Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziecko na warsztat!. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziecko na warsztat!. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 czerwca 2014

DZIECKO NA WARSZTAT - Warsztat warsztatów - finał: WPATRZONE W RODZICÓW - LUSTERECZKA!!!

Na finałowy warsztat warsztatów „Dziecka na warsztat”, jak każdy z uczestników, chciałam przygotować coś wyjątkowego. Chodziłam i myślałam, co mogłabym zrobić z dziećmi takiego, co jest najciekawsze u nas? Co jest najważniejsze u nas?
No i wyszło jedno: ŻYCIE!!!!!!!!!!!
Nie da się więc pokazać całego warszatu życia…  Mogę tylko napisać kilka zdań, co o tym myślę…
Najważniejszy warsztat, który przeprowadzam z moimi dziećmi to życie ze mną...
Co jakiś czas przypominam sama sobie, że jeśli chcę je CZEGOKOLWIEK nauczyć, to tylko tego, żeby nauczyły się same żyć swoimi pasjami, żeby odkrywały świat, żeby żyły radością i miłością.
Jak? No tylko jedno można zrobić (według mnie oczywiście…): żyć samemu dobrze, pięknie, mądrze, szczęśliwie!!! Dążyć do tego!!! Nie poddawać się!!! Nie poddawać się wszystkim tym (w tym sobie), którzy sądzą, że życie to jeden wielki trud, jest ciężkie itd. itd..
ZAWSZE jak widzę, że „coś jest nie tak” z moimi dziećmi biorę na warsztat! Ale biorę na warsztat SIEBIE, nie dzieci!!! Bo to są moje LUSTERECZKA, które pokazują mi jak ja reaguję, jak ja mówię, jak ja się raduję, jak ja się złoszczę, jak ja radzę sobie z problemami, jak ja traktuję innych ludzi.
Oczywiście, że bardzo bym chciała nauczyć je kilku rzeczy, które uważam za „fajne”, dobre, miłe, piękne, pożyteczne… ale wiem, że nie to jest najważniejsze. Wiem, że najważniejsze jest pokazanie, jak „usadawiać się”, „rozgaszczać”, „rozkoszować” życiem, szczęściem i dobrem. „Warsztatować” w kuchni, w ogródku, w górach, w salonie, przy stole, w parku, w lesie, w kawiarni, na strychu, w polach, w miastach, w zamkach, w książkach, w rozmowach…
Niech biorą, co chcą: jak się piecze chleb, jak się parzy kawę, jak się piecze ciasto, jak się sadzi i zbiera, jak się połyka maliny, jak się rozkoszuje zapachem lip, jak się ulatuje w książkę, jak się wdrapuje na czereśnię, jak się wygrywa uśmiechem, jak się robi coś z niczego, jak się chwyta chwilę, jak się wypatruje piękna, jak się tworzy piękno, jak się ufa, jak się cieszy z wytrwania, jak się czeka, jak pije się wodę i wino…
Wtedy okaże się, iż branie odpowiedzialności za swoje życie i życie innych nie jest przytłaczające, bo kocha się
Jedyny moment, w którym, jestem przekonana!!!, należy wziąć, oprócz siebie, na warsztat dziecko, to sytuacja, kiedy dziecko ma jakiś problem rozwojowy (nabyty od życia – fizyczny, ogólnorozwojowy) – potrzeba stymulacji dzieci (i dorosłych) z różnymi dysfunkcjami i uszkodzeniami lub w jakiejś złej sytuacji socjalno-społecznej. Wtedy należy świadomie, konsekwentnie i wytrwale pomagać, „wartszatować”!!! Bądźmy wtedy pomocni dla takich rodziców. - bo oni potrzebują wsparcia!!! Jakiego – zabrać na chwilę im dzieci, niech odpoczną!, żeby mogli chociaż przez chwilę żyć, nie pracą z dzieckiem, ale „rozgościć się w życiu”.

To mój warsztat warsztatów:
Cieszenie się życiem i wpatrywanie się w moje LUSTERECZKA, czy mi dobrze idzie….
Może komuś się spodoba taka droga… może ktoś taki warsztat zaproponuje swoim dzieciom świadomie??? (Bo nieświadomie są „na warsztacie” zawsze….) Jak tak - zapraszam do rozmów i wymiany doświadczeń;-)
I co… dzieci dwujęzyczne i dwukulturowe na tym warsztacie… są tak samo wpatrzone w rodziców jak jednojęzyczne i jednokulturowe – Pamiętajmy o tym!!!


