wtorek, 19 listopada 2013

Powtarzanie, rozumienie, nazywanie - Wtorkowe czytaneczki.

Dzisiaj we wtorkowych czytaneczkach, krótko o zasadzie 1. POWTARZANIA, 2. ROZUMIENIA, 3. NAZYWANIA, której znajomość przyda się Wam w trakcie zabaw z czytaniem. Często robimy to automatycznie, ale, jak świadomie się to pojawi, to ułatwi zrozumienie, czego TERAZ możemy oczekiwać od dziecka.

Podczas nauki czytania wykorzystujemy, znaną z obserwacji ogólnego rozwoju dziecka, procedurę: 1.POWTARZANIE, 2.ROZUMIENIE, 3.NAZYWANIE

Oznacza to, iż pokazując dziecku jakikolwiek materiał i ucząc je, zawsze robimy to na określony sposób! Zawsze wymagamy od dziecka tego samego! Czego? A więc:

Materiał mamy SYLABY np. WA WO WU WE WI WY

Rozpoczynamy naukę tego paradygamtu, wykorzystując zdolności prawej półkuli, czytamy cały paradygmat „jak gamę”:

Makuś posłuchaj, przeczytam ci:

WA WO WU WE WI WY

Teraz chcemy uzyskać 1.POWTÓRZENIE, usłyszeć, chcemy by dziecko NAŚLADOWAŁO nasze realizacje, żeby i ono siebie usłyszało!

Pokazujemy palcem poszczególne sylabki. Mówimy: Makuś, teraz ja będę czytała po jednej sylabce a ty powtarzaj tylko po mnie.

Pokazujemy palcem sylabę, możemy tez pokazać układ ust, następnie czytamy WA, czekamy, dajemy czas, aby dziecko powtórzyło.

Dziecko WA.

I kolejne:

WO…..WO, WU…WU, WE…WE, WI….WI, WY….WY

U maleńkich dzieci nie czekamy do końca świata, aż powtórzy, bo nie wiadomo kiedy powtórzy… Tylko czytamy dalej z uśmiechem i pewnego dnia dziecko powtórzy (albo nas zaskoczy i od razu przeczyta…:-)

Chcemy uzyskać i potem sprawdzić 2. ROZUMIENIE, czy dziecko poznaje sylabkę, kiedy my ją przeczytamy. Dziecko w takim paradygmacie poznaje po samogłosce ( i o to chodzi tu). Różnicuje sylaby ze względu na samogłoskę. Chcemy sprawdzić to:

Makuś, gdzie jest WA? Czekamy, aż dziecko pokaże. Itd. Gdzie jest WY? Gdzie jest WO? Gdzie jest WU? Gdzie jest WI? Gdzie jest WE?

Ostatnim najtrudniejszym zadaniem jest samodzielne 3.NAZYWANIE. Prosimy dziecko o przeczytanie kolejnych sylab:

Pokazujemy palcem WA i pytamy: Makuś co to jest? Potem pokazujemy palcem inne sylaby, możemy na początek pokazać po kolei w paradygmacie (dziecko często pamięta słuchowo). Następnie pokazujemy sylaby w pomieszanym szyku np: WI, WY, WE, WU, WO. Przy każdej sylabce dajemy dziecku czas, czekamy, możemy pomóc wizualizacją, gestem, np. gestami wizualizacyjnymi samogłosek.


Według tej procedury uczymy wszystkiego…. Samogłosek, onomatopei, sylab, nowych czasowników, wyrazów globalnych.

Wykorzystujemy technikę zamiany ról – czyli czasami to dziecko nas uczy i pyta!

Ta procedura jest niezwykle przydatna przy nauce starszych dzieci i dorosłych języków obcych – dajemy im możliwość 1.POWTÓRZENIE - usłyszenia swojej realizacji, głosu, mówienia!!, 2.ROZUMIENIE – uwierzenia w to, iż rzeczywiście dobrze rozumieją!, 3. NAZYWANIE – satysfakcji, iż mogą samodzielnie ze zrozumieniem przeczytać.



Powodzenia!!!

A! I dawno nie witałam: Witam więc w okieneczkach: francuskiBotak, Juanite82, Ludotekę ;-), Martuchę, Brzeczychrząszcz (wsparcie marytoryczne przyszło...:-)MarchewkeD..., evkesarab, KrysięU., Annę Larsson...! Czuwajcie nad tym, co piszę!;-)

poniedziałek, 18 listopada 2013

Spotkania we Włoszech.

Wystarczy odjechać 400 km na południe i już jest ciepło, miło i przyjemnie!!!

