wtorek, 10 marca 2015

Wtorkowe czytaneczki - Pisanie na kolanie.

Dzisiaj we "Wtorkowych czytaneczkach" opowiem o naszym sposobie na czytanie "przy okazji". W nader nielicznych chwilach "nudy", wyciągam szybko stary kalendarz, który leży na naszym stoliku w salonie. Jest to gruby zeszytowy kalendarz, który kryje naklejkowy świat, opisany naszymi fantazyjnymi tekstami.

Naklejki - gromadzimy je, zbierając w sklepach: i w Austrii, i tu, pojawiają się takowe serie, dotyczące różnorodnych tematów. W Austrii świetna seria dotyczyła kulturowych i przyrodniczych ciekawostek tego państwa - można było się sporo dowiedzieć ;-) Dzieci uwielbiają serie o zwierzętach - wiadomo... i obrazki, które się składają z kilku naklejek. Mamy naklejek (od znajomych też) już sporo... :

W związku z tym polecam!!! - nie wyrzucać - zbierać! Wykorzystać można świetnie!!!

I co robimy? Instrukcja:

1. W chwili mojej "nudy" biorę pudło.

2. Dzieci wybierają naklejki i naklejają je.

3. Piszemy (my piszemy po polsku) - tzn. ja piszę - tekst czasami wymyślam ja, czasami dzieci (teskt dostosowuję do tego, czego mniej więcej akurat uczę czytać dane dziecko). Dzieci czasem po swojemu ozdabiają:

Poniżej naklejki i "teksty" dla Ali (zobaczcie jaka identyfikacja Ali i mamy... szczególnie ujęła mnie za serce przy wilku i gorylach;-)):



Poniżej naklejki i "teksty" dla Maksia (jak dojdziecie do ostatniego obrazka to zobaczycie zapowiedź mojego następnego dzieła):

Z zeszłego roku:
Nowsze:
Oto ostatni obrazek:

Zabieram się za tłumaczenie Biblii na teksty sylabowe... a co, niech dzieci czytają!!
...
Żartowałam.

środa, 4 marca 2015

Workowe czytaneczki. Czytanie sylab zamkniętych - impreza "ludzikowa".


Nasza dzisiejsza zabawa:

Wczoraj urządziliśmy w jadalni imprezę – zaproszeni goście to ludziki DUPLO. Dzieci miały do „opanowania” cały stół zasłany kartonowym „obrusem”. Ja ze swej strony musiałam: nałożyć obrus, poprzecinać noże i widelce z sylabkami, przeczytać Ali sylabki (otwarte).

Dzieci: Alicja (po wysłuchaniu „jak nazywają się widelce i noże”) mogła robic co zechciała. Maksymilian miał odszukać pary sztućców i porozkładać ludzikom. Potem wymyślił do tego talerze – razem z Alą je wycinali a mi kazał je podpisać sylabami. Potem wymyślił jeszcze małe talerze z „daniami” (też ja miałam wypisać to, co podawali gościom).







Zabawa przednia – do dzisiaj goście nie wyszli... stół zajęty….

Dzieci „łypnęły” okiem na materiał sylabkowy.

Czyli wszystko dobrze poszło.

Opis merytoryczny ;-)
Od jakiegoś czasu ćwiczę z Maksiem coś, co sprawiało mu długo trudność – czytanie sylab zamkniętych.

Wprowadziłam poszczególne paradygmaty sylab w 2 wersjach – sylaby otwarte porównywane z sylabami zamkniętymi, np.:

Makuś ostatnio najczęściej ćwiczy na MOICH SYLABKACH (zobacz TU), bo w końcu MATKA napisała i ta MATKA teraz musi wykorzystać, co napisała, bo przy obecnym przyroście naturalnym w rodzinie nie jest w stanie teraz „dziergać” wszystkich pomocy…. Wykorzystujemy 3 cz. MOICH SYLABEK. Makusiowi sprawia dużą radość rysowanie, wyklejanie, dopasowywanie, no i czytanie. Lubi… uff…

Przykładowe strony (nie są powycinane, bo Makuś musi SAM! wycinać):

Tu wycinamy paski, czytamy :
TA TO TU TE TY
AT OT UT ET IT YT
następnie można przeczytać sylaby z daną samogłoską:
TA  AT (przy AT pokazujemy palcem na A)
TO  OT (przy OT pokazujemy palcem na O)
TU  UT (przy UT pokazujemy palcem na U)


(Zwracamy uwagę na to, by przy sylabach zamknietych ze spółgłoskami dźwięcznymi ubezdźwięczniać - tak jest w czytaniu w języku polskim, czyli czytamy AB - ap, EB - ep; EG - ek, EW - ef, AW - af. Mówimy i czytamy po polsku "chlep" chociaż piszemy "chleb").

