Po powrocie z Polski dzieci do przedszkola biegły chętnie (oprócz buntu wobec konieczności spania...). W Polsce byliśmy trzy miesiące. TO dużo. Język polski "wzrósł", został wykorzystany, przećwiczony, douczony, dokarmiony.
Oprócz włączonej w drodze powrotnej (przez 8 godzin) płyty z niemieckimi piosenkami, nie przygotowywałam dzieci na powrót w niemieckojęzyczne środowisko. Jakoś nie miałam czasu ani myśli o tym. Zastanawiałam się, co będzie z niemieckim, dopiero właśnie w drodze powrotnej, jak zamilkły, słuchając znanych sobie piosenek.
No i:
W progu przedszkola Maksymilian wpadł i zawołał na całe gardło "cześć" i znieruchomiał, zorientował się, że nie tak i widziałam jak zacisnęło mu się gardło i nagle zaczyna krzyczeć: "Mamo!! no jak to??!!, no jak to??!! i szarpie mnie z jakąś paniką w oczach. W tym momencie pani głośno mówi: "Guten Morgen"!! Z Makusia opadło wszystko, wesoło zawołał "guten Morgen" i widziałam, jak w tej sekundzie "pstryknął" niemiecki i on ze szczęściem pobiegł...
Ala stała i słuchała, poszła cicho, potulnie, mrucząc pod nosem "guten Morgen".
Przez kilka dni panie mówiły, że Ala z uporem mówi po polsku, Makuś radzi sobie.
Po tygodniu, może 1,5 tygodnia usypiam dzieci, rozmawiamy sobie... cisza, nagle Ala mówi: "Mamo, ja nie chcę iść do przedszkola!! Tam jest.... tam jest... tam jest...." (cisza i po chwili) "tam jest NUDNO!!!"
NUDNO???!!!! wiecie, że dość dobrze znam słownik moich dzieci i słowo "nudno" Alicji było nieznane do tej pory. Zaznajomiła się z nim w Polsce. Coś mi jednak nie pasowało - nudno? w przedszkolu? No i zorientowałam się: kuzyn nauczył, ale zakresu znaczeniowego nie podał dokładnie... i zaś Ala, szukała słowa określającego samopoczucie/atmosferę teraźniejszą z przedszkola i wybrała słowo, nowe, które wydawało jej się, oddaje ciężar/kaliber tego, co czuje.
Wiem, więc, że nie jest nudno, ale "nudno", więc pytam naokoło, co to takie strasznie "nudne". No i co, po kilku okrążeniach, wyszło: "bo ja nie rozumiem, co pani mówi, i nie wiem jak powiedzieć". Czyli taa.... Czyli rozwiązania trzeba szukać, chociaż trochę pomóc znów, bo nie jestem zwolennikiem pozostawiania dziecka w stresie braku komunikacji.
Zaczęłam się głośno zastanawiać "co możemy zrobić...?" i Ala sama ochoczo: "dzienniczek przecież!" "Chcesz nosić dzienniczek?" "Tak, tak!!" Tu więcej o dzienniczku przedszkolnym, (który poszedł w odstawkę, bo wiecie ile kosztuje czasu...)
Tak więc musimy wrócić, chociaż na chwilę do pisania dzienniczka, bo widzę, Alicja JESZCZE CHCE mówić i opowiadać o tym, co ją spotyka. Wczoraj słyszałam, jak usiłowała powiedzieć po niemiecku, że będzie chodziła uczyć się tańczyć. Jej wypowiedź zaś była zbudowana tylko ze słów, które zna z tego pola tematycznego i wyszło, że już jest co najmniej prima balleriną...
Wracam do rozmowy wieczornej z Alą. Po odkryciu, że dzienniczek może pomóc, nastała chwilka ciszy, bo spod drugiej kołdry słyszę głos: "Ja też chcę mieć dzienniczek!" - Makuś... "Ty, przecież pani mówi, że wszystko rozumiesz!" "Nie rozumiem, rozumiem dużo, ale nie mogę im o wszystkim powiedzieć!!! nie znam tych słów i zanim powiem inaczej, to już nie ma czasu! I jak mam sobie z nimi pogadać! Po polsku nie rozumieją! A czasami są takie fajne rzeczy, a ja nie wiem i nie mogę się zapytać, bo nie wiem jak. Albo oni rozumieją całkiem inaczej, niż ja chcę. Ja chcę dzienniczek, będziecie mnie uczyć"
BUM...
Ja wiem, o co chodzi, to już są pytania w stylu (po polsku do nas): "a dlaczego ta woda kapie z tej rynny i tu zrobił się taki dołek, ona wyżłobiła sama? Jak to woda ma tyle siły?" Kto spotkał Maksia tego lata, to wie, jak sobie lubi "pogadać"...
Niby wiem, niby zdaję sobie sprawę z takich problemów... ale za każdym razem, kiedy widzę, że moje dziecko jest w innym miejscu w dwóch językach, odkrywam nowe pytania. Ja mogę go uczyć tylko polskiego i liczyć, że przyjdzie czas, że "wyrówna". Wiem...
Ale startu w szkole nie miałby takiego samego, więc cieszę się, że odroczyliśmy go.
I wracamy do dzienniczka z Alicją i z Makusiem chyba też. Ale jak będzie wyglądał dzienniczek Maksia teraz? Nie wiem, najlepiej, jakby wpisy robiła pani w przedszkolu, raz na jakiś czas... Ale to , to raczej niemożliwe... Napiszę jak to się potoczyło.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedszkole. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedszkole. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 5 października 2015
czwartek, 26 marca 2015
Dzisiaj o przedszkolakach, drugim języku i rodzicach, co to nie wiedzą, czy się martwić, czy nie…
Dzisiaj Wam opowiem o Alicji, mojej córeczce dwujęzycznej już
bardzo, oraz o innych dzieciach, których losy opisały mi ostatnio mamy w
mailach, komentarzach i prywatnych rozmowach. Dzieci te i ich rodziców łączy
jedno zdanie:
„MOJE DZIECKO POSZŁO DO OBCOJĘZYCZNEGO
PRZEDSZKOLA, WIDZĘ, ŻE
·
JEST MU CIĘŻKO/
·
CHYBA JEST MU CIĘŻKO Z JĘZYKIEM/
·
MYŚLĘ, ŻE SOBIE JAKOŚ RADZI/
·
CHODZI JUŻ ROK I MAŁO MÓWI/
·
CHODZI JUŻ ROK I NIEWIELE SIĘ NAUCZYŁO PO
NIEMIECKU (ANGIELSKU, FRANCUSKU, HISZPAŃSKU)/
·
ZAMKNĘŁO SIĘ W SOBIE/
·
NIE CHCE MÓWIĆ W PRZEDSZKOLU/
·
PANIE MÓWIĄ, ŻE NIE SŁUCHA/
·
PANIE MÓWIĄ, ŻE CAŁY CZAS PŁACZE/
·
W PRZEDSZKOLU GRZECZNY BARANEK POTULNY A W DOMU
WRZESZCZY I BIJE I KRZYCZY NA WSZYSTKICH/
·
NIEWIELE MÓWI PO NIEMIECKU/
·
NIE CHCE CHODZIĆ DO PRZEDSZKOLA/
NIE WIEM CZY SIĘ MARTWIĆ, CZY MU JAKOŚ POMÓC,
CZY DAĆ MU CZAS….”
(powyżej fragmenty listów)
Kochani rodzice!
Czy się martwić - już się martwicie!! Bo myślicie, bo
piszecie, bo pytacie…
Nie martwić się, pomóc – i cieszyć się z tego, że mogliście
pomóc… ;-)
Piszę z bazą doświadczenia swojego własnego (dwoje dzieci w
przedszkolu „zastartowało”), z obserwacji i rozmów z innymi rodzicami, którzy
opowiadali te historie i z bazą wiedzy teoretycznej (literatura "przedmiotu").
Postaram się odpowiedzieć na pytanie CZY SIĘ MARTWIĆ, CZY MU JAKOŚ POMÓC, CZY DAĆ MU CZAS….
