piątek, 8 maja 2015

"JAK TO MNIE NIEMIECCY SĄSIEDZI ZMUSZAJĄ DO UŻYWANIA POLSKICH PRZEKLEŃSTW"

Dziś znów dwukulturowość.
Wczoraj zapowiadałam, ze będę przeklinać: http://dwujezycznosc.blogspot.co.at/2015/05/sowa-sowa-sowa-sowa-duszy-emocji-ze_7.html
Mieszkam w Niemczech już ponad rok. Bardzo mi tu trudno było jakoś się zaaklimatyzować. Podobno po roku jest o niebo lepiej… No jest, o tyle, że nie jest mi lepiej tu.
Tylko ja jestem mocniejsza, żeby to zmienić.
Jak tu jest i jak odbieram mieszkanie z Duchami pisałam tu:http://dwujezycznosc.blogspot.co.at/2014/09/obcokrajowcy-sasiedzi-i-szpiedzy-w.html
A że nie zmieniło się wcale, nie pojawiły się znajomości wśród tutejszej ludności to muszę zmienić to miejsce, bo nie da się kisić w tej atmosferze. 
Jako, że zawsze wszystkim mówiłam, że życie jest piękne, tak (dopóki się stąd nie wyprowadzimy) i tu postanowiłam szukać tego, co piękne i pokazywać to dzieciom.
Program jest taki i nic mnie nie zniechęci, nawet sąsiedzi….!!!
Tak więc opisuję dzieciom, różne piękne rzeczy, ludzi, emocje… Naszą zabawą w drodze do przedszkola jest „kto? co? widzi ładnego”
Przekrzykiwaniom się nie ma końca… !!! Są przecudne. Np. "o jakie pan ma ładne wąsy!, jakie piękne drzewa, jakie piękne kwiatki, jakie ładne oka, jaki ładny motor itp., itd. piejemy zachwytami!!!
I wiadomo, jest lepiej.
Kilka dni temu np. Alicja (fakt, miała lekką gorączkę…) wykrzyknęła jak wjechałyśmy do naszego miasteczka: "Jakie piękne miasteczko!!" - skutek cudny prostej terapii!! Szkoda, że dopiero teraz... ale wcześniej serca nie miałam ani zdrowia….
I się cieszę z moich postępów, a tu taki rozwój sytuacji… próba, kuszenie znów… Duchy się budzą…
Milena chwilę sama na podwórku w wózku, widzę ją przez okno. Widzę, że wchodzi sąsiad. Milena spragniona widoku ludzi, piszczy, macha rekami, wierci mu dziurę w brzuchu i piskiem radosnym i wzrokiem wbitym weń i ręcznymi wiatrakami. Sąsiad… jak mur, Duch, przeszedł ani mru mru, ani mrug mrug, ani nawet lekkiego przechyłu głowy w kierunku dziecka, ani lekkiego półgębka uśmiechu. Potraktował je tak samo jak mur naprzeciwko…
Ja przypadkiem to zza firanki widziałam i co… no zaczęło mi się cisnąć na usta…!!! Mi, co ja z wychowania, z przyzwyczajenia i z przekonania  nie klnę!!! Ale cisnęło się, cisnęło, ale nie dałam się… Nie wycisnęło. Opisałam sobie wewnętrznie, piękną polszczyzną sytuację i wzniosłam się ponad.
Duch poszedł.
Ja wyszłam pogadać z Milenką o pięknym murze naprzeciwko….
Kolejny ranek: piękny, majowy, słoneczny. Pakuję dzieci, wszystkie trzy, do auta. Zadowolona, bo miły poranek, ciepło, nie wieje po oczach. Przypinam kolejne pasy. Idzie sąsiadka z psem na spacer. Ja z głową w aucie, widzę, że mija auto, „nie widzi” nas. Wysuwam się, z uśmiechem (żeby zauważyła, że ja ją widzę…) i witam się tutejszym „morgen”. Nic!!
No i znów, jakieś wściekłe emocje i znów cisnęło się, niestety, mi na usta polskie przekleństwo. Udało się, nie wycisnęło! (Nic to, może Ducha widziałam)
I tłumaczyć chcę sobie w myślach o co chodzi…? Zrozumieć tę inna kulturę. I nie wiem, czy jak człowiek bokiem, tyłem, coś robi, to się już nie wita go, czy jakisik afront poczyniłąm? czy jaki czort? Nie rozumiem zupełnie nadal ich zachowań społecznych.
Odwiozłam dzieci do przedszkola, popodziwialiśmy „okoliczności przyrody”. Fajnie było.
Wracam.
Wychodzę z jedynym pozostałym dzieckiem z małego parkingu w kierunku bramy w dali (takiej 10 m) sąsiadka! Z małym dzidziusiem! I z jakąś koleżanką. Przechodzą w drugą stronę tego parkingu. Ja już z uśmiechem, szykuję niemieckie słowa zapytania "co słychać? Jak Mały? Jak ona?" Rozmawiałam z nią ostatnio w jesieni, kiedy pytałam jak się czuje… Miła była wtedy, miałam szczerą nadzieję, że jakoś sytuacja matkowania nas może zbliży. Urodziła w zimie, nie spotkałyśmy się ! do tej pory!!! (pisałam,że tu do parku i na plac zabaw tylko my chodzimy…).
No i zostałam z tym uśmiechem, one przemknęły. Duchy? No „kurwa”!!!, nie!!!
No i kur zapiał jednak, chociaż dwa razy się krztusił…
W tym nastroju, wścieku weszłam do domu, rzuciłam kilkoma rzeczami.
Usiadłam i zaczęłam w myślach opisywać sytuację sobie innymi, polskimi słowami. Duchy, mnie nie widzą! Nie wiem dlaczego! I się nie dowiem! Mogę przypuszczać i się zamęczać. Ale nie, oj nie…! Nie wiem, czy kiedykolwiek zrozumiem tę kulturę tu,w tym miasteczku.
Ta kultura mi dała przykre doświadczenia braku akceptacji. Nic z pięknych doświadczeń dwukulturowości (oprócz oparów historii sączących się z murów, zamków, bruków).
Potem wstałam, zapakowałam Milenkę i poszłam na spacer podziwiać stare mury, uśmiechać się wszem i wobec; z  decyzją, że dziecku to jednak piękno będę pokazywać, PÓKI mogę.

