Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dlaczego język Polski?. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dlaczego język Polski?. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 kwietnia 2014

Czytanie, pisanie i układanie historii..

„Historia jako nauka zna tylko jedno źródło poznania – s ł o w o.” Gustaw Szpet

Dziecko na warsztat – WARSZTAT HISTORYCZNY

Witam wszystkich!

W ramach projektu „Dziecko na warsztat” nie udało mi się zaprezentować w lutym i w marcu warsztatów, gdyż byłam w innym świecie – świecie bez internetu!! Chętnie jednak teraz wrócę ;-)

Warsztaty głównie z MAŁYM (4,10) ale i Mała (25 miesięcy) chętnie - oj chetnie….

Jak zapowiadałam, wszystkie moje posty będę pisała w cieniu mojego głównego tematu „dwujęzyczności i dwukulturowości”, aby wszyscy, którzy zaglądają tu właśnie dla tego tematu, mogli znaleźć coś dla siebie.

1. Po co historia dzieciom dwujęzycznym:

Co z tą historią? Historia, dla dzieci dwujęzycznych i dwukulturowych, to trzon wiedzy o sobie, rodzinie i miejscu, w którym żyli przodkowie i w którym one żyją teraz. Niby jest tak samo ważna dla każdego człowieka, ale mam poczucie, że dla nas i naszych dzieci „emigracyjnych” to szczególnie istotny element postrzegania siebie i świata dookoła – właściwego „umiejscowienia się” w nim. Kiedy zabraknie historii rodzinnych z dalekiego kraju - zabraknie korzeni, zabraknie więzi!!! Nasze poczucie bezpieczeństwa jakoś się chwieje. Emigranci i emigracje to element wielkiej historii, to składowa historii współeczenej Polski w szczegolny sposób ważnej… bo jeszcze nie widzimy skutków…

Emigracje poprzednich wieków to były emigracje polityczne – Polacy emigrowali, uciekali, szukali wolności dla siebie i Polski. Łatwo było w takiej atmosferze tęsknoty za krajem „uciemiężonym” wychowywać kolejne pokolenia – pokazywać wartość tradycji i korzeni, utrzymywać je, chołubić wręcz.

Teraz jest nieco inaczej. Niestety.

2. Dobrze o Polsce:

Mimo niemiłych skojarzeń czy przeżyć związanych z Polską, musimy pamiętać, że aby dobrze iść w przód, musimy przekazać kolejnemu pokoleniu wiedzę też o tym, co wspaniałego wynieśliśmy z Polski. NAS SAMYCH!!! Nie możemy stawiać w oczach naszych dzieci Polski i jej najnowszej historii w złym świetle – a tak się będzie działo wtedy, kiedy będą one słyszeć wieczne narzekania i osądy.

Zachęcam więc do codziennych warsztatów historycznych-współczesnych! Pracy nad tym, aby podnosić prestiż Polski w słowach, w słowach wypowiadanych o Polsce, o Polakach, o jej tradycjach, szczególnie o naszych miłych i pięknych wspomnieniach – historiach rodzinnych. Przypominam więc! Walczmy o dobre imię Polski słowami, by nasze dzieci nie musiały zaprzeczać nam i sobie – wspólnemu pochodzeniu!!!; bo kto chciałby pochodzić z (delikatnie mówiąc) „niefajnego” kraju?; bo jak miałyby dobrze funkcjonować nasze dzieci, kiedy są „niewiadomoskąd”??; jak mają chcieć mówić po polsku!!!!???; jak mają chcieć opowiadać o kraju dziadków?

Na przypomnienie: kilka wskazówek w poście (komentarzach) „Dobrze o Polsce”: http://dwujezycznosc.blogspot.co.at/2013/10/dobrze-o-polsce.html

3. Historia to czytanie tekstów.

To już wiemy, że historię w jak najszerszym pojęciu, na emigracji musimy poznawać i poznawać. Ale jak? Podróże, słuchanie ludzi i oglądanie miejsc ale najczęstszym sposobem jest czytanie! Musimy więc nasze dzieci uczyć czytać po polsku, gdyż w pewnym momencie nie będziemy już w stanie sami wszystkiego opowiedzieć! Będziemy odsyłać do tekstów!! A zrozumieć teksty o historii…to wyczyn!: „wydobycie z tekstu faktu (…) stanowi operację deszyfracji” – pisze Gustaw Szept… A dwujęzyczne i dwukulturowe osoby muszą jeszcze opanować cały system trudnych wyrażen i struktur językowych! A więc – pamiętamy! – uczymy czytać po polsku, aby nasze dzieci miały dostęp do szerokopojętej kutury, opisanej w TEKSTACH!!

4. Historia w domu:

Nawet na emigracji w domu powinny być przedmioty, które wzmacniają identyfikację kulturową i pomagają zrozumieć zawiłości historii. Powinny być symbole Polski (nie mówię, że nad kominkiem… ale tak, żeby je móc wyjąć - w stosownym momencie powiesić flagę…; powinny być KSIĄŻKI – przynajmniej kilka stricte o historii Polski, albumy. Szczególnie atrakcyjne dla dzieci i młodzieży są atlasy historyczne i encyklopedie z wieloma rysunkami –teraz to też i w internecie można znaleźć (ale też trzeba wiedzieć, czego szukać…); filmy!!, płyty (moja i mojej rodziny na emigracji płyta to ukochani T-raperzy znad Wisły…: tu o tym pisałam: http://dwujezycznosc.blogspot.de/2013/07/raperzy-i-butenko-znad-wisy-pozyteczne.html ”MIESZKO, Mieszko, mój koleżko!!”); gry planszowe – moje ostatnie odkrycie w Polsce: gry planszowe IPN – moje dzieci nieco za małe… ale już niedługo…są pięknie zrobione i fajną zabawę też proponują: tu: IPN – gry - http://pamiec.pl/pa/edukacja/gry-i-materialy-edukac/gry

5. Opowieści – rozmowa:

– „a jak ja byłam mała” – to dla naszych dzieci (szczególnie małych) niezła historia…

6. Tworzenie drzew genealogicznych i albumów rodzinnych
– jednak w wersji drukowanej! lub pisanej/ręcznej. Bo elektroniczne gdzieś „giną”. Piękne są takie drzewa. My jeszcze takiego nie mamy – musimy się przyłożyć… Będę powoli zbierała materiały i poczekam, aż dzieci troszczkę podrosną!

7. Samodzielne tworzenie filmów o rodzinie, o Polsce, o miejscach w kutych byliśmy razem albo o kraju dziadków – polecam sczzegolnie „starszakom – nastolatkom”!!