Zacznę o nas: Alicja, trzyletnia moja córeczka: poszła do
niemieckojęzycznego przedszkola w wieku 2 lat. Po niemiecku umiała PODSTAWOWE
zwroty grzecznościowe, pytania „Co to?” „Kto to?”, potrafiła przedstawić się.
Widzieliśmy, że dziecku ciężko i nauczyliśmy wspólnie z mężem i panią w przedszkolu
podstawowych zwrotów: „chcę, nie chcę, chcę siku” itp.
Alicja –wesoła, rezolutna dziewczynka, wszyscy widzieli i
mówili, że radzi sobie bardzo dobrze. Ale mi coś nie pasowało, postanowiłam
jednak jej pomóc. Zobaczcie tu: http://dwujezycznosc.blogspot.co.at/search/label/dzienniczek%20wydarze%C5%84
Prowadziliśmy dzienniczek krótko, Alicja
zaczęła być w przedszkolu bardziej rezolutna, wesoła. Do przedszkola zawsze chodziła chętnie - chyba też z tego względu, ze do tej samej placówki chodzi starszy brat i w czasie zabaw widzą się zawsze.
Jednocześnie to był ciężki czas: moja ciąża i narodziny małej
siostry. Alicja wesoła jak zawsze, głośna! rozgadana! w przedszkolu cicha…
W związku ze zbliżającymi się narodzinami Małej przyjeżdżali
różni ludzie. Przyjechała babcia. Mama (ja) w szpitalu. Alicja z bratem i z
babcią. Wracam ze szpitala, niedysponowana, trzeba dotrzymać miesiąc do porodu.
Ala wrzeszczy!!! na babcię – nie pozwala jej zbliżyć się do siebie. Szybka
nasza refleksja – reakcja na moje kłopoty zdrowotne i ciężką sytuację. Jakoś
przeczekaliśmy. Ala wrzeszczała, my czekaliśmy, tłumaczyliśmy nową sytuację,
czekaliśmy, aż się wszystko unormuje i Alicja „zrozumie”.
Rodzi się Mała – Alicja zakochana w siostrzyczce.
Babcia wyjeżdża, Alicja mniej krzyczy, ale za to bije brata.
I tak się toczy nasze życie, z małym bobaskiem, ogarnianie
domu, dzieci i tak w kółko. Alicja krzyczy czasem, bije, złości się, rzuca
zabawkami.
My tłumaczymy – reakcja na małą siostrę.
Alicja zakochana w siostrzyczce.
Aż do wyjazdu do Polski…
W Polsce byliśmy długo – 1,5 miesiąca. Ala i Makuś są ze mną
i z dziadkami. Domowo, pełno gości. Kilka dni jesteśmy sami – ja, mąż i
dzieci. Po tygodniu zauważamy, że coś jest inaczej: Alicja!!! Nie krzyczy, nie
bije, nie rzuca… Cudowna, słodka dziewczynka, uśmiechnięta, biega, piszczy
radośnie, bawi się spokojnie. O co chodzi? Ma nas na wyłączność!! Pierwsza
nasza myśl. Tak! Ale jeszcze ją obserwowaliśmy. Ja patrzyłam jak bawi się z
dziećmi, które nas odwiedzały, jak z nimi rozmawia!!! Coś mnie tknęło.
Widziałam, że moja córeczka się uspokaja w Polsce. Cieszy się
ze spotkań z dziećmi.
Po powrocie do Niemiec przyglądam się Ali znów. Dokładnie
obserwuję jej zachowania w przedszkolu: Alicja chodzi jak mim, skacze, bawi
się. Pytam Maksia. Okazuje się, że Ala bawi się z nim (jak tylko jest taka
możliwość), nie rozmawia ani bawi się za wiele z innymi dziećmi – jak tak i
jest źle, załatwia sobie sprawę waląc po głowie… Widzę, że nie rozumie 80 %
wypowiedzi. Stara się zrozumieć z kontekstu sytuacyjnego!! Obserwuje, co inni
robią i robi to samo, obserwuje gesty pań. Jest mistrzynią w tym (jak mama…myślę
sobie…ech…)
Obserwuje, świetnie funkcjonuje, ale nie mówi za wiele. Fakt,
mówi! Mówi proste zdanie: „Das ist meine…”
…To jest to, na czym stanęłyśmy w dzienniczku, który
zarzuciłam, bo … no czasu nie miałam!
W domu - w domu wracają agresywne zachowania, staram się jej poświęcać dużo więcej czasu, żeby eliminować "braki emocjonalne"
Myślę, myślę, czy mam jej pomagać – np. dzienniczku na
ratunek! Czy jakos da radę…
„MARTWIĆ SIĘ, CZY JAKOŚ POMÓC, CZY DAĆ CZAS….”
No i jak usłyszałam w głowie to pytanie, zamarłam!! Ja…
doświadczona już matka, wykształcona w temacie i zaznajomiona!! Ja się
zastanawiam!!??
W tym samym czasie dostałam kilka maili i zapytań w
komentarzach w identycznym tonie, to pokazało mi, że problem JEST!!!! i NIE mam zamiaru DAWAĆ MU
CZASU!!!!!!!!!
Zdenerwowałam się i postanowiłam działać. To było 3 tygodnie
temu.
Kilka dni obserwowałam Alę bardzo intensywnie – jej zachowania językowe i
niejęzykowe w przedszkolu. Potem poszłam do pani i moją niemczyzną ”Kali jeść,
Kali pić” mówiłam pani, że „Ala chyba smutna, bo Ala nie mówić po niemiecki, i
Ala chce mówić, a nie umie, i Alicja nie umie powiedzieć ani zapytać i robi
tylko, to, co widzi. A ona ma już 3 lata i w domu mówić wszystko po polski i
chyba jest jej źle, ze nie może powiedzieć po niemiecki”…czy jakoś tak ;-)
Poszłam do domu, postanowiłam wrócić do dzienniczka.
Napisałam jedno zdanie - dotyczyło tego, co się akurat wydarzyło i Ala to bardzo przeżywała - przejazdu pociągiem:
Kolejnego dnia zaniosłam do przedszkola, była inna pani, obejrzała, uśmiechnęła się,
przeczytała, oddała dzienniczek do domu…
Wróciła nasza pani - znów zaniosłam dzienniczek. Pani załapała!!!
I teraz od 2 tyg. dostajemy takie żółte kartki: pani wypisuje
dialogi, co powiedziała Alicja!!, wypisuje piosenki, zabawy paluszkowe. JA to
obrabiam wklejam do dzienniczka:
Rozmowy, które pani zapisała:
Z tyłu dzienniczka wklejamy teksty piosenek, zabaw, które pani nad (teraz...) daje:
3 tygodnie z dzienniczkiem i z decyzją ŻE POMAGAM MOJEMU
DZIECKU!!! NIE CZEKAM!!! Już więcej… i:
Dzisiaj pani przyszła uśmiechnięta: „Alicja mówi i mówi.
Czasami nie rozumiem, ale mówi!!”
Alicja każdego dnia!!!! mówi coraz więcej po niemiecku!!!!to
jest tak namacalne, że aż niewiarygodne. Musiała mieć już sporą bazę mentalną
języka a teraz dajemy jej słowa, proste konstrukcje, troszkę przeczytam,
usłyszy i bawi się tym, ze mówi!!!
3 tygodnie…
Alicja wesoła, uśmiechnięta!! Nowością jest to, że teraz
każdego dnia rano, coś CHCE powiedzieć Evi, swojej pani – że ma nową lalkę, że
boli ja noga, że ja zgubiłam rękawiczki….
Identyczne
doświadczenia mam z Maksymilianem (teraz 5,5 roku). Po 3 tyg. z dzienniczkiem
oswoił przedszkole. Poczytać o tym można TU: http://dwujezycznosc.blogspot.co.at/2013/05/histeryczny-smiech-dwujezycznosci.html
Teraz do Was, kochani rodzice, chcę się podzielić
doświadczeniem i wiedzą:
Jak widzicie, że dziecko nie radzi sobie z emocjami, szukajcie, co, gdzie i dlaczego.
1.