LUSTERECZKO powiedz przecie, kto jest najfajniejszy na świecie?

















W projekcie "Dziecko na warsztat" brały udział następujące blogi:

DZIECKO NA WARSZTAT

wtorek, 27 maja 2014

Dziecko na warsztat – WARSZTAT PLASTYCZNY: dziecko opowiada i rysuje.

Dziecko na warsztat – WARSZTAT PLASTYCZNY
Witam wszystkich!
W ramach projektu „Dziecko na warsztat” dzisiaj warsztat plastyczny - maleńki, skromniutki, ale wydaje się, że będzie miała swoje owoce...

W ramach wartszatu plastycznego pokażę książkę, którą stworzył Makuś. Ja tylko spisłam technicznie teskt.

W zeszłym miesiącu, wieczorem, kiedy już nie miałam sił opowiadać, poprosiłam Makusia, aby to on opowiedział kolejną przygodę KOTKA PSOTKA. PRZYGODY KOTKA PSOTKA to nasze opowiadania wieczorne, króciutkie, ale milutkie i po polsku...

Makuś trochę się bronił "nie umiem", ale opowiedział, krótko i zwięźle. Ja kolejnego dnia spisałam.

Potem postanowiłam wykorzystać do warsztatu PLASTYCZNEGO, ponieważ Makuś po kilku dniach dorysował ilustracje.

Mniemam, iż ta twórczość będzie miałą swoją kontynuację, gdyż Makusiowi baardzo się spodobało dzieło. Z wypiekami na policzkach dorysowywał kolejnego kota i poprawiał teksty, które spisałam! Następnym razem zmienimy technikę ilustracji:-)

Zobaczcie jaka prosta! to książeczka! Niewiele wysiłku kosztuje!! Polecam taką zabawę wszystkim dzieciom, a szczególnie dzieciom dwujęzycznym!! Nie wiedzą, kiedy mówią czy czytają po polsku!
Oto książeczka:



PRZYGODY KOTKA PSOTKA

test: Maksymilian Ławczys ilustracje: Maksymilian Ławczys (edycja tekstu: mama Maksymiliana)



Jeżeli stworzymy nowe książeczki - pokażemy! W projekcie "Dziecko na warsztat" biorą udział:

DZIECKO NA WARSZTAT

wtorek, 29 kwietnia 2014

Czytanie, pisanie i układanie historii..

„Historia jako nauka zna tylko jedno źródło poznania – s ł o w o.” Gustaw Szpet

Dziecko na warsztat – WARSZTAT HISTORYCZNY

Witam wszystkich!

W ramach projektu „Dziecko na warsztat” nie udało mi się zaprezentować w lutym i w marcu warsztatów, gdyż byłam w innym świecie – świecie bez internetu!! Chętnie jednak teraz wrócę ;-)

Warsztaty głównie z MAŁYM (4,10) ale i Mała (25 miesięcy) chętnie - oj chetnie….

Jak zapowiadałam, wszystkie moje posty będę pisała w cieniu mojego głównego tematu „dwujęzyczności i dwukulturowości”, aby wszyscy, którzy zaglądają tu właśnie dla tego tematu, mogli znaleźć coś dla siebie.

1. Po co historia dzieciom dwujęzycznym:

Co z tą historią? Historia, dla dzieci dwujęzycznych i dwukulturowych, to trzon wiedzy o sobie, rodzinie i miejscu, w którym żyli przodkowie i w którym one żyją teraz. Niby jest tak samo ważna dla każdego człowieka, ale mam poczucie, że dla nas i naszych dzieci „emigracyjnych” to szczególnie istotny element postrzegania siebie i świata dookoła – właściwego „umiejscowienia się” w nim. Kiedy zabraknie historii rodzinnych z dalekiego kraju - zabraknie korzeni, zabraknie więzi!!! Nasze poczucie bezpieczeństwa jakoś się chwieje. Emigranci i emigracje to element wielkiej historii, to składowa historii współeczenej Polski w szczegolny sposób ważnej… bo jeszcze nie widzimy skutków…

Emigracje poprzednich wieków to były emigracje polityczne – Polacy emigrowali, uciekali, szukali wolności dla siebie i Polski. Łatwo było w takiej atmosferze tęsknoty za krajem „uciemiężonym” wychowywać kolejne pokolenia – pokazywać wartość tradycji i korzeni, utrzymywać je, chołubić wręcz.