8. Wycieczki w Polsce do miejsc historycznych – szczególnie ważne!! – zwiedzać i opowiadać i sobie przypominać… jak się da kupować tam albumy – przydadzą się do pokazywania w kraju, w którym dziecko mieszka, kupować też kartki z różnych miast Polski lub prosić rodzinę i znajomych o przesyłanie – też miła rzecz do pokazywania obcokrajowcom!! Lub robienie tam zdjęć i robienie najnormalniejszych albumów zdjęciowych lub!! dzienniczków!/pamiętników moich ukochanych!

9. Dzienniczek! – nasze historie codzienne, osobiste, rodzinne. Wiele już o tym pisałam – tu  http://dwujezycznosc.blogspot.co.at/search/label/dzienniczek%20wydarze%C5%84 można znaleźć więcej informacji. Przypominam więc tylko – dla małych dzieci to ich najbliższa i NAJWAŻNIEJSZA historia!! Dodtakowo uczymy opisywać zdarzenia, świat, ludzi i siebie… I mamy wspaniałą pamiątkę! Przywoływany Gustaw Szpet pisze, iż poznawać historię to umieć obserwować, czytać – umieć rozumieć sens znaku słownego; to łączyć w sobie dwie role: czytelnika i pisarza! – piszmy więc pamiętniki! Gdyż „każda dziedzina rzeczywistości ma swój wymiar historyczny” (G. Szpet).

10. Czas i kalendarz

To propozycja dla małych dzieci: nauka postrzegania siebie w czasie, umiejscowienia siebie w czasie. Dla małych dzieci, wszystko, co było to WCZORAJ a wszystko, co będzie to JUTRO… Pkazywanie na kalendarzu upływu czasu jest powolną nauką tego, iż wczoraj staje się historią…. Nauka rozumienia czasu wymaga zrozumienia linearnego porządkowania sekwencji zdarzeń!! Tu nasze zabawy z kalendarzem: http://dwujezycznosc.blogspot.co.at/search/label/kalendarz

11. Myślenie przyczynowo-skutkowe!!! – dwa rodzaje, przyrodnicze i historyczne

Tu jedno z moich zainteresowań zawodowych! Dzięki temu powstał zbiór „Myślenie przyczynowo-skutkowe” w wyd. WIR (razem z M. Korendo i A. Fabisiak-Majcher): http://www.wir-sklep.pl/pl/p/Myslenie-przyczynowo-skutkowe/121



Myślenia przyczynowo-skutkowego uczymy dzieci na terapii językowej ZAWSZE!!! Jest ono potrzebne w poznawaniu każdej dziedziny życia.
Chciałabym zwrócić tu uwagę na myśl filozofa Gustawa Szpeta, iż nauki przyrodnicze i nauki historyczne (w sensie humanistyczne) różni pojmowanie myślenia przyczynowo-skutkowego. Otóż w przyrodoznawstwie mamy przyczyną i skutek (dość przewidywalny) – takie układanki/historyjki z pewnością znacie. Mam ich (w związku z wykonywanym zawodem) całą półkę.
W historii i naukach humanistycznych myślenie przyczynowo-skutkowe nie jest tak oczywistym procesem: znaczy się: coś się dzieje, ale niekoniecznie wiemy jaki będzie skutek; może być różne rozwiązanie dla danej sytuacji!; nie wiadomo w jkim kierunku dana historia się „rozwinie”! W naszym zbiorze „Myślenie przyczynowo-skutkowe”, umieściłyśmy kilak i takich historii. Aby ułozyc takie historie, trzeba je przemyśleć, opowiedzieć sobie lub komuś.

Przy układaniu historyjek pamiętajmy, że nie zawsze musimy kierować się logiką numerków na obrazkach - czyli tak jak powinno niby być - MUSIMY SŁUCHAĆ, CO MÓWI DZIECKO! Bo wyjaśnienie może być indywidualne!! Dziecko może według własnej wiedzy o świecie uporządkować logicznie i dane fakty!

Warsztat historyczny z dzieckiem:

Co wybrałam na nasz warsztat?

Maksymilian nie jest szczególnie zainteresowany wiekami przeszłymi – rycerze i wojsko to dla niego wprost mówiąc dinozaury – były, ale wymarły i nie jest tak ciekawe, jak wszystko, co jest tu i teraz.

Pewnego razu spotkaliśmy w podróży żołnierzy. Stali sobie na parkingu i odpoczywali. Było ich sporo! Mąż woła do Maksymiliana: Makuś, zobacz wojsko! – na co Makuś z rozdziawioną buzią: „To wojsko jeszcze istnieje…??!!” – w sensie, że to przecież już było, historia, wymarli przecież jak rycerze… Jakoś za mało go uświadamiamy życiowo, współcześnie chyba…

Dla Alicji księżniczka to jakisik abstrakt totalny – zdecydowanie woli normalną lalkę, klocki i ziemię w ogródku. Póki co… Zobaczymy jak zareaguje na wizytę w Łańcucie w zamku, która planujemy – zamek jak nic prawdziwy pałac!! I portrety są… co powie?

Na warsztat historyczny wybrałm więc zabawy w układanie prostych historyjek – ad. 11 – aby uczyć myślenia przyczynowo-skutkowego, co mam nadzieję pomoże kiedyś w przyswajaniu i deszyfrowaniu wiedzy stricte historycznej ;-)

Ze względu na to, iż „technika” się na mnie wyjątkowo zawzięła – każdy post „Dzieko na warsztat” opłakuję brakiem połączenia internetowego (oczekiwanego bądź nie!), odmową przeładownaia zdjęć z apataru na komputer, brakiem dostępu do sprzętu (wyjazdy…) - cóż za walka z przeciwnościami.

Tym razem podobnie – internetu nie było – pierwszy raz w tym mieszkaniu – nie wiadomo dlaczego… Zdjęcia się nie przeładowały – nie wiem dlaczego. Zostałam znów z „brzydkim” i nieopublikowanym postem.

Ale przynajmniej teraz poczytajcie, co robiliśmy:

Tak po prostu: układaliśmy historyjki obrazkowe, złożone z 3, 4, 5 a nawet 6 obrazków. Opowiadaliśmy przy tym dużo. Makuś lubi to robić, więc układałby jeszcze i jeszcze: „Jaką masz jeszcze? Pokaż!”

Do historyjek dołożyłam opisy: pisałam „na oczach” dziecka opis pod każdym obrazkiem. Makuś ćwiczył czytanie. Zdania były proste, nawet do trudniejszych historyjek – dostosowane do poziomu umiejętności Maksia w czytaniu np.:

ADAM MA LODY MALINOWE. OLA MU DAŁA.
ADAM NIE LUBI LODÓW MALINOWYCH. CHOWA JE DO SZAFY.
LODY TOPIĄ SIĘ!! SZAFA I UBRANIA SĄ BRUDNE.