Nie czekajcie długo!!! Trochę
czekać trzeba – obserwować, jak zachowuje isę dziecko, jakie emocje się w nim
budzą (jakie emoje w przedszkolu i jakie okazuje potem w domu!), jak sobie
radzi – bo może Wasze dziecko nie będzie potrzebowało wsparcia, bo radzi sobie rewelacyjnie!!
2. Nie popieram rad „daj mu
czas, rozgada się” – tak – może się tak stać, ze się rozgada, ale
może też emocjonalnie cierpieć, przecież to JEST CZŁOWIEK, KTÓRY NIE MOŻE SIĘ
WYRAZIĆ!!! NIE MOŻE POWIEDZIEĆ CZEGO CHCE!! Bądź NIE CHCE!! Jeżeli MATKA czuje
i widzi, że JEJ dziecko ŹLE się czuje - nie
czekać. Matka widzi takie rzeczy, bo
jest z dzieckiem cały czas w domu i wie, jak się komunikuje w domu, czy brak
komunikacji mu przeszkadza, czy przeszkadza środowisku, czy i jak dziecko sobie
radzi. MY, z boku, obserwujemy ale przekładamy
własne doświadczenia na inną sytuację, inny dom, inną rodzinę, inny kraj, inne
dziecko!! Niekoniecznie, to co u nas było, musi powtórzyć się u innych
dzieci i w innych rodzinach! Pamiętajmy więc, że każde dziecko jest inne i
inaczej reaguje na zmiany, na nowe środowisko, na nowe emocje!! Każda sytuacja
społeczna jest inna (małżeństwo mieszane, małżeństwo jednojęzyczne). Tu bym się
zdałą ma matczyną intuicję – jednak jak pyta, zastanawia się, to czuje, że jej
dziecko potrzebuje pomocy!
3.
Nie chodzi o nadopiekuńczość! – chodzi o
udzieleniu dziecku wsparcia!
Co robić?
1.
Zanim dziecko pójdzie do przedszkola uczcie podstawowych zwrotów grzecznościowych w
danym, potrzebnym języku (nawet jeśli nie znacie języka dobrze, uczcie jak umiecie, podstawowe zwroty i
słowa znacie),
2.
Kiedy dziecko już idzie do przedszkola obserwujcie,
uważnie obserwujcie!, czy dziecko dąży do komunikacji, czy odzywa się i
komunikuje w jakikolwiek sposób
3.
Jeżeli widzicie, iż dziecko potrzebuje - uczcie
„troszeczkę”, (resztę zostawcie personelowi i środowisku) nie martwcie się, że
nauczycie źle, bo gdy nadejdzie czas, kiedy będzie już takie zagrożenie, że
mówicie błędnie (trudniejsze konstrukcje gramatyczne) – wasze dziecko już
będzie mówiło lepiej od Was i nie z Wami a z innymi użytkownikami języka (ja
np. już nie rozumiem, niestety, wszystkiego, co mówi mój synek i nie przychodzi
mi na myśl uczyć go niemieckiego!!!)
4.
Kiedy widzicie, że dziecko w przedszkolu nie
próbuje samo „ruszać z kopyta” językowo – szukajcie
pomocy: pani nauczycielka, mąż/żona mówiąca tym językiem,
dziadek/babcia/sąsiadka.
5.
Spróbujcie namówić, nakłonić do współpracy
panią z przedszkola. Pisałam o tym tu, zakładka przedszkole http://dwujezycznosc.blogspot.co.at/search/label/przedszkole
6.
Cały czas prezentujcie dobre i pozytywne
nastawienie do danego języka (wypracujcie sobie nawyk) – szczególnie do języków mniejszościowych, lub
w jakikolwiek sposób „napiętnowanych”
7.
Pamiętajcie, iż taka wczesna stymulacja –
pomoc- danie narzędzia, oddala widmo, ewentualnego mutyzmu wybiórczego, nie
wzmacnia skłonności dziecka do zachowań typu wycofania lub agresji
8.
Niekiedy wystarczy tylko zapałka i rusza „magazyn
językowy”, zbierany przez dziecko w umyśle przez jakiś czas… moją cudowną, sprawdzoną zapałką jest
dzienniczek
Dzienniczek:
- daje on możliwość ZAPISU CODZIENNYCH, WAŻNYCH DLA DZIECKA, JEGO
DOTYCZĄCYCH WYDARZEŃ!!
- DAJE MOŻLIWOŚĆ ZAPISU i ĆWICZENIA JĘZYKA W DIALOGU – CZYLI TAKICH
SFORMUŁOWAŃ, JAKIE DZIECKO SŁYSZY I JAKIE SĄ MU POTRZEBNE W ŻYCIU. (Można
uczyć słówek, czytać książeczki – ale to nie to samo, co język
mówiony!!!!)
- Zapisuje i uwalnia EMOCJE
O dzienniczku pisałam już wiele. Można poczytać w zakładce: http://dwujezycznosc.blogspot.co.at/search/label/dzienniczek%20wydarze%C5%84?updated-max=2013-12-16T22:06:00%2B01:00&max-results=20&start=7&by-date=false
A jutro Alicja ma 3 urodziny… zapis będzie taki, by Ala umiała powiedzieć w przedszkolu o urodzinach, SAMA!:
piątek, 8 sierpnia 2014
Dziecko dwujęzyczne - dzienniczek znów nas ratuje!
Pisałam już dawno, dawno temu o tym, jak dzienniczek uratował nam życie, kiedy Makymilian miał problemy z adaptacją w przedszkolu (TU: http://dwujezycznosc.blogspot.de/2013/11/strony-z-dzienniczka.html oraz TU: http://dwujezycznosc.blogspot.de/2013/05/histeryczny-smiech-dwujezycznosci.html )
Teraz historia Alicji:
Alicja poszła do przedszkola w marcu tego roku. Ala miała wtedy prawie 2 lata.
Sytuacja w skrócie:
• Alicja i Makuś są w bardzo małym przedszkolu – 18 dzieci, 2 grupy: jedna grupa maluszków do 3 roku życia, druga grupa powyżej 3 roku życia. W każdej grupie są 2 panie. Przedszkole maleńkie, dzieci z obu grup widują się często; bawią się razem;
• Oboje od marca poszli do nowego przedszkola, w nowym kraju;
• Język: Maksiu ma opanowany niemiecki (moim zdaniem) w stopniu komunikatywnym, brakuje mu jednak mnóstwa słów i konstrukcji gramatycznych – nie ma jednak problemu z nawiązywaniem kontaktu z niemieckojęzycznymi użytkownikami – zauważyłam, iż woli dorosłych (mają więcej cierpliwości i starają się zrozumieć); Alicja jest w niemieckim tylko osłuchana – zna tylko podstawowe zwroty grzecznościowe;
• Są w nowym przedszkolu 6 godzin
• Panie: pani od młodszych dzieci ma niesamowitą intuicję językową – świetnie jest w stanie dogadać się ze mną, Alicji bardzo pomaga; wykorzystuje gest, mimikę, zmienia słowa, kiedy jest problem, powtarza często te same zwroty, mówi prostym i komunikatywnym językiem (SUPER!); pani z grupy Makusia ma zerową intuicję językową – jak widzi, że ja lub dzieci jej nie rozumiemy, panikuje, stresuje się, uśmiecha się newrowo i ucieka…(o zgrozo! jest logopedą! – tłumaczę sobie, że może jest świetnym logopedą „artykulacyjnym”, bo o komunikacji to ona nie ma zielonego pojęcia, twierdzi, że Maksymilian świetnie sobie radzi z niemieckim (artykulacyjnie, tak!, mogę się zgodzić!!; systemowo – jest może nie fatalnie ale słabo) (SZKODA!!!)
• przedszkole z gatunku opiekuńczego (nie za wiele edukacyjnych, kreatywnych inicjatyw), ale miło, sympatycznie;
• ilość dzieci i pań sprzyja rozwojowi językowemu dzieci;
• ustalone zostało z paniami, iż my nie uczymy Alicji niemieckiego, tylko zostajemy przy polskim, panie będą się starały jak najwięcej uczyć języka.
Jak rozwija się sytuacja:
Dzieci bardzo szybko! zaakceptowały nowe przedszkole. Alicja uroniła może ze dwie łzy. Szybko zostawały na całe 6 godzin, zadowolone!!