Teraz jest nieco inaczej. Niestety.

2. Dobrze o Polsce:

Mimo niemiłych skojarzeń czy przeżyć związanych z Polską, musimy pamiętać, że aby dobrze iść w przód, musimy przekazać kolejnemu pokoleniu wiedzę też o tym, co wspaniałego wynieśliśmy z Polski. NAS SAMYCH!!! Nie możemy stawiać w oczach naszych dzieci Polski i jej najnowszej historii w złym świetle – a tak się będzie działo wtedy, kiedy będą one słyszeć wieczne narzekania i osądy.

Zachęcam więc do codziennych warsztatów historycznych-współczesnych! Pracy nad tym, aby podnosić prestiż Polski w słowach, w słowach wypowiadanych o Polsce, o Polakach, o jej tradycjach, szczególnie o naszych miłych i pięknych wspomnieniach – historiach rodzinnych. Przypominam więc! Walczmy o dobre imię Polski słowami, by nasze dzieci nie musiały zaprzeczać nam i sobie – wspólnemu pochodzeniu!!!; bo kto chciałby pochodzić z (delikatnie mówiąc) „niefajnego” kraju?; bo jak miałyby dobrze funkcjonować nasze dzieci, kiedy są „niewiadomoskąd”??; jak mają chcieć mówić po polsku!!!!???; jak mają chcieć opowiadać o kraju dziadków?

Na przypomnienie: kilka wskazówek w poście (komentarzach) „Dobrze o Polsce”: http://dwujezycznosc.blogspot.co.at/2013/10/dobrze-o-polsce.html

3. Historia to czytanie tekstów.

To już wiemy, że historię w jak najszerszym pojęciu, na emigracji musimy poznawać i poznawać. Ale jak? Podróże, słuchanie ludzi i oglądanie miejsc ale najczęstszym sposobem jest czytanie! Musimy więc nasze dzieci uczyć czytać po polsku, gdyż w pewnym momencie nie będziemy już w stanie sami wszystkiego opowiedzieć! Będziemy odsyłać do tekstów!! A zrozumieć teksty o historii…to wyczyn!: „wydobycie z tekstu faktu (…) stanowi operację deszyfracji” – pisze Gustaw Szept… A dwujęzyczne i dwukulturowe osoby muszą jeszcze opanować cały system trudnych wyrażen i struktur językowych! A więc – pamiętamy! – uczymy czytać po polsku, aby nasze dzieci miały dostęp do szerokopojętej kutury, opisanej w TEKSTACH!!

4. Historia w domu:

Nawet na emigracji w domu powinny być przedmioty, które wzmacniają identyfikację kulturową i pomagają zrozumieć zawiłości historii. Powinny być symbole Polski (nie mówię, że nad kominkiem… ale tak, żeby je móc wyjąć - w stosownym momencie powiesić flagę…; powinny być KSIĄŻKI – przynajmniej kilka stricte o historii Polski, albumy. Szczególnie atrakcyjne dla dzieci i młodzieży są atlasy historyczne i encyklopedie z wieloma rysunkami –teraz to też i w internecie można znaleźć (ale też trzeba wiedzieć, czego szukać…); filmy!!, płyty (moja i mojej rodziny na emigracji płyta to ukochani T-raperzy znad Wisły…: tu o tym pisałam: http://dwujezycznosc.blogspot.de/2013/07/raperzy-i-butenko-znad-wisy-pozyteczne.html ”MIESZKO, Mieszko, mój koleżko!!”); gry planszowe – moje ostatnie odkrycie w Polsce: gry planszowe IPN – moje dzieci nieco za małe… ale już niedługo…są pięknie zrobione i fajną zabawę też proponują: tu: IPN – gry - http://pamiec.pl/pa/edukacja/gry-i-materialy-edukac/gry

5. Opowieści – rozmowa:

– „a jak ja byłam mała” – to dla naszych dzieci (szczególnie małych) niezła historia…

6. Tworzenie drzew genealogicznych i albumów rodzinnych
– jednak w wersji drukowanej! lub pisanej/ręcznej. Bo elektroniczne gdzieś „giną”. Piękne są takie drzewa. My jeszcze takiego nie mamy – musimy się przyłożyć… Będę powoli zbierała materiały i poczekam, aż dzieci troszczkę podrosną!