Tu Maksymilian będzie przyklejał znaczki na koperty -
Oczywiście na przyklejeniu się nie skończy - trzeba się bawic!!! Przypuszczam, że Makuś z Alą zorganizują pocztę...

Tu trzeba odszukać klucze do kłódek:
 Oczywiście znów jakas zabawa....

Wskazówka: jeśli dziecko ma problemy z czytaniem sylab zamkniętych sugeruję bardzo dużo ćwiczen ogólnorozwojowych – analizy i syntezy wzrkowej, ćwiczenia układania sekwencji – od lewej do prawej!!!!

poniedziałek, 2 marca 2015

Zapraszam na nowy projekt: "BAJKI TYSIĄCA I JEDNEJ POLKI" Klubu Polki na Obczyźnie

Projekt dedykowany jest Karince oraz jej siostrze Ali. Dziewczynki aktualnie nie mają możliwości by podróżować, dlatego różne blogerki, Polki, zabiarają je w baśniową podróż po świecie z dziecięcych snów. 
Cudowny projekt, w którym Karince i Ali mogą towarzyszyć nasze dzieci - dzieci mówiące po polsku a mieszkające poza Polską. One też niejednokrotnie bardzo chciałyby pojechać do Polski a z różnych powodów nie mogą. Ale mogą posłuchać bajek napisanych po polsku!!!
Usiądźmy więc tej wiosny wieczorami z naszymi dziećmi i poczytajmy - pojeździmy z Karinką i z Alą po świecie!!! Z pewnością dziewczynki ucieszą się z towarzystwa innych dzieci!!!
Bajki będą linkowane na stronie KLUBU POLEK:  http://www.klubpolek.pl/

"Istnieje mapa bez krańców świata - są na niej wszystkie kontynenty, miasteczka i wsie, 
ale jako że zawieruszyła się w bibliotecznym dziale baśni, nabyła magicznych cech: 
jeśli się na niej stanie, potrafi porwać ze sobą w najbardziej odległe miejsce.

Byli tacy, którzy próbowali przedostać się mapą na skróty na Wielką Rafę Koralową u brzegów Australii, na szczyty Himalajów, a nawet do sklepu obuwniczego dwie przecznice dalej. 
Te próby jednak kończyły się fiaskiem, bo żaden ze śmiałków nie odkrył, 
że na wyprawę mogą wybrać się tylko dzieci. 
Czternastoletnia Ala i jej ośmioletnia siostra Karina poznały także inny sekret mapy 
- nie da się nią podróżować w pojedynkę. 
Dziewczynki dobrze wiedzą, że trzeba razem usiąść na wygniecionym papierze 
i mocno złapać się za ręce i dopiero wtedy otworzy się przed nimi droga. 
Dokąd tym razem? 
Jak zwykle tam, gdzie ktoś na tę dwójkę będzie czekał."

sobota, 21 lutego 2015

Mamo, tato, chcę mówić po polsku!

Akcja, do którą musimy propagować: "Mamo, Tato chcę mówić po polsku"

Akcję po hasłem: Mamo, Tato, chcę mówić po polsku! prowadzi m.in. Międzynarodowy Zespół Placówek Oświatowych, koordynator pierwszej polonijnej szkoły przez Internet Libratus. Kampania rozpoczyna się dzisiaj 21 lutego - w Międzynarodowym Dniu Języka Ojczystego i ma na celu pokazanie, "jak ważny jest język ojczysty, jak dużo dobrego może wnieść w kontaktach międzyludzkich, jak wiele pozytywnych emocji potrafi wywołać oraz jak może stać się dodatkowym atutem w przyszłej karierze zawodowej."

Całe szczęście WY wiecie, że nasze dzieci chcą mówic po polsku! Propagujmy więc akcję, bo nasz jezyk ojczysty, to jezyk naszych dusz, serc, przodków...

I film jest piękny:


piątek, 23 stycznia 2015

Jeszcze pokolędujmy... i Księdzu! A dlaczego nie zostaniesz na kolacji?

Witam serdecznie w roku 2015! chyba już nie Nowy... Ale moje spotkanie z moimi czytelnikami pierwsze więc życzenia śmiem jeszcze przesłać Noworoczne:

Niech rok 2015 przyniesie najpiękniejsze, najpiękniejsze wspomnienia, byśmy mieli wiele fantastycznych przeżyć do opisania!!!

My w Polsce!! Od połowy grudnia. Dla moich dzieci to frajda i przeżycie niesamowite. Spotykamy się z wieloma ludźmi. Większość wizyt i odwiedzin to wielka atrakcja. Wszyscy cieszą się, że nas widzą, przynoszą cukierki, czekolady, prezenty, ściskają, opowiadają, uśmiechają się, dzwonią, pytają, słuchają! Dzieci pozytywnie naładowane, ja też.