Przy okazji oczywiście:
1. Zadajemy dużo pytań;
2. Przy układaniu historii mówimy: UŁÓŻ PO KOLEI; zadajemy pytania: CO TERAZ? CO BĘDZIE TERAZ? CO SIĘ STAŁO POTEM? CO BYŁO NAJPIEJW? CO POTEM?

3. Zastanawiamy się z dzieckiem nad przyczyną i skutkiem; pytamy CO SIĘ STAŁO?; DLACZEGO…..?

4. Rozważamy inne rozwiązania danej sytuacji CO BY BYŁO, GDYBY…? A JAKBY…?

5. Rozmawiamy (ewentualnie) o przeżyciach bohaterów, o emocjach, myślach, co mogą oni czuć: CO ZROBIŁ ADAM? CO CZUŁ?

Przy innej historyjce napisałam proste zdania wcześniej: i Makuś czytał, i miał za zadanie dopasować podpisy do poszczególnych obrazków – a historyjkę ułożyłam ja!:
1. AGATA WYLAŁA SOK BANANOWY.
2. AGATA MÓWI: FE! NIEDOBRE!
3. AGATA NALEWA SOK MALINOWY.
4. AGATA NALEWA SOK BANANOWY
5. AGATA MA DWA SOKI: BANANOWY I MALINOWY.
6. UF! SOK MALINOWY JEST DOBRY! ONA LUBI SOK MALINOWY. AGATA JEST ZADOWOLONA.
W tej historii kolejność obrazków nie jest oczywista. Pokazałam Maksiowi, że mogło być inaczej (inaczej może być też dobrze!!) i jeszcze raz układał zdania.

Jeszcze jedna wersja układania: ja napisałąm zdania – Makuś przeczytał je jako tekst ułożony przeze mnie. Potem dostał obrazki i układał je, mając „na oczach” tekst;-)

Można próbować zasłonić tekst lub obrazki a dziecko układa to, co ma (obrazki, tekst) Wszystko zależy od pomysłowości, możliwości dziecka i tego, co akurat w tym momencie ćwiczymy.

Kolejnym ćwiczeniem jest ułożenie samych zdań!! To już tworzymy tekst! I opowiadmy go wspólnie z dzieckiem – zadając podobne pytania do wypisanytch powyżej. I tak się zaczyna praca z tekstem, ze zrozumieniem, szukaniem przyczyny i skutku: nie przy pomocy obrazu ale za pomocą myślenia, przywoływania z pamięci!!!

Troszkę się natrudziliśmy, dużo układaliśmy! Ale fajnie było!

Zachęcam!!

Zachęcam do pisania dzienników, do opowiadania dobrych historii i do układania historyjek – to jak układanie i pisanie własnej historii życia. A potem będziemy wspominać.

Zapraszam też do innych warsztatów historycznych na blogach:



W projekcie biorą udział:

DZIECKO NA WARSZTAT

czwartek, 10 kwietnia 2014

JA CZYTAM – MY CZYTAMY – JA CZYTAM : refleksje po weekendowej konferencji o dwujęzyczności w Bad Muskau.

W weekend 4,5,6 kwietnia odbyła się w Bad Muskau konferencja na temat dwujęzyczności zorganizowana przez Federalny Związek Nauczycieli Języka Polskiego w Niemczech. Bardzo się cieszę, że udało mi się w niej uczestniczyć, gdyż usłyszałam kilka ważnych opisów wyników badań i opisów działalności z ośrodków nauczania języka polskiego w Niemczech. Uczestnikami byli przede wszystkim naukowcy – nauczyciele pracujący w placówkach uniwersyteckich, lektorzy języka polskiego jako obcego - oraz różni działacze i aktywni rodzice.
Co ważnego – dla mnie (jako naukowca, praktyka (nauczyciela i logopedy))- i dla nas, rodziców, wyniosłam z tego spotkania? Otóż już śpieszę opisywać, krótko acz dobitnie:


JA (rodzic sam) CZYTAM – MY (rodzic i dziecko razem) CZYTAMY – JA (dziecko samo) CZYTAM
Dlaczego CZYTAM i CZYTAMY???
Wszyscy, którzy czytają mój blog od dłuższego czasu wiedzą:-) ale powtórzę i wyjaśnię jeszcze raz i podeprę się wynikami badań, o których usłyszałam na konferencji.
Promowanie wczesnej nauki czytania u „dwujęzyczków” stawiam sobie za zadanie główne. Pisałam już nie raz nie dwa o tym dlaczego czytanie jest ważne… Dlaczego warto wcześnie zacząć uczyć czytać… Pisałam o tym, iż dwujęzyczność i dwukulturowość staje się „pełna” i wielce nas i dzieci „wzbogacająca” kiedy mamy, posiadamy też kompetencje czytania i pisania. Dzięki temu poszerzamy swą wiedzę, nie tylko w oparciu o kontakt z rodzicami i innymi rodzimymi użytkownikami języka ale też mamy dostęp do szeroko pojętej kultury i historii -  dzięki którym możemy rozumieć i wiedzieć więcej!!!
Na konferencji było wiele bardzo interesujących referatów. Jako, że przeważali badacze „dorosłych dwujęzycznych użytkowników języka” to usiłowałam znaleźć, co dla mnie (jako osoby zajmującej się raczej tematyką dzieci, małych dzieci) w wynikach badań jest interesujące. Otóż! Wszystko okazało się ważne – bo oto pokazał się los tych ludzi, mówiono o ich możliwościach i ewentualnych problemach. Na to zwróciłam szczególną uwagę, gdyż to może być los naszych dzieci. Więc słuchać należy uważnie!!! I wnioski szybko wyciągać!!
Do rzeczy: co najważniejszego, dla nas rodziców małych dzieci i nastolatków? 
Dwa wystąpienia szczególnie mnie zaskoczyły i wzmocniły moje myślenie i poglądy:
1.     Wykład Małgorzaty Małolepszej, Univ. Göttingen:
Wnioski: Dorośli studenci uczący się języka polskiego na kursach: ogólnie: większy problem z nauką języka polskiego, szlifowaniem gramatyki i nawet znajomością kodów kulturowych(!!) mają studenci „dwujęzyczni” (z rodzin mieszanych polskich, którzy znają język polski z domu) niż inni studenci (np. Niemcy), którzy dopiero zaczynają się uczyć języka polskiego (z różnych powodów). Dwujęzyczni nie widzą swoich problemów i błędów językowych; bardzo trudno im poprawiać swoje wyniki. Pozostają często na poziomie tak zwanego „języka domowego”.
2.     Wykład Magdaleny Wiażewicz (Berlin):
Wnioski: Dorośli „dwujęzyczni” mają wiele problemów ze znalezieniem dobrej pracy, spowodowanych nieodpowiednim poziomem znajomości języków. Szczególnie istotne jest to w niektórych zawodach (oczywiście bardziej prestiżowych) i tych, które wymagają dobrej znajomości kodu PISANEGO (prace biurowe np.) W wystąpieniu było jeszcze wiele ciekawych informacji, ale ta jest szczególnie ważna dla nas rodziców…