7. Samodzielne tworzenie filmów o rodzinie, o Polsce, o miejscach w kutych byliśmy razem albo o kraju dziadków – polecam sczzegolnie „starszakom – nastolatkom”!!

8. Wycieczki w Polsce do miejsc historycznych – szczególnie ważne!! – zwiedzać i opowiadać i sobie przypominać… jak się da kupować tam albumy – przydadzą się do pokazywania w kraju, w którym dziecko mieszka, kupować też kartki z różnych miast Polski lub prosić rodzinę i znajomych o przesyłanie – też miła rzecz do pokazywania obcokrajowcom!! Lub robienie tam zdjęć i robienie najnormalniejszych albumów zdjęciowych lub!! dzienniczków!/pamiętników moich ukochanych!

9. Dzienniczek! – nasze historie codzienne, osobiste, rodzinne. Wiele już o tym pisałam – tu  http://dwujezycznosc.blogspot.co.at/search/label/dzienniczek%20wydarze%C5%84 można znaleźć więcej informacji. Przypominam więc tylko – dla małych dzieci to ich najbliższa i NAJWAŻNIEJSZA historia!! Dodtakowo uczymy opisywać zdarzenia, świat, ludzi i siebie… I mamy wspaniałą pamiątkę! Przywoływany Gustaw Szpet pisze, iż poznawać historię to umieć obserwować, czytać – umieć rozumieć sens znaku słownego; to łączyć w sobie dwie role: czytelnika i pisarza! – piszmy więc pamiętniki! Gdyż „każda dziedzina rzeczywistości ma swój wymiar historyczny” (G. Szpet).

10. Czas i kalendarz

To propozycja dla małych dzieci: nauka postrzegania siebie w czasie, umiejscowienia siebie w czasie. Dla małych dzieci, wszystko, co było to WCZORAJ a wszystko, co będzie to JUTRO… Pkazywanie na kalendarzu upływu czasu jest powolną nauką tego, iż wczoraj staje się historią…. Nauka rozumienia czasu wymaga zrozumienia linearnego porządkowania sekwencji zdarzeń!! Tu nasze zabawy z kalendarzem: http://dwujezycznosc.blogspot.co.at/search/label/kalendarz

11. Myślenie przyczynowo-skutkowe!!! – dwa rodzaje, przyrodnicze i historyczne

Tu jedno z moich zainteresowań zawodowych! Dzięki temu powstał zbiór „Myślenie przyczynowo-skutkowe” w wyd. WIR (razem z M. Korendo i A. Fabisiak-Majcher): http://www.wir-sklep.pl/pl/p/Myslenie-przyczynowo-skutkowe/121



Myślenia przyczynowo-skutkowego uczymy dzieci na terapii językowej ZAWSZE!!! Jest ono potrzebne w poznawaniu każdej dziedziny życia.
Chciałabym zwrócić tu uwagę na myśl filozofa Gustawa Szpeta, iż nauki przyrodnicze i nauki historyczne (w sensie humanistyczne) różni pojmowanie myślenia przyczynowo-skutkowego. Otóż w przyrodoznawstwie mamy przyczyną i skutek (dość przewidywalny) – takie układanki/historyjki z pewnością znacie. Mam ich (w związku z wykonywanym zawodem) całą półkę.
W historii i naukach humanistycznych myślenie przyczynowo-skutkowe nie jest tak oczywistym procesem: znaczy się: coś się dzieje, ale niekoniecznie wiemy jaki będzie skutek; może być różne rozwiązanie dla danej sytuacji!; nie wiadomo w jkim kierunku dana historia się „rozwinie”! W naszym zbiorze „Myślenie przyczynowo-skutkowe”, umieściłyśmy kilak i takich historii. Aby ułozyc takie historie, trzeba je przemyśleć, opowiedzieć sobie lub komuś.

