesteś zakłopotana
- to/ ktoś był nieuczciwy
- mam poczucie niższości
- mam poczucie „bycia nieważnym”
- mam poczucie, że jestem zignorowany
- jest mi przykro
- mam poczucie winy
- czuję się niezrozumiany
- czuję się atakowany
- czuję się zlekceważony
- czuję się poniżona
- czuję się zagrożona
- czuję się niezaakceptowana
- czuję się pokrzywdzona
- czuję się przegrana
- czuję się zastraszona
- czuję się zadręczony
- czuję się odtrącona, odepchnięta, odrzucona, odsunięta na bok
- nie lubię, nienawidzę jak…
- denerwuję się, stresuję, bo obawiam się, boję się, bo…

Popatrzcie, wszyscy rozumiemy te słowa, ale czy ich używamy!!! Ja na przykład się uczę! Polecam, bo widzę, jak lepszy się ma wgląd we własne życie i tego uczymy dzieci.

Już od pierwszych dni, tygodni życia!: Jesteś rozdrażniona, bo masz mokro, bo jesteś głodna, bo nie było mamy; Ojej przestraszyłaś się tego auta, psa, pana; Z każdym miesiącem poszerzajmy zasób słów. Ale o tym jeszcze będzie.. Dzisiaj tylko chciałam uwrażliwić na problem…

Nazywajmy swoje uczucia i uczucia dzieci – dzieci chcą wiedzieć, że się wie!!!

Pewnie będę uzupełniać ten post, bo czuję niedosyt pozytywnych emocji, za mało pozytywnych przymiotników!:-)

Witam w okieneczkach artMamowanie i NinęNM

14 komentarzy:

  1. Elu, niesamowicie wazny temat! a odnosnie wyrazania emocji, to faktycznie czesto trudniej wyrazic te negatywne stad urodzaj w negatywnych przymiotnikach kiedy sie te trudnosc uswiadomi. Raczej nie blokujemy emocji pozytywnych...
    Ale bardzo wazne zeby je takze wyrazac! Jestem zachwycona, mile zdziwiona i wzruszona, ze o tym napisalas :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) Jestem zadowolona:-) tak po prostu! i tak bardzo!

      Usuń
  2. Jestem zaintrygowana, zaciekawiona, zainteresowana,
    jestem podekscytowana, rozentuzjazmowana (pełna entuzjazmu).
    Jestem radosna,
    jestem wypoczęta, zrelaksowana,
    jestem rozmarzona (marzę).

    :-)

    To ciekawe :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to przeczytałam, miałam wrażenie, ze zaraz zacznę podskakiwać.
      To ciekawe:-)

      Usuń
  3. Popieram akcję wieszamy listę Eli na lodówce! Super ważny temat, można też połączyć z pogodą emocji Faustyny. U nas się sprawdza :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej Anetko! Ale nie na dłuższy czas, ja tak dla nauki tylko powiesiłam. Potem lepiej dobre słowa wieszać!!!
      Tak mi się wydaje...
      Więc może powiększymy, rozszerzymy część z nazwami pozytywnych emocji i będziemy wieszać od czasu do czasu dla nauki nazywania emocji...
      :-)

      Usuń
    2. Elu, może przygotujesz listę emocji pozytywnych i negatywnych? Taki gotowiec na lodówkę? Można byłoby nawet spróbować stworzyć listy dwujęzyczne (ze świadomością ograniczeń w bezpośrednim tłumaczeniu oczywiście). Chętnie skorzystam :-)

      Usuń
  4. Może faktycznie jest w tym nienazywaniu emocji (a jeżeli już, to koncentrowaniu się na tych raczej negatywnych) jakiś aspekt kulturowy. Mnie na przykład łatwiej dostrzec to, co mi się nie udało, niż coś co dałam radę zrobić. I często podsumowując dzień mówiłam jeszcze niedawno "nie zdążyłam tego, śmego i owego". Aż któregoś dnia mój luby latino - urodzony optymista - zapytał: A co Ci się udało? I jak zaczęłam wyliczać, to wyszło tego całkiem sporo...
    Reasumując: popieram całym sercem akcję nazywania emocji - lista zawiśnie na lodówce (tuż obok mojej listy codziennych "udało mi się"), ale koniecznie musimy opracować też listę pozytywów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. JEST.
      Dobrze, że masz męża latino-optymista:-)
      Dziś udało się: napisać post w dzień!; zrobić super leczo, nazbierać i obrobić! prawie 10 kg grzybów:-); zlać wiśniową nalewkę i nastawić śliwkową.
      I dostać wiele pozytywnych myśli i słów od innych ludzi. ZA TO SZCZEGÓLNIE DZIĘKUJĘ!!!

      Usuń
  5. Właśnie odkryłam, że mam problem z tym, żeby określić jak się teraz czuję... Szczęśliwa i spełniona, to jak zwykle.. stan - bym powiedziała - constants, jak po dobrych narkotykach :P. Jednocześnie zmęczona i lekko zestresowana. I najważniejsze: speszona, że w ogóle mówię o odczuciach.
    A to znaczy, że to bardzo potrzebny post!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Speszona...
      Fajnie się uczyć nazywać własne emocje. Bardzo fajnie!

      Usuń
  6. Elu, cudowny post! Wszystko co piszesz to święta racja. Ja generalnie albo jestem "wkurzona" albo "jest ok" i tyle. Jak czytam tę twoja listę to nie dość, że nie używam tych słów bo nie potrafię opisać swoich własnych emocji to jeszcze nie jestem pewna czy potrafię je rozpoznać. To tak jakbym nie rozumiała tych przymiotników. Coś tam czuję w w tej chwili i myślę sobie "czy jestem zakłopotana, czy to już speszona" . U mnie przynajmniej to sięga głębiej - nie umiem rozpoznać tych emocji a co dopiero je nazwać. Wiem tylko tyle, że jest ich wiele i mają różną barwę więc potrzeba nazwania jest. Teraz tylko trzeba rozpoznać co to jest, a później nazwać. Dużo pracy przede mną. DZIĘKUJĘ!

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj Elu, pierwszy raz komentuję więc jestem trochę speszona ;) Rzeczywiście, coś jest w tym co piszesz, zdałam sobie sprawę jak mało używam takich przymiotników i raczej wolę stronę czynną "to mnie peszy", "to mnie denerwuje" itp. To też zresztą daje do myślenia (znowu "to", jakieś przekleństwo;) Jestem jednak zaintrygowana (zmusiłam się teraz;) tym co piszesz o kontekście kulturowym. Czy to naprawdę tylko taka polska cecha? Pytam, bo od paru lat moje życie rozgrywa się w otoczeniu Francuzów i mam wręcz wrażenie, że tu o emocjach mówi się jeszcze mniej, jeszcze rzadziej niż w naszym ojczystym języku. Tak jakby ludzie surfowali na powierzchni, żeby broń boże nie trafić na jakąś emocjonalną rafę. Chyba, że znam jakichś specyficznych ludzi :) Jak to więc jest z tą "polskością" i emocjami? Jak to odczuwasz w porównaniu do kraju, w którym żyjesz?
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czara.dwa slowa bo znikam z netu na jakis czas.masz racje to nie typowo polskie.przesadzilam chyba.ale to b.ciekawe,bo jednak sa roznice kulturowe w okazywaniu i naxywaniu emocji.napisze wiecej jak odzyskam dostep do netu.

      Usuń