Tak więc! UCZYMY CZYTAĆ I PISAĆ!!!! nasze dzieci!!! – dzięki  tym umiejętnościom, nie tylko będą mogły dążyć do dwujęzyczności „wzbogacającej” ale też:
Ad. 1. Dzięki czytaniu: będą mogły uczyć się języka czytając! Język pisany różni się !!! bardzo od języka mówionego, domowego!! Tylko czytanie „literackiego” polskiego pozwoli wykorzeniać błędy. Konstrukcje składniowe, gramatyczne będą „wchodziły” do głowy szybciej i lepiej, chciałoby się napisać – nieświadomie. Zaczynajmy od tego, że my jesteśmy wzorem: MY SAMI CZYTAMY!!! – sami dla siebie. Potem, z maleńkim dzieckiem i większym CZYTAMY RAZEM!!!!. Słuchanie jest rewelacyjnym sposobem na rozmiłowanie się w języku, a potem samodzielnym czytaniu! I, w końcu, uczmy czytać!! Kiedy DZIECKO SAMO CZYTA!!! zdobywa świat języka polskiego!!!
Ad. 2. Dzięki pisaniu: będą mogły wyrażać swoje uczucia, emocje, pragnienia, ale też będą potrafiły opisywać rzeczywistość i fakty – co bardzo jest potrzebne w pracy!!!! Pamiętajmy, iż kod języka pisanego jest INNY niż języka mówionego. Jeżeli więc faktycznie marzymy (my;-)) o lepszej pracy dla naszych dzieci – uczmy je też pisać. Wiecie, jak fantastycznie wypełnieją „Mój pierwszy dzienniczek” dzieci dwujęzyczne? Dlatego, że mogą pisać po polsku (mają „lekko” dostarczony schemat) i mogą pisać O SOBIE!! Piszmy z dziećmi maleńkimi DZIENNICZKI/PAMIĘTNIKI!!! Wpajajmy im chęć opisu rzeczywistości, wydarzeń i swoich przeżyć
Ważnym wnioskiem, dla nas rodziców, jest też to, iż bardzo trudno rodzicom starszych dzieci SAMYM o to się zatroszczyć – ważny jest nauczyciel, szkoła – oni lepiej opowiedzą i nauczą, używają innego języka niż DOMOWY!!! ALE!!! Ważny wniosek dla rodziców małych dzieci: wy możecie!!! I to jest dla mnie i dla WAS fantastyczna wiadomość – bo zanim dziecko pójdzie do szkoły i wkroczy w świat drugiego, dominującego języka łatwiej, szybciej i przyjemniej (bawiąc się) możecie uczyć czytać!!!

Wszystko to pięknie się też wpisało we wcześniejsze wykłady prof. E. Lipińskiej, prof. J. Cieszyńskiej, które mówiły (między innymi) o budowaniu kompetencji jezykowej w mówieniu, rozumieniu, czyatniu i pisaniu.
Teraz już wiecie dlaczego mi się tak podobało: wszystko o czym WAM piszę: UCZCIE CZYTAĆ MAŁE DZIECI i PISZCIE Z DZIECKIEM PAMIĘTNIKI wpisało się bezbłędnie we wnioski płynące z referatów i dyskusji na konferencji!!!
Do powtórki więc: zapraszam raz jeszcze do lektury postów o nauce czytania i o dzienniczku!!!
Zapraszam do zakładki o NAUCE CZYTANIA:
 I zakładki o dzienniczku:
Wczoraj o konferencji wspomniała też Karolina: 

Wywołuje „do tablicy”, tzn. zapraszam „do mojego blogowego stolika dyskusyjnego z kawą” mamy starszych dzieci, które umieją, uczą się lub nie umieją czytać po polsku. Jakie są Wasze doświadczenia? Proszę o wypowiedź (jak to będzie możliwe) nauczycielkę Agnieszkę Kluzek z LUDOTEKI z Włoch – o tym jak reagują dzieci na pisanie dzienniczków.

Postaram się też wrócić do tematów cyklicznych :"Wtorkowe czytaneczki" :-) żebym miała czyste sumienie:-)
I do dzieła moi Kochani! Czyli, tak jak czyniliśmy, tak czynimy z większym zapałem – uczymy czytać po polsku nasze „dwujęzyczki”.

środa, 23 października 2013

Nauka czytania - wskazówki

Dostałam kilka zapytań, dotyczących sposobu nauki czytania oraz zasad ogólnych. Pomyślałam, że najlepiej będzie jak zrobię wpis "porządkowy". Podporządkowałam więc posty do poszczególnych etapów nauki czytania, wydzieliłam ogólne zasady wczesnej nauki czytania oraz sposoby przygotowania do nauki czytania.

Porządkuję, może łatwiej będzie szukać i łatwiej skorzystać, szczególnie nowym czytelnikom!:

Nauka czytania, podsumowanie:


Ogólne zasady wczesnej nauki czytania:
Dlaczego i kiedy uczyć czytać po polsku?
O nauce czytania maluszków
Pomocne sylaby
Głoskowanie-literowanie
Etapy wprowadzania sylab
Pacynki


Przygotowanie do nauki czytania oraz ćwiczenia ogólnorozwojowe, które służą stymulowaniu różnych funkcji rozwojowych, potrzebnych do czytania:
Analiza i synteza wzrokowa 1
Analiza i synteza wzrokowa 2
Starter gramatyczny - programowanie języka
Czytanie-stymulacja rozwoju języka - małe dziecko


Etap pierwszy nauki czytania:
Samogłoski
Onomatopeje 1
Onomatopeje 2
Album-czytanie globalne
Opisywane książeczki
Kamyczkowe sylaby
Czytanie sylab
Od sylaby do wyrazu
A


Etap drugi nauki czytania:
Czytanie sylab – czytanie sekwencyjne
Czytanie sylab - czasowniki
Smoczy język – absurdalne zbitki sylab
Wtorkowe czytaneczki
Menu – czytanie sylab
Teksty do książeczek.
Śmieszne książeczki, piszemy sami z humorem!