Przez ponad miesiąc nie miałam dostępu do internetu, teraz nadal mam ograniczony, i wydarzyło się wiele, i przemyśleń wiele. Jak na razie zaczynam krótkim postem z tematu "dwujęzyczności i dwukulturowości".

Inspiracją do tego postu była wizyta duszpasterska, w której udało się nam uczestniczyć. Kolędę na wsi przeżywa się przez kilka dni bardzo emocjonalnie. Babcia ciągle kontrolowała ścieżki księdza proboszcza telefonicznie, przeżywała "dojdzie dziś ksiądz czy nie?" W końcu przyszedł późną wieczorową porą, po 21. Babcine dania czekały na kuchni. Wszyscy wystrojeni, lekko śnięci. Milenka nie wytrzymała - usnęła i się nie zaprezentowała. Maksymilian i Alicja przeszczęśliwi pilnie uczestniczyli w obrządkach. Ksiądz proboszcz (śpieszył się) zapytał dzieci czy znają kolędy i czy może jakąś zaśpiewają. No i nie spodziewał się, że będzie musiał wysłuchać wszystkich zwrotek 2 kolęd, bo przecież nie śpiewa się jednej zwrotki! Ale ksiądz wysłuchał. Potem kilka wymian dialogu miłego i ksiądz, ku rozpaczy babci, wielkiej, się zbiera do następnego domu! No jak to, przecież na kuchni dania czekają. Ksiądz zdecydowanie odmówił, na co Maksiu zdecydowanym głosem zapytał: Księdzu! A dlaczego nie zostaniesz na kolacji!? No i ksiądz się musiał tłumaczyć... Wytłumaczył się i poszedł... A myśmy mieli ucztę ;-)

No to tyle żartobliwego tonu. Wracamy do tematu, z całą powagą.
Otóż, moje myśli: jestem zadowolona z efektów kolędowania tegorocznego. Było to jedno z "zadań" adwentowych - uczenie się polskich kolęd. Dzieci jakoś złapały bakcyla kolędowania, kolędy polskie są im znane w niezłym repertuarze. Jeszcze teraz wieczorem przed snem śpiewamy. No tak - u do Gromnicznej można ;-)
Polecam kolędy, skoczne, wesołe, łatwe (w większości) dla rodziców i dzieci. Już za kilka miesięcy warto pamiętać o tej polskiej tradycji i dać dzieciom ten skarb polskiej kultury.
Cieszę się też z tego, iż Makuś i Ala chętnie zaśpiewali księdzu kolędy, bez ociągania i krygowania się. Ale to też dlatego, że ja chętnie śpiewam kolędy zamiast dzień dobry w okresie świątecznym. Może to być tez efekt wychowywania w kilku kulturach, podróżowania i częstego wychodzenia poza schematy. Dzieci nauczone są swobodnego zachowania się i wyrażania swoich myśli.
Zastanawiam się niekiedy czy to Polakom czasami nie przeszkadza, mam poczucie, że takie zachowania dzieci są niekiedy traktowane jako lekko "bezczelne". trudno dogodzić i zachować się tak, by wszyscy byli zadowoleni...Na przykład zapytanie Makusia: Księdzu! A dlaczego nie zostaniesz na kolacji!? - to tak trochę nieładnie, że chłopiec tak pyta księdza o co chce....
Moja myśl: JAK pyta: widzę kulturowo brak mu doświadczenia językowych zwrotów grzecznościowych, ciągle ma problem z tym i używa konstrukcji "Pani Agatko, masz ciastka", stąd "Księdzu, dlaczego nie zostaniesz?"
Pamiętajmy więc o ćwiczeniu naszych dzieci polonijnych w tych kompetencjach społecznych, to jest ważne, by dzieci nie robiły kalek z innych języków, bo to, co normalne w jednym, w innym może być uznawane, odbierane jako niegrzeczne, nietaktowne.
"Księdzu" - to kolejny przykład co należy ćwiczyć z naszymi dziećmi - wszelkie trudne formy odmiany. Dla dzieci w Polsce też to problem, ale jednak mają więcej możliwości ćwiczeń i naśladowania języka dorosłych. A my, na obczyźnie, możemy delikatnie poprawić (np. poprzez prawidłowy zapis w dzienniczku) i czytać, czytać, czytać - w tekstach pisanych możemy spotkać wiele form, które nie są używane zbyt często w języku mówionym.

Więc może jeszcze (podkarpackim zwyczajem, do Gromnicznej) pokolędujmy - tam wiele, wiele ciekawych słów, zwrotów i wyrażeń ;-)