piątek, 24 maja 2013

Co można przywieźć z Polski…PIĄTKOWE GADUŁECZKI



Co można przywieźć z Polski? Hym…wiadomo, różne specjały! My przywieźliśmy, jak zwykle, mnóstwo książek dla dzieci i mnóstwo emocji. Książki zamieszkują nadal wielkie pudło a emocje teraz porządkujemy, opanowujemy, próbujemy ułożyć w rozumach, sercach, usiłujemy zrozumieć… Ale o tym osobny post.

Dzisiaj, w PIĄTKOWYCH GADUŁECZKACH, wyłowione z ostatnich kilku dni „perełki językowe” z Polski, które zaprezentował Maksymilian w rozmowach z nami. Oczywiście „perełki” mogą się nie podobać nam albo podobać, ale zwracają uwagę, bo my z mężem nie używamy tych zwrotów. Pokazują one, jak jednotorowe jest wychowanie przez jedną, dwie osoby w danym języku i jak rozwijająco wpływa na język dziecka przebywanie w różnych środowiskach, z różnymi osobami. Poszerzają się wzorce językowe, wpadają dziecku do ucha nowe konstrukcje. Najczęściej są one nacechowane emocjonalnie, bo takie najłatwiej się pamięta!

Oto one:

- „No nie wiem, co się mu podziało!”
- „Kocha – nie kocha, kocha – nie kocha” (wierszyk z rwaniem listków stokrotki)
- Pohusiaj mnie tak, żebym czuł, że się husiam, aż do nieba.
- Mama, nudzę się…
- Nie masz szans!
- O Boziu, Boziu!
- O Jezu! Jaki piękny!
- No! Tylko zobacz to!
- No, to jakieś durne!
- Jaki słodki!!
- Klejące jak fiks.
- To dziadostwo mi się przykleiło!

I jeszcze sporo „nowości” się pojawiało, tylko nie zapisałam, a jak nie zapisze od razu… to myk… i nie pamiętam.

Prawie wszystkie powyższe zwroty jestem w stanie zidentyfikować z osobą :-)

I tak – myśleć musimy o tym, jak poszerzać zasób słownictwa i zwrotów językowych, idiomów, przysłów u naszych dzieci dwujęzycznych (wyjazdy do Polski i goście z Polski to jednak rarytas). Więc jak?
Czytanie, czytanie, czytanie!!

Dla nastolatków telewizja (w ograniczonym wymiarze czasu) i filmy.

Oraz poszukiwanie „przyczółków” (o „przyczółkach” patrz u Faustyny TU ).

Bo przecież nie będziemy tylko wzdychać: O Boziu! Boziu!

Witam Mamę w Paryżu:-)

17 komentarzy:

  1. Fajny post... jak fiks! :)
    Jestes z południa? Czy na polnocy Polski tez uzywaja zwrotu JAK FIKS? albo PIEROŃSKO? Hmmm.... :)
    Troche mnie nie bylo, ale juz jestem i czytam! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dizzy Ivy, ja jestem z północnej części Polski. Nie słyszałam nigdy zwrotu "jak fiks". Natomiast słyszałam zwrot "sfiksować można" (zwariować). "Pieroński" - obiło mi się o uszy w okolicach pozamiejskich. (W mojej rodzinie zaś raczej się mówiło "pioruński")

      Usuń
  2. Kasiu. Jestem z południa i południowego-wschodu. Babcia są na Podkarpaciu i na pograniczu Małopolski i Śląska. PIEROŃSKO to słyszę właśnie u tej drugiej babci czasem. U mojej rodziny to raczej OLABOGA:-)!
    Miło Cię widzieć znowu! Gdzie Ty byłaś?! Mam nadzieję, że rysowałaś tam dużo:-) !!

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha, tak myślałam, żeś nasza:)
    Byłam trochę poszerzyć horyzonty:) Rysowałam, rysowałam (szkice możesz sobie pooglądać na moim "art" blogu) chyba nawet za dużo, bo teraz jakoś w ogóle nie mogę się za to "zabrać"!

    OdpowiedzUsuń
  4. To "husianie" jest niebiańskie, Elu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, właśnie ton jakim to zdanie wypowiadał Makuś! o takie "husianie" błagał... "żebym poczuł!" Niebiańskie.

      Usuń
  5. Ha ha, podróże kształcą!
    Mój mąż raz przeżył szok mentalny słysząc w Cieszynie:
    (Klient do sprzedawczyni) -ale mnie pani wyrychtowała!
    Do dziś nie wiemy co to znaczy, ale używamy,bo fajne :):):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeszcze sprzedam z Podkarpacia: że drzwi się zapiera! a zamyka się - to na klucz! A więc zaprzyj drzwi z potem je zamknij:-)

      Usuń
  6. Ja czasem do tej pory teściowej nie rozumiem.

    Moje ulubione:
    "Kasiu, uważaj, bo to się ksy"
    "Dziecko, wyrzuć te ciarupy"

    Kto z Podkarpacia ten będzie wiedział, co to znaczy. Ja, świętokrzyski scyzoryk, chwilę się musiałam zastanowić ;)

    Moja siostra natomiast pracowała kiedyś jako kelnerka w Zakopanem. Do tej pory wspomina pierwsze polecenie, które dostała: "Obskrob no grula" :) Podobno patrzyła na przełożonego jak zaczarowana ;)

    PS. "Rychtować" to po podkarpacku "przygotowywać", "szykować" (coś na coś lub się na coś). Teściowa tak mówi :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyrychtować się to na Podkarpaciu wystroić się, wyszykować, że hej! lub coś przygotować pięknie. Ale coś mi to nie pasuje do tego z Cieszyna... Tu jest w stylu "urządziła". Ale ja nie rozumiem co robi jak się "ksy" albo "ciarupy" ??

      Usuń
    2. ksyć - kruszyć się
      ciarupy - skorupki od jajek ;) ;))

      Usuń
    3. No właśnie, wiem, że można np.narychtować rower po zimie, czyli wyszykować, ale pan chyba rzeczywiście miał na myśli, że go pani "urządziła".
      W sumie nawet pasuje- można "narządzić" rower albo "urządzić" kogoś
      :D

      Usuń
  7. A ja przywiozłam kiedyś taką perełkę z kajaków na Kaszubach "zakacabieło się, bedzie plascyć" :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. widzę, że ubogaceni wróciliście z Ojczyzny ;-)
    ja jakoś przegapiłam Wasz powrót, więc lecę nadrabiać zaległości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madziu - mogę prosić o kontakt mailowy!! Proszę!

      Usuń
  9. Olaboga dziewczyny, już dawno nie słyszałam tylu cudowności na raz! Uwielbiam takie perełki! I te dziecięce i te dorosłe:) Pohusianie też przerabiamy w wersji "huś huś huś". Reszta też fajna, tym bardziej, jak człowiek faktycznie wie od kogo dzieciak to podłapał. U nas ostatnio Benio łaskotał Marcela i próbując go w tym celu złapać krzyczy: Ja Cię tu wyrobię smyku! Czyli 100% kopia tego, co mówi mój tata bawiąc się z Benkiem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Makuś też mówi do Ali: "Ty moja pupuńko!" (od taty). Ale właśnie dziś usłyszała od Maksia " Ala! Tak się nie robi! Zostaw to!" - to też przywiezione z PL i wiem od kogo... Słyszał to często. Ech...

      Usuń