Etap trzeci nauki czytania:
Czytanie sylab - napisy świąteczne


Etap czwarty nauki czytania:


Etap piąty nauki czytania:
Komiks
Pozaginane opowiadania
Listy do naszych dzieci
Rodzinny pamiętnik
Cykl POŻYTECZNE Z PÓŁECZKI. Znajdziecie tam mnóstwo książek, gier, które można wykorzystać już na V etapie nauki czytania, do ćwiczenia czytania lub już do samodzielnego czytania!: Pożyteczne z półeczki


Bardzo dużo dobrych opisów ćwiczeń ogólnorozwojowych (i dobrych wyjaśnień)można znaleźć na blogu "Głoska" KASI z Hamburga : "Głoska"
Zapraszam więc do Kasi!
Ciekawe ćwiczenia do 1 i 2 etapu nauki czytania znajdziecie u Ani. Wiele pomysłów zabaw sylabami!!!
Zabawy sylabowe
Warto zajrzeć też do Magdy ze "Skacząc w kałużach" - dużo podpowiedzi! "Skacząc w kałużach"
Większość z tych postów ukazała się w cyklu "WTORKOWE CZYTANECZKI", który prowadzimy z Faustyną. Zapraszam też więc do Faustyny na "dzieci dwujęzyczne", by obejrzeć jej propozycje zabaw z czytaniem:Dzieci dwujęzyczne
Ciekawe zabawy sylabowe znaleźć można tez u Ewy Wojtan na "Moje dzieci kreatywnie" : "Moje dzieci kreatywnie"

Na górnym pasku bloga pojawiła się zakładka NAUKA CZYTANIA -wskazówki - dla wszystkich rodziców zaglądających tu pierwszy raz, myślę, że będzie to duże ułatwienie...

środa, 16 października 2013

Dwujęzyczność, wielojęzyczność i wielokulturowość – warsztaty i seminarium, Kraków, Katowice.

Podczas ostatniego pobytu w Polsce udało mi się znaleźć czas na warsztaty w Krakowie „Dwujęzyczni uczniowie – strategie diagnozy i terapii logopedycznej” prowadzone przez prof. Henriette W. Langdon z Wydziału Zaburzeń Komunikacji Kolegium Edukacji na Uniwersytecie Stanowym San Jose w Kalifornii. Kilka dni później wyrwałam się z rodzinnych obowiązków i ruszyłam do Katowic na seminarium naukowe “Dwujęzyczność, wielojęzyczność i wielokulturowość – szanse i zagrożenia na drodze do porozumienia”.

Byłam, widziałam, słuchałam, dyskutowałam na warsztatach, potem myślałam ;-) i myślałam, a teraz piszę parę zdań.

Mam tu bardzo dobre wieści dla wielu mam i terapeutów czytających mój blog: warsztaty w Krakowie, prowadzone przez prof. Langdon potwierdziły słuszność kierunku naszych dyskusji i rozważań! Cieszę się, że mamy tak dobrą intuicję! Gratuluję wszystkim mamom, które dyskutują i komentują u mnie posty świetnych pomysłów na wspieranie dwujęzyczności/wielojęzyczności Waszych/naszych dzieci! Strategie, które omawiała prof. Langdon podpowiadamy sobie nawzajem już od jakiegoś czasu (tu się cieszę, że piszę blog i dyskutuję z Wami już ROK!!).

Czym chciałabym się z Wami podzielić, jakimi informacjami? Otóż jest kilka myśli:
1. Słowa prof. Henriette W. Langdon cyt.: “Jeżeli w wieku 4 lat dziecko poważnie miesza języki, nie rozróżnia ich, nie ma pełnej świadomości odrębności, to świadczy to o jakimś problemie nabywania umiejętności komunikacyjnych” (nie spowodowanym dwujęzycznością, tylko „taki urok” dziecka, jako jednojęzyczne prawdopodobnie miałoby też jakieś problemy z rozwojem mowy). Trzeba mu pomóc! Jak? Wprowadzić zdecydowany!, bardzo wyraźny podział używania języka (radykalna zasada OPOL, miejsca, czasu). Tłumaczyć dlaczego, kto, gdzie i kiedy mówi jakim językiem. Wprowadzić te zasady i mocno! się ich trzymać. Skorzystać z pomocy logopedy, jeśli to tylko możliwe – jak najszybciej.

2. Słowa prof. Henriette W. Langdon cyt.: “Jeżeli dziecko w wieku 3 do 4 lat pokazuje wiele fonologicznych problemów to możemy się spodziewać (w 60%) dużych problemów w szkole.” To dla mnie nowość – jeśli chodzi o dane procentowe. Bo, że spodziewać się możemy… to specjaliści wiedzą. Tak więc, jeśli widzimy takie problemy (mieszanie dźwięków, przestawki sylab, niewyraźne dźwięki danych języków, brak rozróżniania głosek charakterystycznych dla różnych języków, opóźniona wymowa głosek języka bazowego) udajemy się do specjalisty, szukamy wsparcia, stymulujemy rozwój języka bazowego, lub języków bazowych (w rodzinach mieszanych).

3. Słowa prof. Henriette W. Langdon cyt.: „Podczas diagnozy, terapii traktujemy każde dziecko, jako członka rodziny! Pytamy o historię, dowiadujemy się. Wszystko jest holistyczne”. Wiem i propaguję dalej!

4. Słowa prof. Henriette W. Langdon cyt.: “Jeśli dwujęzyczność/wielojęzyczność ma być wzbogacająca w wielu aspektach, musimy mieć język bazowy (lub języki bazowe w rodzinach mieszanych). Powtarzajmy to rodzicom!”. Język bazowy to dla prof. Langdon język rodziców. Powtarzałam, powtarzam i powtarzać będę!

5. Słowa prof. Henriette W. Langdon (włada 4 językami!) cyt.: „ Rodzice nauczyli mnie dobrze mówić po polsku, ale żałuję bardzo, że nie umiem czytać i pisać po polsku” !!!!!! Zapisałam, powtarzam! Cieszę się, że w mych nękaniach Was o naukę czytania po polsku mam podporę w słowach kolejnego autorytetu!! A więc: dalej wspieramy się w nauce czytania (a potem pisania) po polsku! Zapraszam! Zapraszam do mnie i na wszystkie blogi, które podpowiadają, jak uczyć czytać po polsku!


I Międzynarodowe Seminarium Naukowe “Dwujęzyczność, wielojęzyczność i wielokulturowość – szanse i zagrożenia na drodze do porozumienia”, Katowice.