Obserwowałam Alę, czy radzi sobie emocjonalnie z nową sytuacją. Bardzo szybko zaczęła się bawić (sama lub z Maksiem); widziałm jak działa: jest baczną obserwatorką – wszystko obserwuje kątem oka i naśladuje dzieci i ich czynności. Nawet jak za wiele nie rozumie świetnie radzi sobie sytuacyjnie (po mamusi, jak nic…). Językowo nie porozumiewała się z paniami około 3 miesięcy, nie powtarzała ani słowa. Panie twierdziły, że wszystko jest dobrze.
Ale…
Zaczęło się:
1. Alicja zaczęła w domu być agresywna i w przedszkolu też przekazywała swe życzenia po polsku lub siłą: wyrywała zabawki i popychała dzieci, jeśli stały jej na drodze. W domu stała się agresywna wobec brata. Popychała go, gdy nie pasowało jej cokolwiek.
2. Co charakterystyczne: zauważyłam, iż Alicja przejawiała jakby regres języka polskiego. Ogólnie mówi pięknie po polsku, bardzo dobrze ma rozwinięte słownictwo oraz cały system jezyka. Około maja, przestała mówić a zaczęła mnóstwo rzeczy pokazywać palcem (jak w przedszkolu) zamiast „daj” mówiła „Y” i pokazywała. Przeniosła sposób komunikacji z języka niemieckiego na język polski.
3. Alicja ciągle nie znała imion innych dzieci.
4. Pani w przedszkolu powiedziała zdanie, które zaświeciło mi kontrolkę: „Ala nie rozróżnia TASSE od TASCHE”… No Panie Boże… to jest problem dla nich? A nie to, ze nie zaczęła mówić „DAJ” „NIE CHCĘ” „CO TO?” „TO JEST MOJE” …
To wszystko kazało mi wziąć sprawy w swoje ręce i spróbować pomóc dziecku – bo dlaczego nie…
Zastanawiałam się jak wprowadzić niemiecki bez większej mojej interwencji – bo ciągle jednak słabo, oj słabo, mówię.
I znów padło na dzienniczek: to świetny sposób – by ktoś inny (tu panie w przedszkolu) mogły wykorzystywać wpisy, czytać z dobrym akcentem i wymową i utrwalać wypowiedzi!, nawet poprawiac moje błędy.
Zaczęłam rysować proste sytuacje: obserwowałam, co danego dnia było ważne i zapisywałam (z pomocą męża) to jednym, góra dwoma zdaniami. Alicji czytałam to ja kilka razy z tłumaczeniem i opowiadaniem po polsku, potem wręczałam jej dzienniczek i szła do przedszkola.
Stało się tak jak w przypadku Maksia: dzienniczek stał się jej tarczą obronną, jej tablicą do wyrażania siebie! Trzymała go zawsze dumnie pod pachą, wkraczała do sali, siadała na środku, otwierała i oglądała.
Zawsze podchodził do niej ktoś , przeważnie któraś z pań, czasami dziecko. Panie mając pod nosem wpisy (chcąc nie chcąc?) czytały.
Ala zaczęła powtarzać!!!! Dlaczego ten etap powtarzania nie nastąpił wcześniej – dlaczego Alicja nie zaczęła powtarzać po paniach? Prawdopodobnie dzieje się to z tego powodu, iż język mówiony jest jednak krótkotrwały, słowo wypowiedziane szybko znika. Zapisane pozwala na wielokrotność powtórzeń – mimo, iż sytuacja juz się zmieniła! Dodatkowo dziecko może „zatrzymać się” nad tą sytuacją i ją opisać!, nazwać! emocje, zdarzenie, czynność: a to, co zostało nazwane jest OSWOJONE!!!!
Alicja zaczęłaby powtarzać, ale nie wiadomo kiedy! a ta mała, moja pomoc dała jej narzędzie do komunikacji z paniami, narzędzie do wyrażania siebie!
Cieszę się bardzo, iż pomogłam jej.
(Alicja z dzienniczkiem w aucie - droga powrotna z przedszkola)
Ala przestała popychać dzieci: napisaliśmy w dzienniczku, co ma powiedzieć, kiedy czegoś chce lub nie chce.
Zaczęłam wprowdzać proste nazwy rzeczy: np. zabawek. Bardzo ważnym, przełomowym czasem było kiedy w dzienniczku pojawiło się „WAS IST DAS?” – Ala zaczęła zadawać to pytanie i dzięki temu komunikacja z paniami się bardzo, bardzo poprawiła!!! Zaczęła poznawać nowe słowa szybciej. Stało się to jej ulubionym pytaniem w sytuacji, kiedy poza przedszkolem spotkała niemieckojęzyczne osoby! Czerwiec był pod znakiem „WAS IST DAS?” – dzięki temu rozpoczynała ROZMOWĘ!!! Z każdym napotkanym człowiekiem: bo przecież każdy odpowiadał!
I tak się to toczy!!
Tak jak w sytuacji Maksia poprawa konunikacji w jezyku niemieckim nastąpiła niezmiernie szybko!!! – w 3 tygodnie dziecko zupełnie inaczej funkcjonowało w grupie!, zupełnie inaczej reagowało emocjonalnie!
Znów twierdzę, iż dzienniczek uratował nam – może nie życie – ale spokój. Ala przestała pokazywać w domu: prosiłam, żeby mówiła po polsku. Przestała popychać, jest spokojna w przedszkolu, cieszy się, że może przekazać paniom krótkie „opowieści” z domu.
Widzę, iż rozwój języka niemieckiego jest teraz spokojny, jakoś tak bez emocji negatywnych, wszystko przebiega pomału ale do przodu.. Ale nie mogę powiedzieć, że do końca naturalnie – środowisko naturalne jest – ale metodę/technikę dzienniczka jednak wykorzystałam. Grunt, że skutecznie!!
Teraz dzieci spędzają sierpień w domu. Wszystko po polsku. Ale dzienniczek jest! i wykorzystam go w momencie powrotu we wrześniu – Ala będzie mogła opowiedzieć, co się działo w domu w wakacje….
Polecam dzienniczek jeszcze raz serdecznie – jako bardzo pomocną technikę wprowadzania systemu językowego u dzieci dwujęzycznych.
Jak prowadzić dzienniczek w języku, którego akurat dziecko się uczy?
• Piszemy SYTUACYJNIE! Rysujemy SYTUACJĘ i opisujemy bardzo krótkimi zdaniami.
• Nie oczekujemy od dziecka by czytało – my czytamy, zapewniem, źe dziecko zapamiętuje całą wypowiedź – z sytuacji, z rysunku.
• Wybieramy sytuacje bardzo ważne dla dziecka, wiąże się to, z emocjonalnym przeżywaniem a to ułatwia zapamiętywanie.
• Wypowiedzi piszemy w dymkach – w ten sposób wprowadzamy język mówiony!!!
• Czytamy dziecku (przy tzw. okazji)
• Dajemy dzienniczek do przedszkola
• Pytamy o ważne wydarzenie dnia – pamiętajmy, iż zapisujemy ważne pozytywne i negatywne sprawy!
Oto kilka kartek z niemieckiego dzienniczka Alicji:
Dzienniczek ma wiele zastosowań: więcej można przeczytać TU: (wszystkie posty o dzienniczku TU: http://dwujezycznosc.blogspot.de/search/label/dzienniczek%20wydarze%C5%84 )
Technika ta polecana jest rodzicom przez terapeutów szkoły krakowskiej.
Teraz historia Alicji:
Alicja poszła do przedszkola w marcu tego roku. Ala miała wtedy prawie 2 lata.