Ostatni weekend we Włoszech nie dość, że przywitał mnie cieplutkim słońcem, temperaturą jakąś szaleńczą (kilkanaście stopni) to i wiele nauczył… Nauczyłam się, że:
- że są rodzice, którzy mówią: „Jesteśmy Polakami, chcemy by nasze dzieci spotykały się z innymi dziećmi mówiącymi po polsku, lub uczącymi się mówić po polsku”, rodzice, którzy w wielu przypadkach jadą do Polskiej Szkoły godzinę i więcej; rodzice, którzy słuchają i chcą wiedzieć więcej i więcej;
- że są kobiety, nauczyciele-matki, które często w ramach wolontariatu oddają swój czas i umiejętności by przygotować sale, pomoce, zorganizować ekipę, poprowadzić zajęcia z dziećmi po polsku, rozmawiać, potem pomachać, pożegnać się, poukładać, poskładać, poprzesuwać, pozamiatać, pogasić i pozamykać;
- że nauczyciele chcą się uczyć, wiedzieć, wspaniale dyskutują, pytają i opowiadają;
- dowiedziałam się jak wygląda szyszka magnolii!!;
- że dożynki, mogą być w listopadzie;
- że granaty właśnie dojrzewają;
- że dzieci we Włoszech w soboty chodzą do szkoły;
- że są małe miejsca z wielkimi ludźmi!!

Pozdrawiam serdecznie wszystkich rodziców i nauczycieli z Polskiej Ludoteki Rodzinnej w Campiglia dei Berici !!!
http://www.polskaludoteka.it/


wtorek, 12 listopada 2013

Wechterowicz - odsłona pierwsza: POLECAM Z PÓŁECZKI


W zeszłym tygodniu dotarła paczka z Polski - książek pełna...!!! Przypominam - iż polskich autorów poszukuję i uwielbiam...!!! A tym razem padałm z zachwytu ile pięknych książek dla dzieci przyszło!! Dobrze się w Polsce dzieje, jeśli chodzi o literaturę i ilustrację dla dzieci!!!

Więc zaczynam powoli prezentację, co mamy i co czytamy...

Na początek ksiązki Przemysłąwa Wechterowicza. Ja nie wiem, dlaczego nie mieliśmy ich wcześniej..???

"Śnieżek i Węgielek. Podróż do gwiazd"
Poszła oczywiście "na pierwszy ogien" - Makus wybrał, bo - NAJWIĘKSZA!!! 



Historia fajna i fajnie zilustrowana (wszystkie książki Wechterowicza mają dobre ilustracje), na dodatek autor pozwala uzupełniać książkę na wszystkich białych plamach własną twórczością. Wydaje się, że Makuś bierze się do zamalowywania tesktu......




Alicja też buszowała po książce! A jakże! Podziwiała, jak widać, kometę!
No kosmos - mówię Wam!
Polecam serdecznie!!

Kolejne książki Wechterowicza, będą się pojawiać tu w najbliższym czasie!

Dodatkowo zakupiłąm dla znajomych dwóch Polek na emigracji:
"Reisenfieber" Mikołąja Łozińskiego i "Biegunów" Olgi Tokarczuk. Siedziałm 10 minut z nimi na kolanach usiłując dopasować je do znajomych Pan i ugrzęzłąm: nie wiem: może pomożecie jakoś?





sobota, 9 listopada 2013

Oko masz! - czytaj!

Dzisiejsze rodzinne gadułeczki:

Zaczęło się od tego, że miało być miłe, spokojne popołudnie.
Ja wprowadzam nowy zwyczaj czytania w dzień, przy dzieciach, bo niedługo nie zobaczą nas z książką w ręce…Czytaliśmy tylko wieczorami i po nocach. Podałam mężowi książkę, kawa stała na stole, dzieci dostały stos kartek i kredki… Zadowolona z pomysłu spędzenia miłego kwadransu przy kawce i książce…już za pięć centymetrów siedziałabym na swoim ulubionym krześle. Niestety, Alicja zamachnęła się i szklanka z sokiem na ziemię – ścieranie, odkurzanie, zamiatanie, wypatrywanie szkieł…