Przy układaniu historyjek pamiętajmy, że nie zawsze musimy kierować się logiką numerków na obrazkach - czyli tak jak powinno niby być - MUSIMY SŁUCHAĆ, CO MÓWI DZIECKO! Bo wyjaśnienie może być indywidualne!! Dziecko może według własnej wiedzy o świecie uporządkować logicznie i dane fakty!

Warsztat historyczny z dzieckiem:

Co wybrałam na nasz warsztat?

Maksymilian nie jest szczególnie zainteresowany wiekami przeszłymi – rycerze i wojsko to dla niego wprost mówiąc dinozaury – były, ale wymarły i nie jest tak ciekawe, jak wszystko, co jest tu i teraz.

Pewnego razu spotkaliśmy w podróży żołnierzy. Stali sobie na parkingu i odpoczywali. Było ich sporo! Mąż woła do Maksymiliana: Makuś, zobacz wojsko! – na co Makuś z rozdziawioną buzią: „To wojsko jeszcze istnieje…??!!” – w sensie, że to przecież już było, historia, wymarli przecież jak rycerze… Jakoś za mało go uświadamiamy życiowo, współcześnie chyba…

Dla Alicji księżniczka to jakisik abstrakt totalny – zdecydowanie woli normalną lalkę, klocki i ziemię w ogródku. Póki co… Zobaczymy jak zareaguje na wizytę w Łańcucie w zamku, która planujemy – zamek jak nic prawdziwy pałac!! I portrety są… co powie?

Na warsztat historyczny wybrałm więc zabawy w układanie prostych historyjek – ad. 11 – aby uczyć myślenia przyczynowo-skutkowego, co mam nadzieję pomoże kiedyś w przyswajaniu i deszyfrowaniu wiedzy stricte historycznej ;-)

Ze względu na to, iż „technika” się na mnie wyjątkowo zawzięła – każdy post „Dzieko na warsztat” opłakuję brakiem połączenia internetowego (oczekiwanego bądź nie!), odmową przeładownaia zdjęć z apataru na komputer, brakiem dostępu do sprzętu (wyjazdy…) - cóż za walka z przeciwnościami.

Tym razem podobnie – internetu nie było – pierwszy raz w tym mieszkaniu – nie wiadomo dlaczego… Zdjęcia się nie przeładowały – nie wiem dlaczego. Zostałam znów z „brzydkim” i nieopublikowanym postem.

Ale przynajmniej teraz poczytajcie, co robiliśmy:

Tak po prostu: układaliśmy historyjki obrazkowe, złożone z 3, 4, 5 a nawet 6 obrazków. Opowiadaliśmy przy tym dużo. Makuś lubi to robić, więc układałby jeszcze i jeszcze: „Jaką masz jeszcze? Pokaż!”

Do historyjek dołożyłam opisy: pisałam „na oczach” dziecka opis pod każdym obrazkiem. Makuś ćwiczył czytanie. Zdania były proste, nawet do trudniejszych historyjek – dostosowane do poziomu umiejętności Maksia w czytaniu np.:

ADAM MA LODY MALINOWE. OLA MU DAŁA.
ADAM NIE LUBI LODÓW MALINOWYCH. CHOWA JE DO SZAFY.
LODY TOPIĄ SIĘ!! SZAFA I UBRANIA SĄ BRUDNE.

Przy okazji oczywiście:
1. Zadajemy dużo pytań;
2. Przy układaniu historii mówimy: UŁÓŻ PO KOLEI; zadajemy pytania: CO TERAZ? CO BĘDZIE TERAZ? CO SIĘ STAŁO POTEM? CO BYŁO NAJPIEJW? CO POTEM?

3. Zastanawiamy się z dzieckiem nad przyczyną i skutkiem; pytamy CO SIĘ STAŁO?; DLACZEGO…..?

4. Rozważamy inne rozwiązania danej sytuacji CO BY BYŁO, GDYBY…? A JAKBY…?

5. Rozmawiamy (ewentualnie) o przeżyciach bohaterów, o emocjach, myślach, co mogą oni czuć: CO ZROBIŁ ADAM? CO CZUŁ?

Przy innej historyjce napisałam proste zdania wcześniej: i Makuś czytał, i miał za zadanie dopasować podpisy do poszczególnych obrazków – a historyjkę ułożyłam ja!:
1. AGATA WYLAŁA SOK BANANOWY.
2. AGATA MÓWI: FE! NIEDOBRE!
3. AGATA NALEWA SOK MALINOWY.
4. AGATA NALEWA SOK BANANOWY
5. AGATA MA DWA SOKI: BANANOWY I MALINOWY.
6. UF! SOK MALINOWY JEST DOBRY! ONA LUBI SOK MALINOWY. AGATA JEST ZADOWOLONA.
W tej historii kolejność obrazków nie jest oczywista. Pokazałam Maksiowi, że mogło być inaczej (inaczej może być też dobrze!!) i jeszcze raz układał zdania.

