
Dziś o prostej, powszechnie znanej zabawie, która doskonale zachęca dzieci do mówienia. Jest to zabawa pacynkami i laleczkami oraz wykorzystywanie wszystkich rzeczy z domowych szuflad do nauki prowadzenia rozmowy, wymiany prostych pytań i odpowiedzi.
Dlaczego to taka ważna zabawa (żeby nie powiedzieć technika) – dlatego, że osadza ona sytuację dialogu tuż obok dziecka, może angażować je, albo wręcz jest magicznym „guziczkiem”, który wywołuje głos z dziecka. Dzieje się tak dlatego, że dziecko nie czuje się w żaden sposób zmuszane do mówienia. To nie ono powtarza nieskończoną ilość razy, to nie ono mówi, czyta - to laleczka, pacynka, zwierzątko, postaci np. duplo (itp.). Jest to prosty i bardzo dobry sposób na delikatną pomoc dzieciom dwujęzycznym, które nie chcą mówić w którymś z języków. Niekiedy kukiełka staje się reprezentacją dziecka, ale nie nim samym – można wtedy obserwować, co mówi i jak się zachowuje kukiełka, wiele nam to może opowiedzieć o dziecku i jego przeżyciach, emocjach.
Dzięki wprowadzeniu kilku bohaterów dziecko może uczyć się jak wygląda dialog, rozmowa – słyszy pytania i odpowiedzi. Dzieci bardzo szybko zapamiętują kwestie wypowiadane przez bohaterów. Potem słyszymy własne słowa, niekiedy skopiowane „co do joty”. Umożliwia to wielokrotne naśladownictwo pacynkowych (naszych) zachowań językowych, poszerza słownictwo, uczy ról społecznych, uczy rozumienia i użycia wypowiedzi językowych, które są adekwatne do przedstawianej sytuacji. Tak, jak w metodach komunikacyjnych w nauczaniu języków obcych, ważną rolę pełni tu kontekst i sytuacja. Dziecko uczy się języka mówionego! (w języku mówionym, potocznym, struktury językowe są inne niż w pisanym – baśniach, bajkach czytanych przez nas dziecku).
Dobrze pamiętać o wymianie ról. Raz jestem słoniem a dziecko babcią a innym razem odwrotnie.
Pacynki bardzo dobrze nadają się do opowiadania o emocjach, przeżyciach. Ustami laleczki wypowiadamy smutek, żal, rozczarowanie, zadowolenie, radość, tęsknoty. Samemu dziecku trudno czasami nazwać to, co czuje, więc usta pacynki są wielką pomocą! Łatwiej zapytać i uzyskać odpowiedź!
Jak się bawić – myślę, że nie jest konieczne opisywanie zasad zabawy pacynkami – jest to zabawa znana i każdy z nas, nakładając na rękę pacynkę, automatycznie wchodzi w rolę swoim zachowaniem i językiem.
Proszę pamiętać tylko, by dostosować poziom języka do umiejętności (szczególnie rozumienia) Waszego dziecka – odpowiednio łatwe dialogi!
Z dziećmi, które dobrze mówią w danym języku można zabawy pacynkami powoli kierunkować w dłuższe i oparte na prostych scenariuszach zabawy w teatrzyk!! Ale o teatrzykach w innym poście.
Jeszcze jedna rzecz: ja wykorzystuję zabawy pacynkami i ożywionymi przedmiotami w pracy, zabawie z dziećmi dwujęzycznymi (łyżeczka, szczoteczka, grzebień) w kilku ważnych dla mnie momentach:
1. kiedy dziecko WCALE lub NIECHĘTNIE mówi ;
2. kiedy chcę, mówiące chętnie dziecko, nauczyć wymian dialogu, rozmowy (pytań i odpowiedzi);
3. kiedy uczę czytać: i tu ważne – kiedy dziecko trzyma pacynkę - łatwiej je poprawiać! – poprawiamy wtedy pacynkę a nie dziecko (bardzo ważny aspekt psychologiczny); dziecko i my uczymy pacynkę! – dziecko nawet nie wie, kiedy czyta jako słonik, żaba;
4. przy ćwiczeniach tzw. logopedycznych, jeśli dziecko ich nie lubi – uczymy małpkę, jak robić dziubek lub jak szeroko uśmiechać się.
Ten sam sposób zabawy wykorzystałyśmy z Faustyną w jednej z zabaw wchodzących w skład „Zabaw Tutusia” – PLOTECZKI ŁYŻECZKI I SZCZOTECZKI – są to najkrótsze wymiany dialogowe: pytanie – odpowiedź, pytanie – odpowiedź:
Chyba już wszystkie przedmioty w moim domu zostały „odpytane” przez Maksia na wzór tych dialogów…
Podobnie i u Faustyny: „TU” > Polecam więc zabawy pacynkami, kukiełkami, laleczkami i ożywianie przedmiotów na pogaduszki, rozmówki i ploteczki .
A propos: Zapraszam dzisiaj wszystkie dzieci (których jednym z języków jest polski) z mamami na mały teatrzyk pt. „Jedziemy na wakacje do Polski!”. A potem szaleństwa na naszych łąkach, i ciacho, i kawa. Miejsce akcji – okolice Klagenfurtu.
DODATEK:
Co sądzicie o pomyśle przypisania jakimś konkretnym pacynkom, konkretnego języka: np. żaba mówi... no po francusku oczywiście, piesek po polsku, kotek po angielsku, kura po niemiecku - jeśli zachodzi potrzeba wspierania rozwoju jakiegoś języka w domu... Wydaje się to fajnym pomysłem. Spróbuję z Maksiem.