Sytuacja w skrócie:
• Alicja i Makuś są w bardzo małym przedszkolu – 18 dzieci, 2 grupy: jedna grupa maluszków do 3 roku życia, druga grupa powyżej 3 roku życia. W każdej grupie są 2 panie. Przedszkole maleńkie, dzieci z obu grup widują się często; bawią się razem;
• Oboje od marca poszli do nowego przedszkola, w nowym kraju;
• Język: Maksiu ma opanowany niemiecki (moim zdaniem) w stopniu komunikatywnym, brakuje mu jednak mnóstwa słów i konstrukcji gramatycznych – nie ma jednak problemu z nawiązywaniem kontaktu z niemieckojęzycznymi użytkownikami – zauważyłam, iż woli dorosłych (mają więcej cierpliwości i starają się zrozumieć); Alicja jest w niemieckim tylko osłuchana – zna tylko podstawowe zwroty grzecznościowe;
• Są w nowym przedszkolu 6 godzin
• Panie: pani od młodszych dzieci ma niesamowitą intuicję językową – świetnie jest w stanie dogadać się ze mną, Alicji bardzo pomaga; wykorzystuje gest, mimikę, zmienia słowa, kiedy jest problem, powtarza często te same zwroty, mówi prostym i komunikatywnym językiem (SUPER!); pani z grupy Makusia ma zerową intuicję językową – jak widzi, że ja lub dzieci jej nie rozumiemy, panikuje, stresuje się, uśmiecha się newrowo i ucieka…(o zgrozo! jest logopedą! – tłumaczę sobie, że może jest świetnym logopedą „artykulacyjnym”, bo o komunikacji to ona nie ma zielonego pojęcia, twierdzi, że Maksymilian świetnie sobie radzi z niemieckim (artykulacyjnie, tak!, mogę się zgodzić!!; systemowo – jest może nie fatalnie ale słabo) (SZKODA!!!)
• przedszkole z gatunku opiekuńczego (nie za wiele edukacyjnych, kreatywnych inicjatyw), ale miło, sympatycznie;
• ilość dzieci i pań sprzyja rozwojowi językowemu dzieci;
• ustalone zostało z paniami, iż my nie uczymy Alicji niemieckiego, tylko zostajemy przy polskim, panie będą się starały jak najwięcej uczyć języka.
Jak rozwija się sytuacja:
Dzieci bardzo szybko! zaakceptowały nowe przedszkole. Alicja uroniła może ze dwie łzy. Szybko zostawały na całe 6 godzin, zadowolone!!
Obserwowałam Alę, czy radzi sobie emocjonalnie z nową sytuacją. Bardzo szybko zaczęła się bawić (sama lub z Maksiem); widziałm jak działa: jest baczną obserwatorką – wszystko obserwuje kątem oka i naśladuje dzieci i ich czynności. Nawet jak za wiele nie rozumie świetnie radzi sobie sytuacyjnie (po mamusi, jak nic…). Językowo nie porozumiewała się z paniami około 3 miesięcy, nie powtarzała ani słowa. Panie twierdziły, że wszystko jest dobrze.
Ale…
Zaczęło się:
1. Alicja zaczęła w domu być agresywna i w przedszkolu też przekazywała swe życzenia po polsku lub siłą: wyrywała zabawki i popychała dzieci, jeśli stały jej na drodze. W domu stała się agresywna wobec brata. Popychała go, gdy nie pasowało jej cokolwiek.
2. Co charakterystyczne: zauważyłam, iż Alicja przejawiała jakby regres języka polskiego. Ogólnie mówi pięknie po polsku, bardzo dobrze ma rozwinięte słownictwo oraz cały system jezyka. Około maja, przestała mówić a zaczęła mnóstwo rzeczy pokazywać palcem (jak w przedszkolu) zamiast „daj” mówiła „Y” i pokazywała. Przeniosła sposób komunikacji z języka niemieckiego na język polski.
3. Alicja ciągle nie znała imion innych dzieci.
To wszystko kazało mi wziąć sprawy w swoje ręce i spróbować pomóc dziecku – bo dlaczego nie…
Zastanawiałam się jak wprowadzić niemiecki bez większej mojej interwencji – bo ciągle jednak słabo, oj słabo, mówię.
I znów padło na dzienniczek: to świetny sposób – by ktoś inny (tu panie w przedszkolu) mogły wykorzystywać wpisy, czytać z dobrym akcentem i wymową i utrwalać wypowiedzi!, nawet poprawiac moje błędy.
Zaczęłam rysować proste sytuacje: obserwowałam, co danego dnia było ważne i zapisywałam (z pomocą męża) to jednym, góra dwoma zdaniami. Alicji czytałam to ja kilka razy z tłumaczeniem i opowiadaniem po polsku, potem wręczałam jej dzienniczek i szła do przedszkola.
Stało się tak jak w przypadku Maksia: dzienniczek stał się jej tarczą obronną, jej tablicą do wyrażania siebie! Trzymała go zawsze dumnie pod pachą, wkraczała do sali, siadała na środku, otwierała i oglądała.
Zawsze podchodził do niej ktoś , przeważnie któraś z pań, czasami dziecko. Panie mając pod nosem wpisy (chcąc nie chcąc?) czytały.
Ala zaczęła powtarzać!!!! Dlaczego ten etap powtarzania nie nastąpił wcześniej – dlaczego Alicja nie zaczęła powtarzać po paniach? Prawdopodobnie dzieje się to z tego powodu, iż język mówiony jest jednak krótkotrwały, słowo wypowiedziane szybko znika. Zapisane pozwala na wielokrotność powtórzeń – mimo, iż sytuacja juz się zmieniła! Dodatkowo dziecko może „zatrzymać się” nad tą sytuacją i ją opisać!, nazwać! emocje, zdarzenie, czynność: a to, co zostało nazwane jest OSWOJONE!!!!
Alicja zaczęłaby powtarzać, ale nie wiadomo kiedy! a ta mała, moja pomoc dała jej narzędzie do komunikacji z paniami, narzędzie do wyrażania siebie!
Cieszę się bardzo, iż pomogłam jej.
(Alicja z dzienniczkiem w aucie - droga powrotna z przedszkola)
Ala przestała popychać dzieci: napisaliśmy w dzienniczku, co ma powiedzieć, kiedy czegoś chce lub nie chce.
Zaczęłam wprowdzać proste nazwy rzeczy: np. zabawek. Bardzo ważnym, przełomowym czasem było kiedy w dzienniczku pojawiło się „WAS IST DAS?” – Ala zaczęła zadawać to pytanie i dzięki temu komunikacja z paniami się bardzo, bardzo poprawiła!!! Zaczęła poznawać nowe słowa szybciej. Stało się to jej ulubionym pytaniem w sytuacji, kiedy poza przedszkolem spotkała niemieckojęzyczne osoby! Czerwiec był pod znakiem „WAS IST DAS?” – dzięki temu rozpoczynała ROZMOWĘ!!! Z każdym napotkanym człowiekiem: bo przecież każdy odpowiadał!
I tak się to toczy!!
Tak jak w sytuacji Maksia poprawa konunikacji w jezyku niemieckim nastąpiła niezmiernie szybko!!! – w 3 tygodnie dziecko zupełnie inaczej funkcjonowało w grupie!, zupełnie inaczej reagowało emocjonalnie!
Znów twierdzę, iż dzienniczek uratował nam – może nie życie – ale spokój. Ala przestała pokazywać w domu: prosiłam, żeby mówiła po polsku. Przestała popychać, jest spokojna w przedszkolu, cieszy się, że może przekazać paniom krótkie „opowieści” z domu.
Widzę, iż rozwój języka niemieckiego jest teraz spokojny, jakoś tak bez emocji negatywnych, wszystko przebiega pomału ale do przodu.. Ale nie mogę powiedzieć, że do końca naturalnie – środowisko naturalne jest – ale metodę/technikę dzienniczka jednak wykorzystałam. Grunt, że skutecznie!!
Teraz dzieci spędzają sierpień w domu. Wszystko po polsku. Ale dzienniczek jest! i wykorzystam go w momencie powrotu we wrześniu – Ala będzie mogła opowiedzieć, co się działo w domu w wakacje….
Polecam dzienniczek jeszcze raz serdecznie – jako bardzo pomocną technikę wprowadzania systemu językowego u dzieci dwujęzycznych.
Jak prowadzić dzienniczek w języku, którego akurat dziecko się uczy?
• Piszemy SYTUACYJNIE! Rysujemy SYTUACJĘ i opisujemy bardzo krótkimi zdaniami.
• Nie oczekujemy od dziecka by czytało – my czytamy, zapewniem, źe dziecko zapamiętuje całą wypowiedź – z sytuacji, z rysunku.