Jeszcze jedna wersja układania: ja napisałąm zdania – Makuś przeczytał je jako tekst ułożony przeze mnie. Potem dostał obrazki i układał je, mając „na oczach” tekst;-)

Można próbować zasłonić tekst lub obrazki a dziecko układa to, co ma (obrazki, tekst) Wszystko zależy od pomysłowości, możliwości dziecka i tego, co akurat w tym momencie ćwiczymy.

Kolejnym ćwiczeniem jest ułożenie samych zdań!! To już tworzymy tekst! I opowiadmy go wspólnie z dzieckiem – zadając podobne pytania do wypisanytch powyżej. I tak się zaczyna praca z tekstem, ze zrozumieniem, szukaniem przyczyny i skutku: nie przy pomocy obrazu ale za pomocą myślenia, przywoływania z pamięci!!!

Troszkę się natrudziliśmy, dużo układaliśmy! Ale fajnie było!

Zachęcam!!

Zachęcam do pisania dzienników, do opowiadania dobrych historii i do układania historyjek – to jak układanie i pisanie własnej historii życia. A potem będziemy wspominać.

Zapraszam też do innych warsztatów historycznych na blogach:



W projekcie biorą udział:

DZIECKO NA WARSZTAT

poniedziałek, 16 grudnia 2013

"Różnica pomiędzy rękodziełem a rękoczynem - artyzm bez przemocy"

Witam wszystkich! W ramach projektu „Dziecko na warsztat” prezentuję kolejny post.

Tematem grudnia jest RĘKODZIEŁO! Dzisiejszy tytuł to: "Różnica pomiędzy rękodziełem a rękoczynem - artyzm bez przemocy"

Już miałam się poddać, nie pisać BO: gotowy piękny post, został w pliku w Austrii... ech...

Ale, jakoś mi się zrobiło głupio, niezręcznie, dręczyło mnie!...: czuję się zobowiązana wobec pracy i determinacji wszystkich uczestniczących w projekcie "Dziecko na warsztat"! Tak się starają! Więc nie powinnam narzekać a szukać rozwiązania!

Znalazłam. Komputer, net u szwagra się znalazł. Dzieci pod opieką babci (co u nas RARYTAS!!)

Siadam i odtwarzam w pamięci ile się da. I ile się da stwarzam szybko. Ile się da pokazać Wam chcę!

Zaczynało się mniej więcej tak: Dialog:
Ja: Makusiu: a co to jest rękodzieło!?
Makuś: Rękoczyny!??

HA!
Piękne, prawda!?

U nas rękoczynów chyba nie ma?? już się tak zastanawiałam... co dziecko... i skąd? Z lektury.. mam nadzieję...
Ale piękne skojarzenie polskich słów!!!

Rękodzieło!!! Rękoczyny!!!

Czynić i działać, "diełat" "dielat" - no robić!! No do roboty, do dzieła, do czynu!! Pro publico bono... Byle do rękoczynów nie doszło!

I co? co nam wyszło z warsztatów? OJ, OJ!!! tu co wyszło: wyszło szydło z worka!!!!
Otóż u nas z rękodziełem KIEPSKO!!!! Mimo, iż uwielbiam! wspieram, kupuję, podziwiam, lubuję się...sami?...sami mało tworzymy. No bez sensu przecież! Takoż! Dziękuję szczerze i bardzo wylewnie za to, iż zaistniał projekt "Dziecko na warsztat!" Dzięki temu szydło z worka wyjmę i do dzieła - zrobię córeczce piękne kwiaty do włosów i na ozdobę pokoiku. Bo umiem!!Kiedyś robiłam takowe... I zwrócę swe ręce ku dziełu czy tam czynowi...i zaczniemy tworzyć więcej, razem!