OŚWIADCZENIE publiczne dla miasta S.:
„Niemili Państwo, kląć, MNIE nie nauczycie!!!!”
„Niemili Państwo, nie uśmiechać się, MNIE nie nauczycie”
„Niemili Państwo, nie widzieć ludzi, MNIE nie nauczycie!”

„Mili Państwo, którzy mnie chcą poznać – zapraszam na kawę Schulstrasse 28”!!!!
(przetłumaczę i porozwieszam na słupach)
Tu obrazowanie:
Idziemy dookoła Rynku, żeby nie było wątpliwości:
 tu była kiedyś drogeria:
 tu był sklepik:
Tu się wchodziło do kamienicy, do domu czyjegoś:
 Tu była kiedyś apteka:
 Tu był kiosk:
 Tu było coś z meblami:
 I tu był jakiś sklep:
 Nie wiem co tu było, ale przy samym Rynku, jak widać:



 Tam w tym pięknym budynku był!! urząd gminy:
 Tu stoi kościół w sensie budowli, Kościół w sensie wspólnoty był. Zamknięty na głucho:
 Tu była poczta:
 Tu był sklep jakiś:
 I tu wszędzie były sklepy:





 Tu był zamek!:
 A tam poniżej jeszcze nie wiem co było, ale już NIC nie ma oprócz tego, co widać:


 To ulica wiodąca do parku:

CO jest? bank i piekarnia i rzeźnik.
Ale miało być miło i pozytywnie! Zobaczcie, jaki piękny horyzont wczoraj dojrzałam!:




24 komentarze:

  1. No cóż szczerze powiem, że trzeba duuzo wykresach z wyobraźni by nazwać to miasteczko ładnym :) gratuluję uporu. Nie przejmuj się ludźmi bo zawsze się znajdą tacy,którzy sprawiają przykrość. Ja w Anglii nauczyłam się, że "my home is my castle" I jest to szczęśliwe miejsce. Trzymam kciuki!! Aga S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga, zawsze się znajdą tacy, ale żeby się znalazł od czasu do czasu ktoś miły. Już by wystarczyło.

      Usuń
  2. Gdzie ty mieszkasz!? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba mój prywatny czyściec... a jak się tu znalazłam? To jest pytanie! Jakoś byłam od zawsze przekonana, że wszystkie niemieckie małe miasteczka są cudne, bo wcześniej tylko takie widziałam i nie sprawdzałam. Ale to też jest godne opisania. Bo agencja nieruchomosci, która nam szukała mieszkania, jak my mieszkalismy w Austrii, "nie miała" dla nas mieszkania w innych miasteczkach , obok - o niebo lepszych!

      Usuń
  3. Dodatek: miasteczka i ludzie "obok" dość fajne, niektóre cudowne! Zwiedzamy...