• Wybieramy sytuacje bardzo ważne dla dziecka, wiąże się to, z emocjonalnym przeżywaniem a to ułatwia zapamiętywanie.
• Wypowiedzi piszemy w dymkach – w ten sposób wprowadzamy język mówiony!!!
• Czytamy dziecku (przy tzw. okazji)
• Dajemy dzienniczek do przedszkola
• Pytamy o ważne wydarzenie dnia – pamiętajmy, iż zapisujemy ważne pozytywne i negatywne sprawy!
Oto kilka kartek z niemieckiego dzienniczka Alicji:
Dzienniczek ma wiele zastosowań: więcej można przeczytać TU: (wszystkie posty o dzienniczku TU: http://dwujezycznosc.blogspot.de/search/label/dzienniczek%20wydarze%C5%84 )
Technika ta polecana jest rodzicom przez terapeutów szkoły krakowskiej.
niedziela, 18 sierpnia 2013
Przygotowanie do przedszkola - dziecko dwujęzyczne.
Sierpień, sierpień. Babcia od dwóch tygodni straszyła dzieci, że wakacje się kończą...
Wakacje jeszcze trwają, ale czas pójścia do przedszkola, szkoły, zbliża się, powoli? szybko? nieubłaganie:-)
Dostałam kilka zapytań, co sądzę w kwestii przygotowania dziecka małego, dwujęzycznego, do pójścia do przedszkola: zostawić to biegowi wydarzeń, czy próbować ułatwiać dziecku ten "szok"?
Oto moje zdanie:
Uważam, że dzieci, mające w jakikolwiek sposób (i z różnych powodów) zaburzoną komunikację, potrzebują szczególnego wsparcia w momencie pójścia do przedszkola. Dzieci dwujęzyczne, ze względu na swoją specyficzną sytuację - również wymagają pomocy dorosłych. Rodzaj wsparcia zależy od wieku dziecka, stopnia opanowania języka, wrażliwości emocjonalnej dziecka.
Dzieci z małżeństw mieszanych zwykle łatwiej przechodzą proces adaptacji, ponieważ znają, w lepszym stopniu język, znają więcej podstawowych zachowań komunikacyjnych, ważnych w kontaktach społecznych; umieją zapytać o podstawowe rzeczy i odpowiedzieć na podstawowe pytania.
Dzieci z małżeństw polskich, idące do przedszkola kraju przyjmującego, mają więcej problemów. Nasz syn, Maksymilian, dość ciężko adaptował się w przedszkolu (miał 2 lata 3 mies.) Mówił świetnie po polsku i bardzo! mało po niemiecku - to okazało się dużym problemem dla niego (po polsku mówił bardzo dużo i bardzo dobrze - przyzwyczajony był do szybkiego opisywania tego, co chce lub potrzebuje i rozumienia, o czym mówią inni).
Najczęściej da się słyszeć zdanie, ze małe dzieci szybko uczą się języka i szybko się przyzwyczajają do nowych okoliczności. Jest to w pewnym stopniu prawda, lecz ja osobiście nie spotkałam jeszcze dziecka polskojęzycznego, które bez żadnych(!) kłopotów przyjęło sytuację pozostawienia w przedszkolu, w którym wszyscy mówią w języku obcym (niektórzy rodzice tak twierdzili, ale po bliższej rozmowie, okazywało się najczęściej, że u dzieci tych pojawiały się zachowania agresywne lub wycofaniowe w przedszkolu lub w domu). Jestem przekonana, że można i należy tym dzieciom ułatwić pierwsze tygodnie.
Dzieci, w których domach mówi się po polsku, które nie znają języka kraju, w którym mieszkają powinny być przygotowane na konfrontację z nową sytuacją. Większość z naszych dzieci jest osłuchana w języku kraju, w którym mieszka, ale nie zawsze jest to wystarczająca znajomość ważnych społecznie konstrukcji zdaniowych.
Co zrobić:
1. należy mówić, opowiadać, tłumaczyć dziecku, co je czeka - po polsku oczywiście!! Ważne jest, aby traktować pójście do przedszkola jako miłe, fascynujące wydarzenie. Wzbudzać ciągle pozytywne emocje i nastawienie. Broń Boże nie straszyć przedszkolem! (słyszałam takie zdania: "jak dalej będziesz taki niegrzeczny to szybciej wyślę cię do tego przedszkola!!"), Jeżeli widzimy jakieś negatywne emocje u dziecka - nazywamy je - "oj, troszkę się boisz?, nie chcesz zostać sam bez mamy?, aha - będziesz tęsknił za mną...;
2. dobrze jest zaznajomić się z jakimiś dziećmi i mamami, mówiącymi w języku przedszkola - pomocne jest to, że dziecko będzie widziało i słuchało dzieci, które nie mówią po polsku, wskazane jest przebywanie z takimi dziećmi dłuższy czas, aby nasza pociecha mogła zaobserwować różne zachowania (nie tylko językowe...);
3. zwrócić szczególną uwagę na społeczne i językowe zachowania, typowe dla danego kraju: gesty i słowa na przywitanie, pożegnanie, przeprosiny;
4. nauczyć zadawania i rozumienia podstawowych, przydatnych pytań (Co to jest? Jak to się nazywa? Czy mogę tym się bawić? Dasz mi tę zabawkę? Jak masz na imię?; i podstawowych "oznajmień": Chcę siku. Nie chcę tego. Nie lubię tej zupy. Idę do toalety. itp.
5. dużą pomocą dla nas i dla naszego synka okazał się pomysł prowadzenia dzienniczka - żałuję, że nie wpadłam na to wcześniej: szczegóły i opis Początki dzienniczka Makusia
br> A jak mogą pomóc panie z przedszkola? Pisałam o tym TUTAJ . Jeśli to możliwe, przeprowadźmy na początku roku rozmowę z panią i zasugerujmy jej przynajmniej niektóre z opisanych przeze mnie propozycji współpracy.br>br> Wiemy przecież, że to ważny dla dziecka i rodziców moment. Próbujmy sprawić, by był miły.
Wakacje jeszcze trwają, ale czas pójścia do przedszkola, szkoły, zbliża się, powoli? szybko? nieubłaganie:-)
Dostałam kilka zapytań, co sądzę w kwestii przygotowania dziecka małego, dwujęzycznego, do pójścia do przedszkola: zostawić to biegowi wydarzeń, czy próbować ułatwiać dziecku ten "szok"?
Oto moje zdanie:
Uważam, że dzieci, mające w jakikolwiek sposób (i z różnych powodów) zaburzoną komunikację, potrzebują szczególnego wsparcia w momencie pójścia do przedszkola. Dzieci dwujęzyczne, ze względu na swoją specyficzną sytuację - również wymagają pomocy dorosłych. Rodzaj wsparcia zależy od wieku dziecka, stopnia opanowania języka, wrażliwości emocjonalnej dziecka.
Dzieci z małżeństw mieszanych zwykle łatwiej przechodzą proces adaptacji, ponieważ znają, w lepszym stopniu język, znają więcej podstawowych zachowań komunikacyjnych, ważnych w kontaktach społecznych; umieją zapytać o podstawowe rzeczy i odpowiedzieć na podstawowe pytania.
Dzieci z małżeństw polskich, idące do przedszkola kraju przyjmującego, mają więcej problemów. Nasz syn, Maksymilian, dość ciężko adaptował się w przedszkolu (miał 2 lata 3 mies.) Mówił świetnie po polsku i bardzo! mało po niemiecku - to okazało się dużym problemem dla niego (po polsku mówił bardzo dużo i bardzo dobrze - przyzwyczajony był do szybkiego opisywania tego, co chce lub potrzebuje i rozumienia, o czym mówią inni).
Najczęściej da się słyszeć zdanie, ze małe dzieci szybko uczą się języka i szybko się przyzwyczajają do nowych okoliczności. Jest to w pewnym stopniu prawda, lecz ja osobiście nie spotkałam jeszcze dziecka polskojęzycznego, które bez żadnych(!) kłopotów przyjęło sytuację pozostawienia w przedszkolu, w którym wszyscy mówią w języku obcym (niektórzy rodzice tak twierdzili, ale po bliższej rozmowie, okazywało się najczęściej, że u dzieci tych pojawiały się zachowania agresywne lub wycofaniowe w przedszkolu lub w domu). Jestem przekonana, że można i należy tym dzieciom ułatwić pierwsze tygodnie.