Seminarium szczegółowo opisała Aneta wczoraj TU. Nie będę powtarzać. Napiszę najważniejsze myśli, wnioski (dla mnie).
1. Język polski ma niski prestiż wśród uczących się go i wśród stykających się z nim osób. Tzn., że też wśród Polaków w Polsce i na emigracji! Jest to jeden z końcowych wniosków konferencji. Przyznajcie, że strasznie to brzmi. Ale to fakt. Fakt, który wzmacnia niechęć do nauki tego języka u dzieci emigrantów lub dzieci z rodzin mieszanych mieszkających w Polsce!!! Jak pisałam kilka dni temu – pozostaje nam wspierać prestiż języka polskiego, budować dobry obraz Polski. Ja zaczynam małymi krokami –m.in. patrz post: I powinniśmy szukać pomysłów na to jak wzmacniać prestiż języka polskiego. Możliwe, że będzie to temat przyszłego seminarium. Ale my już teraz nad tym pracujmy!! Wydaje się, iż najlepszym pomysłem jest pokazywanie, jaka dla nas wartość sentymentalną, ekonomiczną i mentalną ma język polski. A więc do pracy! Rodacy. W kuchni i przy dziecku, w pracy ile się da, w sypialni i na spacerze – po polsku! ;-)

2. „Pani musi mieć do siebie cierpliwość!” to słowa prof. Henriette W. Langdon. Dotyczyły wątpliwości, co do stopnia znajomości języków, „samopoczucia” w języku. „Języki to kwiaty w ogrodzie, żeby przetrwały trzeba je podlewać, dbać o nie, cieszyć się nimi” mówiła profesor Langdon. W tym temacie poster przygotował też mgr Marcin Gliński – poster zatytułowany: „Psychologiczne - socjologiczne aspekty lęku językowego w kontekście uczenia się języków obcych”. Język a emocje… język musi być akceptowany, musimy cieszyć się nim. Jak tak się nie dzieje, trudno się uczyć… Miejmy więc do siebie cierpliwość, ufność, dystansujmy się do własnych negatywnych emocji, nazywajmy je i zmieniajmy na pozytywne. Takimi karmmy języki naszych dzieci.

3. Ciekawe wystąpienie o memach internetowych utwierdziło mnie w przekonaniu, że, aby tak „bawić się” językiem trzeba go świetnie znać. Znać niuanse gramatyki i kultury!

4. Czytanie i pisanie w języku polskim jest bardzo zaniedbane! Profesor Henriette W. Langdon przypominała słuchaczom, że znajomość języka to kompetencje w: 1. Rozumieniu, 2. Mówieniu, 3. Czytaniu, 4. Pisaniu. Czytanie pozwala na bycie osoba dwukulturową!!! Bez znajomości czytania i pisania trudno poznać kulturę danego języka.
Wniosek – uczmy czytać!

Tyle myśli na początek wystarczy, ważne są i mądre są. Pozostawiam Was z nimi:-) a profesor Henriette W. Langdon serdecznie dziękuję za możliwość poznania jej pracy naukowca i praktyka!!

Pozdrawiam serdecznie z Austrii wszystkie wspaniałe osoby, które spotkałam w Krakowie i Katowicach! Do zobaczenia!

środa, 20 marca 2013

Zarazić językiem polskim....

W ostatnich dniach przeczytałam takie oto dwa wpisy blogowe - piszą: Aleksandra Pronobis-Polatyńska i Magda
Te dwa wpisy przeczytane w ostatnich dniach w „blogosferze” obudziły we mnie obserwację środowiska, w którym żyję, siebie, dzieci, znajomych…
Niestety, fakt faktem: za dużo narzucania innym własnego zdania, dorosłym, dzieciom…

W temacie dwujęzyczności: o czym już nie jeden raz pisałam, sytuacja każdego człowieka, każdej rodziny, każdego dorosłego, każdego dziecka jest inna. Niekiedy diametralne inna. Każdy z nas dokonuje wyborów, i dobrze by było, by dokonywał ich w poczuciu wolności. Wielokrotnie spotkałam się z wypowiedziami, szczególnie matek, że są krytykowane za swoje wybory, których dokonały w sprawie nauki języków swoich dzieci. Potem się tłumaczą, że nie wiedziały, że przecież nie chciały… Jedno jest pewne – wszystkie chcemy dla naszych dzieci najlepiej!!! Każda nasza decyzja jest tym podyktowana. Jeśli istnieje jakiś człowiek, który według nas „się zna” warto pytać i pytać! Ale nie roztrząsać przeszłości i tych decyzji, które już były. Każdego dnia możemy zacząć coś nowego z naszymi dziećmi, każdego dnia możemy nauczyć je czegoś nowego i nauczyć się jeszcze więcej od nich!

Specjaliści – jednego jestem pewna: my specjaliści powinniśmy mówić językiem zrozumiałym, nie krytykujmy pomysłów rodziców a wspierajmy w poznawaniu tematu dwujęzyczności i dwukulturowości. Najważniejsze – budujmy pozytywne nastawienie do kształtowania dwujęzyczności. Wspierajmy na tej drodze. Tłumaczmy, że mimo, że może nie jest łatwa, jest piękna, dobra, korzystna! Dajmy rodzicom jednak prawo wyboru i uszanujmy je. Rozumiejmy to, jak bywa trudno…

Rodzice – wspierajmy się nawzajem, jesteśmy najważniejszymi ludźmi do naśladowania dla naszych dzieci i dla dzieci znajomych, z którymi się stykamy. Tworzymy, na różnych ziemiach, małe wspólnoty polskie. Pokazujemy dzieciom, że język polski i kultura polska ma szerszy krąg; że więcej ludzi ma te same korzenie. Rodzice starszych dzieci – wspierajcie rodziców małych dzieci! Rodzice dorosłych dzieci wspierajcie rodziców nastolatków. Przykład i świadectwo zawsze były najlepsza motywacją.

I jeszcze inne wątki z przemyśleń wyżej wymienionych postów Aleksandry i Magdy:
Myślałam o tym, jakie są różnice kulturowe w kształtowaniu i ekspresji własnych zainteresowań ludzi w Polsce i Austrii. Od przyjazdu tu, kilka lat temu, jestem zachwycona tym, jak w tym regionie Austrii, w którym mieszkam można spotkać wielu ludzi, którzy z PASJĄ wykonują swój zawód. Są to pszczelarze, zielarze, tysiące ludzi prowadzących „oberże”, winiarze, rolnicy (!) – od sera, od masła, od kur, od roślinek, piekarze, pani w bibliotece, sklepikarze, artyści – szczególnie rękodzieło: garnki, robótki, lekarze (!), nauczyciele. Oj, oj. Nie da się ich wymienić wszystkich. 80% spotykanych tu ludzi żyje z pasją! – pokazują, przynoszą, opowiadają o tym, co robią godzinami!, pokazują swe serce w tym. UŚMIECHAJĄ SIĘ, bo jest im dobrze z tym, co robią! I co – wciągają tak, że wracasz i kupujesz masło, ser, miód, jajka, kapcie, kwiatki, korale, wino, zioła… Zarażają pasją!!!