    OdpowiedzUsuń
  4. Przygnębiające. Ale zapewniam Cię, ze Niemcy potrafią być sympatyczni ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem!!! Znam!! ;-) Tylko to miasteczko (i podobno kilka jeszcze)...

      Usuń
  5. Matko!!! Te zdjęcia to po jakiejś pladze, w czasie której wymarło całe miasto. W życiu nie widziałam czegoś bardziej przygnębiającego!! Szukajcie innego miejsca na ziemi, bo zwariujesz! A jak już znajdziesz Elunia, to każde inne miejsce będzie najpiękniejsze na świecie. I tego się trzymaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napiszę kiedyś krótko historię tego miejsca.
      Aniu! Szukamy, szukamy, a raczej już mamy ;-)
      Ale jeszcze musimy tu przetrwać chwilkę, bo nam się , po prostu, nie opłaca JUŻ uciec...
      Ale zwiedzam okolice, i jest tu pięknie!

      Usuń
    2. Zdjecia jak z Resident Evil :-) Norweski z offu mi podpowiada, zebys nie odbierala tego personalnie :-) Ta roznica miedzy wschodem i zachodem ciagle nie jest zatarta. Wiele razy jezdzilam z Hamburga do Szczecina pociagiem. Przejazd przez dawne NRD zawsze mnie koszmarnie przygnebial. Te porzucone domy, puste dworce, krajobraz jak po atomowej zagladzie... Ciesze sie, ze macie cos optymistyczniejszego na oku.

      Usuń
  6. Wśród ludzi gburów bym umarła! Żeby żyć trzeba rozmawiać :)
    Pozdrawiam Cię serdecznie, długo już Cię podczytuję, ale dopiero teraz pozostawiam komentarz :).
    Trzymaj się dzielnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Rozmowa jest najważniejszą częścią istnienia w społeczeństwie. Tutejsi, jak już na siebie wejdą to widzę, że czasem rozmawiają, ale nas ignorują w sposób widoczny.

      Usuń
  7. Elu, jak to dobrze, że masz już internet i możesz się wygadać, wykrzyczeć i wyżalić! A i ludzi miłych spotkasz, co uśmiechy odwzajemnią, w oczy internetowe spojrzą i co najmniej skinieniem głowy odpowiedzą...
    Dzielna jesteś - podziwiam Cię za taką postawę dla dzieci!
    Pozdrawiam z miłego Monachium - Dominika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w pewien sposób internet mi pomaga... Ale staram się tez wyłączać i wychodzić, wyjeżdżam poza to miasteczko. Do przyrody, do innych miasteczek (bo i tu przepiękne są)!
      A do Monachium pojadę i wtedy się spotkamy :-)

      Usuń
  8. Nie podoba mi się to miejsce... Przeszedł tam jakiś pomór? Budynki zaniedbane, jeszcze tylko ten po Urzędzie Miasta ładnie wygląda. Zdecydowanie wolę moje regiony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma dobrego ducha tu, uciekł... Napiszę mail...

      Usuń
  9. O ja pierniczę!!!!
    Elu uciekajcie z tego smutnego miasteczka.
    Dzielna jesteś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomału! pakujemy walizy... ;-)
      Jakbym dzielna była, to bym nie pisała takich postów, tylko bym to samotnie znosiła...

      Usuń
  10. W życiu bym nie powiedziała, że to niemieckie miasto jest..O_o
    Mieszkam na północy Niemiec w małej miejscowości nieopodal niedużego miasta.Zabudowa, wykończenie budunków zupełnie się różni.Większość zadbana, dużo zieleni, ogólny porządek.
    Ludzie też szalenie mili i kontaktowi.Aż dziw bierze,że to ten sam kraj..
    Pozdrawiam
    Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem, bo dużo jeździmy po Niemczech (i dlatego tez nie sprawdziliśmy tego miejsca dobrze, zanim wynajęliśmy dom...). Ale też myślę, ze to doświadczenie po coś jest mi potrzebne...

      Usuń
  11. Ela! To naprawdę miasto duchów! Ciarki przeszły mi po plecach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Jarecka najgorsze jest to, że ja lubię stare miejsca i starszych ludzi, ale tu wszystko nie wydaje się stare, tylko nieżywe, martwe.

      Usuń
  12. Zamarłam. Cieszę się, że możecie się stamtąd przenieść. I mam nadzieję, że wytrzymacie jeszcze. Bo człowiek potrzebuje człowieka. Jak to dobrze masz dzieci! One zawsze ciągną do góry. Choćby przez to, że się trzeba nimi zająć:)
    A miasteczko faktycznie - wymarłe. Szok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napiszę jeszcze kiedyś krótką historię tego miasteczka...
      Wytrzymamy!

      Usuń