Dzieci, w których domach mówi się po polsku, które nie znają języka kraju, w którym mieszkają powinny być przygotowane na konfrontację z nową sytuacją. Większość z naszych dzieci jest osłuchana w języku kraju, w którym mieszka, ale nie zawsze jest to wystarczająca znajomość ważnych społecznie konstrukcji zdaniowych.
Co zrobić:
1. należy mówić, opowiadać, tłumaczyć dziecku, co je czeka - po polsku oczywiście!! Ważne jest, aby traktować pójście do przedszkola jako miłe, fascynujące wydarzenie. Wzbudzać ciągle pozytywne emocje i nastawienie. Broń Boże nie straszyć przedszkolem! (słyszałam takie zdania: "jak dalej będziesz taki niegrzeczny to szybciej wyślę cię do tego przedszkola!!"), Jeżeli widzimy jakieś negatywne emocje u dziecka - nazywamy je - "oj, troszkę się boisz?, nie chcesz zostać sam bez mamy?, aha - będziesz tęsknił za mną...;
2. dobrze jest zaznajomić się z jakimiś dziećmi i mamami, mówiącymi w języku przedszkola - pomocne jest to, że dziecko będzie widziało i słuchało dzieci, które nie mówią po polsku, wskazane jest przebywanie z takimi dziećmi dłuższy czas, aby nasza pociecha mogła zaobserwować różne zachowania (nie tylko językowe...);
3. zwrócić szczególną uwagę na społeczne i językowe zachowania, typowe dla danego kraju: gesty i słowa na przywitanie, pożegnanie, przeprosiny;
4. nauczyć zadawania i rozumienia podstawowych, przydatnych pytań (Co to jest? Jak to się nazywa? Czy mogę tym się bawić? Dasz mi tę zabawkę? Jak masz na imię?; i podstawowych "oznajmień": Chcę siku. Nie chcę tego. Nie lubię tej zupy. Idę do toalety. itp.
5. dużą pomocą dla nas i dla naszego synka okazał się pomysł prowadzenia dzienniczka - żałuję, że nie wpadłam na to wcześniej: szczegóły i opis Początki dzienniczka Makusia
br> A jak mogą pomóc panie z przedszkola? Pisałam o tym TUTAJ . Jeśli to możliwe, przeprowadźmy na początku roku rozmowę z panią i zasugerujmy jej przynajmniej niektóre z opisanych przeze mnie propozycji współpracy.br>br> Wiemy przecież, że to ważny dla dziecka i rodziców moment. Próbujmy sprawić, by był miły.
piątek, 14 czerwca 2013
Dwujęzyczność a bunty przedszkolaków.
Dzisiaj w PIĄTKOWYCH GADUŁECZKACH o rezultatach moich rozmów z Maksymilianem.
Do napisania tego postu zainspirowała mnie KACZKA TU. Przeczytałam i przypomniałam sobie nasze sytuacje w przedszkolu ostatnio. Jak pisałam niedawno w poście Histeryczny śmiech dwujęzyczności, Maksymilian miał ciężki czas w przedszkolu po powrocie z Polski. Ogólnie jest to chłopiec uważany za „grzecznego” ale zdecydowanie broniący własnych interesów. Jako pierwsze dziecko potrzebuje uwagi, o wszystkim musi opowiedzieć, w wielu sytuacjach broni swoich racji i potrzeb. Nie da się przekonać, że „musi”. Rozmową, odpowiednim podejściem z wielkim wiadrem empatii, można „dogadać się”. Ale na to trzeba czasu. Ja już o tym wiem. Wiem, że nie płacze bez powodu (jak każde dziecko), że nie „szaleje” bez powodu (jak każde dziecko), że nie śmieje się histerycznie, szczególnie irytująco, bez powodu (jak każde dziecko); nie krzyczy i nie wrzeszczy bez powodu (jak każde dziecko). Więc jak zdarzy się taka sytuacja moje komórki mózgowe szybko zaczynają pracować, szukać przyczyny. Niekiedy trwa to sekundę, niekiedy parę minut, niekiedy godzin, niekiedy dni… Tak było ze „złym” zachowaniem Maksia w przedszkolu (w którym zawsze było” alles ist ok!!!”). Makuś nie chciał założyć butów – za karę poszedł spać zamiast na spacer! Pani narzekała, że wszystkie dzieci zakładają same buty a Makuś głupio się śmieje, biega… Pani narzekała, że wszystkie dzieci jedzą normalnie a Makuś powoli, bawi się jedzeniem (no skandal!)… Pani narzekała, że Makuś uparcie ucieka na spacerze od miejsca, gdzie pasą się barany (zapiera się jak osioł i nie pójdzie)… A tak poza tym? Poza tym to wszystko dobrze. I z tych pierdziołkowatych powodów wezwała nas na rozmowę i powiedziała, czego oczekuje: że nauczymy Maksia zakładać buty, że będzie ładnie jadł i jakoś przejdzie obok tych owiec…
NIESTETY! Pani upiera się, że takie zachowanie Maksia to jego BUNT! – No dobrze, no słusznie – ale niby przeciwko czemu lub komu? To już dla niej nie jest ważne – byle ujarzmić, „udupić” po Gombrowiczowskiemu. Na moje sugestie, że może on nie rozumiał, nie umiał czegoś powiedzieć – odpowiada zawsze tak samo – że Makuś świetnie sobie radzi z rozumieniem niemieckiego.
No to zaczęłam rozmawiać z Maksiem. Pomaleńku. Współczułam mu bardzo, ze musiał spać, że musi chodzić koło tych baranów, że musi szybko jeść… Współczułam, bo widziałam, że on to przeżywa, ale nie znałam powodu.
A tu niespodzianka! Wystarczyło powiedzieć: „Makuś! Oj widzę, że nie chcesz zakładać tych butów! Chyba bardzo nie lubisz ich zakładać!” i momentalnie usłyszałam wyjaśnienie: „No bo mnie zęby bolą jak je zakładam!” Ja - „Aha! zęby cię bolą!” BINGO! Ja też miałam taką spódniczkę z szorstkim guzikiem i jak musiałam dotknąć tego guzika to mnie: zęby bolały!...Tak, te rzepy rzeczywiście wydawały niesympatyczny dźwięk i były niemiłe w dotyku. Ale zauważyłam to dopiero teraz. I wszyło: zmieniliśmy buty i Makuś jest grzeczny w przedszkolu!... Ech… A panie nie wiedzą, że to była prawdziwa histeria a nie złośliwość, ten śmiech…Nie umiał paniom powiedzieć, o co chodzi, więc nie chciał założyć butów.
„Je pomału i bawi się jedzeniem” – ja jem pomału i uważam to za dobre. Jedzeniem się bawi – bo był „chorawy” i nie ma apetytu – zgodne z naturą. Jeść nie musi i już. Do mnie mówi: nie chcę już. I już.
Barany - Wystarczyło powiedzieć (akurat podczas wizyty u koników): „Makuś! Oj widzę, że boisz się tych koni! To tak jak baranów! Tak samo!” Makuś: „Ja się nie boję baranów”. Ja: „Nie? To może pojedziemy pokazać je Ali!?” Makuś: „ Dobrze.” Pojechaliśmy. Wysiadamy, podchodzę z Alą na rękach do tych baranków. Makuś stoi z daleka. Ja: „Idziesz z nami?” „Nie.” „Ojej, jak się boisz to popatrzymy stąd” „Nie, ja nie chcę tam iść, bo one strasznie głośno beczą”. Podeszłam z Alą – faktycznie. Głośno, dla mnie do zniesienia. Dla Makusia nie. Nienawidzi głośnych dźwięków, zawsze ucieka i mówi, że uszy go bolą.
Nie potrzebowałam wiele „drążyć” i szybko się dowiedziałam w czym leży problem dziecka. Mogłam je zrozumieć i nie naciskać.