Zastanawiałam się - najwięcej razem "czynimy" "działamy"? Gdzie?: w ogródku! O! i tu można pokazać dzieła w słoikach! (nie da się, zostały w Austrii...)

W ramach warsztatów - długo myślałam co "włożyć", jak za wiele nie ma!? Co zrobić?
Po pierwsze wyrzuciłam stos zabawek, których nie lubię z powodów oczywistych. Postawiłam dzieci przed koniecznością tworzenia - więcej rysują (Alicja po ścianach (teraz babci... uff...)), więcej wymyślają zabawy - np. pociąg z kartonów, ciągnący się przez całe mieszkanie..., więcej tworzą ze mną w kuchni; więcej pomagają - bo chcą.

Po wykładzie pt. "Różnica pomiędzy rękodziełem a rękoczynem - artyzm bez przemocy" Maksymilian stwierdził "To ja wiem! My jesteśmy artyści ciasteczkowi!" Toż to prawda! pomyślałam, tak więc zdjęcia ciasteczek, stworzonych przez nas (będą jutro nowe ciacha...na choinkę, mam nadzieję...)



Mimo tego odkrycia myślałam jeszcze długo, długo, w czym objawia się jeszcze nasze "rękodzieło" - no i wymyśliłam! Otóż mamy takie dzieło, które stwarzamy, ciągle, pomału. Fajne jest! To nasz "Dzienniczek wyjazdowy" i bardzo chętnie opowiem i pokażę, jak powstaje.

Moja fascynacja pisaniem dziennika, jako techniką wspomagającą rozwój języka i komunikacji dzieci (i nie tylko) jest znana w kręgach moich "bywalców" i znajomych. Coraz więcej dzieci pisze dzienniczki, posiłkując się "Moim pierwszym dzienniczkiem". Ale nie wszystkie mogą, potrafią pisać! W pisaniu dziennika pomagają wtedy dorośli - służy to wtedy porządkowaniu postrzegania czasu, nauce czytania, wprowadzaniu podstaw dialogu (w zapisach z dymkami). Tworzy się swojego rodzaju PAMIĘTNIK!!!

Rodzice piszą (dzieci piszą, jak chcą i mogą), dzieci OZDABIAJĄ, WKLEJAJĄ ZDJĘCIA, RYSUJĄ!!! i powstaje piękne RĘKODZIEŁO!!!

Taki to RĘKOPIS jest przecudowną pamiątką! świetną zabawą! a ile uczyć może!!? to nie będę tu zanudzała, zapraszam zainteresowanych - można sprawdzić tu - więcej postów na temat dzienniczka: http://dwujezycznosc.blogspot.com/search/label/dzienniczek%20wydarze%C5%84
Wszystkie znane mi dzieci uwielbiają prowadzenie dzienniczków, pamiętników. Zbierają różne "gadżety" - w naszym można znaleźć rachunki za nowe buty, kamień przyklejony, wrzosy z wycieczki, bilety wstępu z różnych miejsc, a nawet metki z nowego ubrania, itp.
Mamy dzienniczek codzienny - ale zdjęć teraz brak, zostały w Austrii.
Pokażę więc fragment dzienniczka "wyjazdowego", (bo akurat mam dostęp do zdjęć z innego postu!!!) - to taki trochę pamiętnik z podróży. Zabieramy go ze sobą, bo format ma "jako taki"

Oto kilka zdjęć: Dzienniczek Maksymiliana jest kierowany "pod naukę czytania", dlatego wpisy są jakie są:-) :






















































 Zachęcam! Zachęcam!! Zachęcam!!! Piszcie takie pamiętniki!! To rękodzieło na miarę życia i wspomnień!!!

DODATEK:
Jestem przeszczęśliwa, gdyż Makuś dzisiaj siedzi nad dzienniczkiem i dorysowuje różności! Czyatmy razem a on rysuje, bo stwierdził, że nudny był tylko z samymi wklejankami i pisaniem:-)
Oto zdjęcie:











Teraz już smok wawelski zionie przynajmniej ogniem!!


I zapraszam na inne blogi, podziwiajcie tam rękodzieła wspaniałe:
W projekcie biorą udział:

DZIECKO NA WARSZTAT