Nie będę pisała jakie mam w tym, ogólne oczywiście, doświadczenie w Polsce… Ale mimo ogólników znam też ludzi którzy zarażają pasją – tak nauczyłam się wszystkiego o języku: od pasjonatów!!!!, tak nauczyłam się wszystkiego dobrego o życiu: od pasjonatów.

I tak!! Chyba to jest sedno – my wszyscy rodzice dzieci dwujęzycznych – zarażajmy pasją do naszego języka, pokazujmy pasję do książek polskich, do czytania po polsku!!! Dzieci niechętnie lub wcale nie wykonają tego, do czego je zmuszamy ale zupełnie nieświadomie, przez wiele lat nas NAŚLADUJĄ!!!

Zarażajmy więc radosną pasją języka polskiego nasze dzieci! Wierzcie mi, nikt nie oprze się tej miłosnej chorobie!!! Metody i sposoby same przyjdą lub ktoś podpowie. Byle było z serca, miło. Myślę, że wtedy dzieci, a potem nastolatkowie i młodzi ludzie, sami znajdą odpowiedź, po co uczyć się języka polskiego, a jego „inność” będzie dla nich pasją.

A to jak wygląda "zarażanie" językiem polskim: (rączka w rączkę, główka w główkę.) "Czytacze" pół roku temu: (psssst... mąż mnie zabije, że go "opublikowałam".)

czwartek, 31 stycznia 2013

Dlaczego uczyć czytać po polsku i dlaczego jak najwcześniej?

Dlaczego uczyć nasze dzieci, mieszkające poza granicami Polski, czytać po polsku? I dlaczego takie małe? Są to dwa pytania, które słyszę bardzo często od rodziców. Staram się wyjaśniać, a potem słyszę trzecie pytanie: jak uczyć czytać?
Stwierdziłam, że warto o tym napisać i uzupełniać o kolejne argumenty, jeżeli takowe się pojawią.
A więc:

Dlaczego uczyć czytać po polsku dzieci, które mieszkają poza granicami kraju:
1. umiejętność czytania i pisania warunkuje kształtowanie się tzw. dwujęzyczności wzbogacającej, pozytywnej;
2. umiejętność czytania i pisania umożliwia dostęp do zasobów, kanonu kultury polskiej (piszą o tym W. Miodunka, J. Cieszyńska) co oznacza iż dwujęzyczność staje się też i dwukulturowością!! Możliwość odwołania się do kultury, tradycji i historii wzmacnia tożsamość polską;
3. tylko poprzez czytanie starsze dziecko, nastolatek i młody człowiek ze znajomością języka polskiego będzie mógł poszerzać znajomość trudnego i abstrakcyjnego słownictwa, którym nie posługujemy się w dzień powszedni w domu, w języku mówionym. Takie słownictwo umożliwia kształtowanie własnej tożsamości jako jednostki, gdyż jest narzędziem do nazywania trudnych emocji, przeżyć, przemyśleń, ułatwia rozwój emocjonalny i intelektualny. W innym wypadku będą się te procesy myślowe odbywać tylko i wyłącznie w języku społeczności, w której żyje i uczy się młody człowiek;
4. czytanie może być doskonałą formą wspomagania metody OPOL; pokazuje, iż język polski ma szerszy zasięg niż „tylko” mowa mamy czy taty (podwyższenie prestiżu języka polskiego)
5. czytanie wspomaga opanowanie języka etnicznego, a im lepiej opanowany język etniczny tym łatwiejsza nauka języka drugiego.

Dlaczego uczyć małe dzieci czytać (jak najwcześniej)?
1. koniecznym jest, aby uczyć dziecko czytania w języku polskim jak najwcześniej – zanim nauczy się czytać w języku kraju przyjmującego; potem wydaje się to być (z wiekiem) coraz trudniejsze;
2. wiele dzieci dwujęzycznych wykazuje trudności na początku nauki dwu lub kilku języków – poprzez czytanie łatwiej te problemy zniwelować – dziecko „nie mówi a czyta”, co często pokonuje barierę psychologiczną możności wypowiedzi, zaś usłyszenie siebie (nawet w procesie czytania, w tym wieku najczęściej powtarzania po rodzicach) umożliwia późniejsze użycie języka w sytuacji naturalnej, wiarę, że „ja potrafię mówić i jestem rozumiany”;
3. dla małych dzieci świat czytania, to taki sam świat jak wszystko dookoła, czytanie jest wspaniałą zabawą, później staje się nauką; forma zabawy jest oczywiście jedyną dopuszczalną dla malutkich dzieci;

Jak uczyć czytać małe dzieci?
O tym będę opowiadała w różnych postach (niektóre wskazówki już się pojawiły).

Witam nowe osoby w moim okienku Obserwatorów! Miło mi gościć!

wtorek, 22 stycznia 2013

Dwujęzyczność dzieci – do czego zobowiązuje matkę?