I tak jest z tym „wychowywaniem”, opieką nad dziećmi dwujęzycznymi. Trzeba być szczególnie wyczulonym na to, czy komunikacja jest skuteczna. Czy nadawca i odbiorca w danej sytuacji komunikacyjnej rozumieją się. Zresztą zawsze (u dzieci jednojęzycznych też), jak jest konflikt, lub dziecko zmienia swoje zachowanie problem jest w braku porozumienia!!!
Panie powinny prosić nas, żebyśmy rozmawiali z synkiem, aby znaleźć przyczynę a nie nauczyć go zakładać buty! I jeść! I chodzić blisko baranów.
A Makuś… bał się, że za karę, (że nie rozumieją się z panią), pójdzie spać….
Dobrze, że ja mogę z nim rozmawiać.
I witam Hienę!!
wtorek, 11 grudnia 2012
Jak może pomóc rodzicom Pani z przedszkola....
W ostatnim czasie Maksymilian bardzo często prosi nas abyśmy z nim śpiewali. Teraz chce piosenki o Mikołaju - a dokładnie Nikolaus, Nikolaus...czyli po niemiecku. Zdaje się, że jednak zaczyna mu nie przeszkadzać, że panie śpiewają po niemiecku...Tylko dlaczego mi każe śpiewać po niemiecku...?? No bo chce śpiewać. Tak więc poprosiliśmy panią o tekst piosenki. I zaczęło się. Podobna historia była w zeszłym roku: poprosiliśmy o tekst piosenki i trwało to i trwało...Ale, że mąż jest uparty prosił panią pięć razy i wyprosił . Wychowawczyni z niewiadomych nam powodów wykręcała się - że Maksymilian nie musi się uczyć całej piosenki, że on śpiewa ile umie - i jakieś takie. Udało się jednak zdobyć tekst i przez całe lato synek śpiewał z tata fajną piosenkę i nauczył się trzech zwrotek - chociaż nie musiał.
I teraz znowu - Makuś koniecznie chciał śpiewać na spotkaniu z Mikołąjem, ale pani dała tekst dzień przed, napisany tak, że inni Austriacy nie mogli nam odczytać. Hymm...Zadziwiające. Maksymilian śpiewał tylko niektóre słowa, rozumiał wreszcie po naszym tłumaczeniu.
Pani jest miła, sympatyczna, uprzejma, dobrze zajmuje się dziećmi, ale na nas patrzy często jak na dziwaków, kiedy pytamy o dziecko, interesujemy się czymkolwiek. Ona zawsze odpowiada, że idzie mu świetnie, że nie miała jeszcze tak szybko uczącego się niemieckiego dziecka (a tu jest sporo dzieci obcokrajowców). Niekiedy ma zarzuty co do uporu Maksymiliana i tyle. Ewidentnie nasze starania, aby ułatwić synkowi naukę niemieckiego i pobyt w tym obcym środowisku uważa za zbyteczne, chyba ją to nieco denerwuje. Toleruje nasz dzienniczek ale zachwycona nie jest. Próbowałam zanosić różne nasze książeczki, też zachwycona nie była. Nie wiem, może ma poczucie, że wchodzę w jej kompetencje? Niestety przy mojej słabej znajomości niemieckiego nie mogę wyjaśnić z nią tej sytuacji ani dostrzec w czym leży problem. A może to aż takie widoczne różnice kulturowe - nie mówi się pani co ma robić?? nie troszczy się aż tak o dziecko?? Nie wiem.
Powyższe sytuacje zmotywowały mnie do przemyślenia tematu: Jak może pomóc rodzicom dziecka dwujęzycznego Pani z przedszkola? Oto proste wskazówki - odnoszą się do rodziny emigrantów - obojga obcokrajowców. Dedykuję je wszystkim nauczycielom dzieci dwujęzycznych:
I teraz znowu - Makuś koniecznie chciał śpiewać na spotkaniu z Mikołąjem, ale pani dała tekst dzień przed, napisany tak, że inni Austriacy nie mogli nam odczytać. Hymm...Zadziwiające. Maksymilian śpiewał tylko niektóre słowa, rozumiał wreszcie po naszym tłumaczeniu.
Pani jest miła, sympatyczna, uprzejma, dobrze zajmuje się dziećmi, ale na nas patrzy często jak na dziwaków, kiedy pytamy o dziecko, interesujemy się czymkolwiek. Ona zawsze odpowiada, że idzie mu świetnie, że nie miała jeszcze tak szybko uczącego się niemieckiego dziecka (a tu jest sporo dzieci obcokrajowców). Niekiedy ma zarzuty co do uporu Maksymiliana i tyle. Ewidentnie nasze starania, aby ułatwić synkowi naukę niemieckiego i pobyt w tym obcym środowisku uważa za zbyteczne, chyba ją to nieco denerwuje. Toleruje nasz dzienniczek ale zachwycona nie jest. Próbowałam zanosić różne nasze książeczki, też zachwycona nie była. Nie wiem, może ma poczucie, że wchodzę w jej kompetencje? Niestety przy mojej słabej znajomości niemieckiego nie mogę wyjaśnić z nią tej sytuacji ani dostrzec w czym leży problem. A może to aż takie widoczne różnice kulturowe - nie mówi się pani co ma robić?? nie troszczy się aż tak o dziecko?? Nie wiem.
Powyższe sytuacje zmotywowały mnie do przemyślenia tematu: Jak może pomóc rodzicom dziecka dwujęzycznego Pani z przedszkola? Oto proste wskazówki - odnoszą się do rodziny emigrantów - obojga obcokrajowców. Dedykuję je wszystkim nauczycielom dzieci dwujęzycznych:
1. szczególne okazanie wsparcia rodzinie: próba
zapewnienia rodzinie poczucia bezpieczeństwa i akceptacji poprzez chętną pomoc;
2. szczególne okazanie wsparcia rodzinie - zwłaszcza kiedy
rodzice słabo mówią w języku kraju przyjmującego: pomoc w nawiązaniu kontaktu z rodzicami
(przynajmniej z jednym) dzieci z przedszkola; tłumaczenie zasad, zachowań
obowiązujących w przedszkolu;
3. prowadzenie dzienniczka wydarzeń (rodzice prowadzą
dzienniczek wspólnie z wychowawcami) – forma dialogu (rysunki dymki), opisująca
zdarzenia z przedszkola lub domu;
4. wykorzystywanie powtarzalności sytuacji – wielokrotne
takie same wypowiedzi w tych samych sytuacjach
5.
udostępnianie rodzicom tekstów piosenek, zabaw
paluszkowych, wierszyków (sic!)
6. zapewnienie dziecku zajęć indywidualnych z logopedą,
psychologiem lub pedagogiem służących wspieraniu budowania kompetencji
komunikacyjnej w języku kraju przyjmującego – nauka języka potrzebnego w
codziennych sytuacjach; wprowadzenie wczesnej nauki czytania
7.
zapisanie dziecka do biblioteki, zachęcanie do
wypożyczania książek w języku kraju przyjmującego
8. zachęcanie rodziców (wraz z dzieckiem) do uczestnictwa
w różnych społecznych działaniach, świętach, do poznawania tradycji,
tłumaczenie ich (jakie są zwyczaje i zachowania w różnych sytuacjach)
9.
zapowiadanie rodzicom „nowych wydarzeń”, aby mieli czas
przygotować dziecko i wytłumaczyć mu co się z nim będzie działo (wycieczki,
wyjścia, specjalne wydarzenia w przedszkolu)
10. dostosowanie
języka (wypowiedzi) do poziomu językowego dziecka (budowanie prostszych wypowiedzi,
stopniowe ich rozbudowywanie)
11. mówienie
przy każdej czynności, opisywanie jej „co robimy?”
12. częste
wykorzystywanie technik zabawy z pacynkami do nauki przeprowadzania prostych
rozmów, dialogów
13. wyrażanie
zaciekawienia krajem, kulturą, językiem rodziców (chociaż minimalne)
14. zachęcanie
rodziny obcokrajowców do doskonalenia języka etnicznego dziecka i nauki
czytania w tym języku
15. zachęcanie
rodziców do uczenia się lub doskonalenia znajomości języka kraju przyjmującego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