Za dziesięć minut udało się usiąść… Kawa letnia…Dobra jeszcze. Zamiast czytać - jeden kąsek ciasta… i zaczęło się: orzechy sparaliżowały mi język – mam alergię na orzechy włoskie a skusiłam się na ciacho… Mówię:
- Jeny, ale mam kołek w gębie! Nawet rrrr nie mogę powiedzieć! Ała…
Makuś:
- A „r” się mówi językiem?
- No tak.
- A co się mówi jeszcze językiem?
- Na przykład „l”, „t”, „ś”…
Cisza, z kołkiem w gębie czytać się da. Czytam. Dzieci bazgrają fajnie. Mąż czyta! Idylla…( tzn. idyllaistycznie… ).Nagle ciszę przerywa pytanie:
- A „a” się nie mówi językiem, prawda? – pyta Makuś
Ja po kilku sekundach zaskoczyłam czego dotyczy pytanie - stwierdzenie (Makuś nigdy nie wnikał w tajniki wymowy):
- No…no tak… w zasadzie nie ruszamy językiem.
Cisza, z kołkiem w gębie czytać się da. Czytam. Dzieci bazgrają fajnie. Mąż czyta! Idylla…(tzn. idyllaistycznie…). …). Nagle ciszę przerywa:
KUPA! - krzyczy Makuś.
- Do łazienki! – odpowiadamy zza książek.
Poszedł.
Cisza, całe szczęście z kołkiem w gębie czytać się da. Czytam. Alicja bazgroli fajnie. Mąż czyta! Idylla…(tzn. idyllaistycznie…). Nagle ciszę przerywa, wypowiedziane delikatnym, zachwyconym, rozanielonym głosem, słowo:
- Czytają…. (dokładnie „citają”) – to Alicja.
My głowy na pion, wpatrujemy się w nią, rozanieleni jeszcze bardziej niż ona… Po wymianie ochoczych – Tak Ala! czytamy, czytamy!! I takich tam… wracamy do książek. Za parę sekund Alicja kontynuuje głosem dziwnie rozmarzonym:
- Mama czyta…tata czyta…
My głowy na pion, wpatrujemy się w nią, rozanieleni jeszcze bardziej niż ona… Po wymianie ochoczych – Tak Ala! czytamy, czytamy!! I takich tam… wracamy do książek. Za parę sekund z łazienki wrzask:
- A „y” się nie mówi językiem, prawda? – krzyczy Makuś.
- No tak – odkrzykuję.
Cisza, całe szczęście z kołkiem w gębie czytać się da. Czytam. Alicja bazgroli fajnie. Mąż czyta! Idylla…(tzn. idyllaistycznie…). Nagle ciszę przerywa krzyk z łazienki:
- A jak się mówi „ja” to się mówi brzuszkiem!!!
- Aha…? - mówię…
Cisza, całe szczęście z kołkiem w gębie czytać się da. Czytam. Alicja bazgroli fajnie. Mąż czyta! Idylla…(tzn. idyllaistycznie…). Makuś wraca, bazgroli dwie sekundy i mówi:
- A „r” to można mówić trzy razy!
- ? (patrzymy)
- No można mówić po polsku „rrrr” językiem, i można mówić „R” po niemiecku tak do góry– odpowiada nam Makuś, prezentując wymowę.
- I jeszcze można mówić po francusku. Tak jak mówi Gabryś i Leoś od Faustyny. O tak? „RRR”..?? tam z tyłu, u góry! - dodaje
- Chyba tak! Ale to muszą ci oni powiedzieć, bo oni się znają na tym - odpowiadam...
Cisza, całe szczęście z kołkiem w gębie czytać się da, ale jakoś czytać nie mogę tylko myślę, o tym wszystkim, do czego dochodzi mój czterolatek… Ale jednak czytam. Makuś bazgroli fajnie. Mąż czyta! Idylla…(tzn. idyllaistycznie…).
Nagle ciszę przerywa, wypowiedziane delikatnym, acz zdecydowanym, głosem stwierdzenie:
- Oko masz! Czytaj!
Alicja stoi przy krześle, jednym palcem wierci lalce w oku, drugą ręką przysuwa jej pod nas książeczkę…
….
Sprawdziłam: przeczytałam stronę książki T. Hodgkinsona „Jak być rodzicem i nie skonać”…

Ale oko mam, dzisiaj sprawdzone u okulisty przy asyście Ali… spróbuję czytać, zanim mi ktoś palcem pokaże!

A, że uszy też mam, to słuszę – o tym było tu:http://dwujezycznosc.blogspot.co.at/2013/02/3-piatkowe-gadueczki-jak-masz-ucha-to.html i zapisuję….

czwartek, 7 listopada 2013

Idyllaistycznie!

No jak tu nie zapisać publicznie...?
Maksymilian zapytał mnie dzisiaj:
- Mamo, a co to znaczy "idyllaistycznie" ?
...
...no co byście odpowiedzieli? Co to znaczy? ;-)