Tytułując tak post oczywiście mam na myśli matkę Polkę, której językiem jest język polski. W każdym innym wypadku, czytelnik musi dopasować moje myśli do konkretnej sytuacji.
Skutkiem tych przemyśleń będzie też kolejny post, który się niedługo pojawi – dlaczego warto uczyć nasze dzieci, żyjące poza granicami Polski, języka polskiego?
Kiedy mieszka się na obczyźnie w wielu sytuacjach zadajemy sobie pytanie: po co uczyć języka polskiego? Od wielu lat znałam artykuły na temat dwujęzyczności ale dopiero tutaj, poza Polską, doświadczyłam prawd tam wyczytanych. Bo to język ojczysty – co to znaczy? – to kultura, zwyczaje, tradycja, historia, określone postrzeganie rzeczywistości, jeden jedyny obraz świata. Najważniejszy pozostaje dla mnie temat postrzegania świata uwarunkowanego językowo oraz temat więzi i tożsamości!
Czekając na narodziny moich dzieci, czytałam wiele na temat więzi, co ją buduje i co ją wzmacnia. Czytałam na temat bliskości: szczególnie matka – dziecko. Jak każda matka pragnienie to mam największe na świecie – zbudować dobrą relację z dziećmi, mocną więź z nimi, zdrową tożsamość i osobowości. To moje marzenia i cele. Staram się, ile mogę, budować więź emocjonalną od samego początki ich istnienia, noszę w chuście, przytulam mocno w strachu, utulam w płaczu, pomagam skakać z radości, wreszcie MÓWIĘ!!! Mówię, słucham pierwszych dźwięków i odpowiadam! Pierwsze rozmowy wokaliczne, pomrukowe, sylabkowe, okrzykowe. Mój wyraz twarzy odbija się na twarzach dzieci: dosłownie: robią się do mnie podobne, robią takie same miny. Potem wszystko, co powiem jest naśladowane. Moje słowa odbijają się…gdzie? W mózgach? W neuronach lustrzanych? W przeżywanych emocjach? Słyszę te same słowa w tych samych sytuacjach – wszystko prawidłowo. Potem naśladownictwo zmienia się. Pojawia się pytanie i odpowiedź – rozmowa!!! Dialog!!! Rozmawiam z dziećmi o wszystkim, co im bliskie, co nam bliskie. I co!! Chciałabym kiedyś, już niedługo porozmawiać o tym, co mi bliskie. W ten sposób poszukujemy i nadajemy wspólnie sens naszemu istnieniu! Według Viktora Frankla to jest najważniejsze – poszukiwanie sensu. I tak od pierwszych dni rozmawiamy, rozmawiamy i odkrywany sensy. Każdy jest niewiarygodnie ważny: sens zabawy, jedzenia, domowych rzeczy, przyrody, innych ludzi, rozmowy, istnienia. I tak dzień po dniu uczymy dzieci, a one nas, postrzegania rzeczywistości. Jak to robimy – pokazujemy, nazywamy, powtarzamy, mówimy. Mówimy więcej i więcej. Okazujemy emocje, opowiadamy. Czy nasze dziecko jest małe czy już duże rozmawia z nami o tym, co razem przeżywamy o tym, co ono przeżywa samo.
Co się dzieje, kiedy dziecko jest dwujęzyczne, kiedy zanurzone zostaje w dwa (lub więcej) języki, w dwie kultury. Jeśli my wychowane byłyśmy w jednym języku, wytwarza się inny sposób postrzegania rzeczywistości niż nasz. Dziecko posługujące się dwoma językami inaczej niż my myśli, inaczej postrzega świat. Ciekawym tematem jest to, w jakim języku porozumiewa się z matką, (jako już większe dziecko szkolne, nastolatek) w kwestiach przeżywanych emocji i w jakim języku poszukuje własnego „ja” (kim jestem = poszukiwanie , odkrywanie tożsamości). W jakim języku rozważa wszelkie kwestie moralne, które kształtują jego osobowość. To tematy szerokie i WAŻNE.
I jaki w tym morał dla nas: aby więź miedzy matką a dzieckiem budowana była prawidłowo, aby tożsamość dziecka kształtowała się prawidłowo musimy MY MATKI mieć narzędzie do kształtowania tej więzi – jest nim język. Teraz tak: jaki język? Taki, w którym obydwoje z dzieckiem możemy oddać wszystko! Co się dzieje w naszych umysłach, duszach, sercach. Język, w którym najłatwiej jest nam nazwać, rozszyfrować emocje, uczucia i myśli. Język, w którym możemy szukać porozumienia bez przemocy, bez walki, dochodzić do wspólnych prawd i sensów, tak, aby każdy był zadowolony. Który język mamy więc wybrać? Nasz język, język polski? Czy język kraju, w którym nam i naszym dzieciom przyszło żyć. Odpowiedź jest stosunkowo prosta: jeśli same nie jesteśmy w pełni dwujęzyczne, musimy pozostać przy języku polskim. Tylko w języku matki możemy oddać trafnie sprawy najważniejsze. Musimy więc uczyć dziecko języka sobie najbliższego, aby rozmowa, dialog był skuteczny, pełny. Musimy się przygotować jednak na chwile takie, kiedy nasze dziecko wybierze jako język pierwszy język dla nas obcy (częste w rodzinach mieszanych) lub będzie mu łatwiej oddać pewne rzeczy lub opisać sytuacje w drugim języku (sytuacje ze szkoły, przedszkola). Potem nauczy się skomplikowanych pojęć abstrakcyjnych w tym języku a nie będzie znało ich po polsku.
I co pozostaje matkom? Cóż: uważam, że naszym OBOWIĄZKIEM jest:
1. Uczyć dzieci języka polskiego, w którym to języku najłatwiej nam jest opisywać świat i siebie, uczyć czytać po polsku, aby dzieci mogły uczyć się same skomplikowanych słów i pojęć czytając;
2. Uczyć się intensywnie języka kraju przyjmującego, aby móc jak najlepiej rozumieć własne dziecko i wszystko, z czym ono się styka.
Uważam, że należy samemu, we własnym sumieniu osądzić, czy robimy wszystko, aby móc zbudować dobrą komunikację, tak aby tożsamość dziecka mogła się prawidłowo kształtować. Ze względu na czynniki ekonomiczno – społeczne większość z nas musi podołać tym dwóm, niełatwym zadaniom. Dwujęzyczność powinna być dla naszych dzieci piękna i dobra, a wiemy: nie zawsze to, co dobre jest łatwe. Obowiązkiem naszym jest sprostać tym trudnym zadaniom, szukać sposobów i sił, aby przekazać pozytywne nastawienie do języka polskiego. Jeżeli z jakichkolwiek powodów nie jesteśmy w stanie zrealizować tych dwóch powyższych punktów ze względów emocjonalno-tożsamościowych lepiej wrócić do Polski. Przykładowo, ja, bardzo słabo mówię po niemiecku. W tym momencie uważam, że nie jestem w stanie szybko osiągnąć zadowalającego mnie stopnia rozumienia i mówienia w tym języku, tak aby spokojnie móc w przyszłości wpływać na rozwój emocjonalny i moralny własnych dzieci. Mogę to uczynić tylko w języku polskim. Zostając tu muszę spodziewać się, iż język niemiecki w pewnym momencie zdominuje język polski. Rozważam i analizuję swoją sytuację… Wszyscy dookoła twierdzą, że powinniśmy zostać – dla dobra dzieci!! – w Austrii (względy społeczno-ekonomiczne). W tym momencie jednak myślę, że (ja!) szybciej poradzę sobie z kłopotami społeczno-ekonomicznymi w Polsce niż z brakiem głębokiego porozumienia z własnymi dziećmi w Austrii.
I wracam do Polski, jak tylko synek osiągnie wiek szkolny – to uważam jest dla moich dzieci dobre, najlepsze.
Z mojej strony mogę jeszcze wspierać wszystkie matki dzieci dwujęzycznych, pozostające poza granicami Polski, w nauce języka polskiego ich dzieci. Bo drogi każdego z nas mają swój cel i sens.
Post ten będzie jakoby kontynuowany w kolejnym, który zamieszczę niedługo: Dlaczego warto nasze dzieci uczyć języka polskiego?